Na otwarciu sesji WIG20 wzrósł o 1,65 proc. do 2351 pkt. Ci, którzy liczyli na bardziej dynamiczne odbicie po tym, jak po 4-5 proc. wzrosły indeksy na Wall Street, muszą się czuć rozczarowani.
Zachowanie inwestorów z Wall Street po wczorajszym komunikacie Fedu było dziwne. Powszechnie spodziewano się nadzwyczajnych działań, dlatego kiedy okazało się, że nic takiego nie nastąpi (przynajmniej na razie), po chwilowym zawahaniu ceny akcji ruszyły w dół. Później indeksy szaleńczo odrabiały straty i kończyły imponującymi zwyżkami.
Pytanie, co dalej? Można jednak iść o zakład,
że gdyby Fed rzeczywiście podjął jakąś niecodzienną interwencję, rynek w
pierwszej chwili poszedłby w górę, a później z hukiem spadł. Interwencję
zinterpretowanoby bowiem zapewne jako sygnał, że jest już naprawdę źle. Tak
pewnie myśli większość niedźwiedzi, dlatego mogą poprowadzić rynek tak, by
wymusić na Fedzie nadzwyczajne działania. Notowania franka nie spadają, więc na
odzyskanie przewagi przez sprzedających nie trzeba będzie długo czekać. Im
bliżej będzie otwarcia sesji za oceanem, tym impet kupujących na GPW (niektóre
mniejsze spółki zdrożały na początku handlu o 10 i więcej procent) może słabnąć.