Szybko jednak zaczęło w tym scenariuszu coś szwankować. Kolejne próby kontynuacji wzrostu kończą się fiaskiem. Co prawda mimo napływu sporej porcji negatywnych informacji rynki bronią się zadziwiająco dzielnie, ale nie mają też dość siły, by wyznaczyć nowe szczyty. Impas trwa, a jego wyrazem są takie anemiczne sesje, jakie zdominowały cały obecny tydzień. Podaż zdobywa jednak mozolnie kolejne punkty i jeśli nie zostanie zdecydowanie powstrzymana, może zepchnąć indeksy do punktu wyjścia z końca marca.
Dzisiaj wszystko znowu rozegrało się według dobrze już znanego schematu. Wczoraj amerykańskie indeksy zniżkowały pod wpływem przede wszystkim wzrostu ceny ropy do historycznie rekordowego poziomu. Znowu jednak podaż, jak na poprzednich sesjach popyt, nie była w stanie zadać decydującego ciosu, a rynek odrobił część strat przed końcem sesji, nie pozostawiając jasnej wskazówki europejskim inwestorom.
Ponieważ rano rynek terminowy sugerował stabilizację koniunktury za Atlantykiem, rynki Europy zaczęły dzień blisko poziomów zamknięcia, czekając na nową porcję danych z USA i decyzje Banku Anglii oraz EBC. Warszawski rynek wystartował bardzo ostrożnie. Wig20 znalazł się co prawda nieco pod kreską, ale byki mogły być zadowolone, gdyż nadal utrzymywał się nad wsparciem na poziomie 3000 pkt.
Sielanka nie trwała jednak długo, gdyż przed południem niebezpiecznie przyspieszyła zwyżka euro wobec dolara, zbliżając się do poziomu historycznego rekordu. Wciąż niezwykle podatny na osłabienie dolar jest jedną z głównych przyczyn obecnego zastoju. Ilekroć wydaje się, że rynek ruszy w górę, nagła wyprzedaż dolara wzmaga popyt na surowce, a to z kolei zniechęca od kupna akcji. Rosnące w ślad za euro notowania ropy znowu wystraszyły giełdy i sprowokowały korektę.
Wig20 spadł poniżej wsparcia, ale na tym wydarzeniu atrakcje dnia się zakończyły, a rynek wrócił w koleiny nużącej konsolidacji. Zmienność spadła niemal do zera, a licznik obrotów nabrał ślimaczego tempa. W rezultacie pobity został swoisty antyrekord - 840 mln. zł obrotu. Rynku nie ożywiły nawet dane z USA, które łącznie dały neutralny wynik.
Liczba nowych bezrobotnych spadła bardziej niż prognozowano, jednak trend nadal jest wzrostowy. Negatywnie zaskoczył za to bilans handlowy, który wyniósł 10 proc. więcej niż prognozowano. Te dane zawiodły nadzieje tych, którzy sądzili, że dzięki słabemu dolarowi podskoczy dynamika eksportu, co polepszy odczyt PKB za I kw. Wzrosło prawdopodobieństwo, że zmiana PKB za ten okres okaże się ujemna.
Wig20 stracił ostatecznie 1,1 proc., a tylko dwa blue chipy skończyły na plusie – GTC i TVN. Bardzo źle wypadły największe banki, tracąc ponad 2 proc. Przebojem dnia były akcje Artmana, drożejące o ponad 30 proc. po informacji o przejęciu spółki przez LPP. Niewiele mniej zdrożały papiery Mostostalu Eksport.
Indeks zatrzymał się dzisiaj dokładnie na przecięciu średnich z 15 i 45 sesji. To krytyczny moment – wyraźne wybicie w dół mogłoby sprowokować większą korektę. Ostatnio jednak inicjatywa należała bardziej do byków, pozostaje więc nadzieja, że rynek amerykański szybko odzyska wigor, co umożliwi skuteczną obronę tego poziomu. Na razie, po słabym początku, indeksy za oceanem rosną, a zwyżkę napędza Nasdaq dzięki spółkom biotechnologicznym i półprzewodnikowym. Widać wyraźnie, że inwestorzy nadal mają nadzieję, iż publikowane wyniki pokażą dobrą postawę spółek technologicznych w warunkach spowolnienia gospodarki. Umacnia się też szybko dolar i tanieje ropa – znowu plus dla akcji. Jeśli ta zwyżka utrzyma się do końca sesji, jutro rano w Warszawie powinno być bardziej zielono.
Jeżeli jutrzejsza publikacja wskaźnika optymizmu amerykańskich konsumentów nie wystraszy inwestorów, koniec tygodnia może należeć do byków. Trzeba pamiętać, że wskaźnik Uniwersytetu Michigan jest silnie skorelowany z kierunkiem giełdowych indeksów. Ostatnie wzrosty mogły wpłynąć zatem na poprawę nastrojów, a ponieważ poziom prognozy jest niski – 69 pkt., istnieje spora szansa na pozytywne zaskoczenie.