Pociągi taranujące samochody, zgniecione auta, motocykle i rowery, leżące wzdłuż szos czarne worki imitujące ciała ofiar — takie sceny już od dawna nie działają na wyobraźnię kierowców. Podobnie jak wzywające do bezpiecznej jazdy kampanie społeczne za miliony złotych. Polska ciągle jest w czołówce krajów UE pod względem liczby zabitych w wypadkach drogowych.

Nagroda zamiast kary
Jak trafić zmotoryzowanym do rozsądku?
— Nie ma sensu odwoływać się do ludzkich lęków. Są metody, które mogą przynieść lepsze rezultaty bez wstrząsania zmysłami i emocjami — uważa Marcin Brysiak, pomysłodawca i założyciel start- -upu forDrivers. Te lepsze rezultaty ma przynieść grywalizacja, znana głównie z gier komputerowych. Firma forDrivers sporządziła mobilną aplikację, która ma promować bezpieczne zachowania na drodze. Jej użytkownicy wykonują określone zadania i realizują cele związane z przestrzeganiem przepisów i rozważnym zachowaniem za kółkiem. Dostają za to motywujące komunikaty i graficznie odznaki, które mogą wymienić np. na paliwo. Pomysł pochwala Paweł Kacperek, prezes Connected Life Communication Group. Podkreśla, że takie rozwiązanie jest do dawna stosowane w aplikacjach zakupowych, nawigacyjnych i grach. O jego skuteczność decyduje m.in. to, że Polacy dla nagród rzeczowych są gotowi dużo zrobić.
— Wystarczy spojrzeć na policyjne statystyki, aby się przekonać, że możliwość uniknięcia mandatu to dla wielu dość słaby argument. Ale kto nie będzie jechał przepisowo z Warszawy do Gdańska, jeśli dostanie za to bak paliwa na drogę powrotną i bilet do kina? — uśmiecha się Paweł Kacperek.
Z potencjału grywalizacji w promowaniu bezpiecznej jazdy skorzystał Link4. Kierowca, który w najbliższym czasie wykupi u tego ubezpieczyciela polisę samochodową, dostanie roczną licencję na nawigację NaviExpert z funkcjonalnością „Bezpieczna jazda z Link4”. Za jej pośrednictwem uzyska dostęp do informacji o swoim stylu jazdy i wskazówek, jak go ulepszyć. Na rozważnych klientów czekająnagrody. Stosowany przez towarzystwo system zlicza przejechany dystans, a także „płynne” i „bezpieczne” kilometry, a następnie zamienia je na punkty. Po uzbieraniu odpowiedniej ich liczby można dostać np. szkolenia z bezpiecznej jazdy, niezbędniki samochodowe, vouchery na paliwo, smartfony.
— W grywalizacji każdy wygrywa. Kierowca doskonali styl i technikę jazdy. Producent aplikacji zyskuje zwiększoną aktywność użytkowników. Natomiast ubezpieczyciel może liczyć na zmniejszenie liczby wypadków z udziałem jego klientów — zachwala Adam Bąkowski, prezes NaviExpert.
Nauka przez zabawę
Jesienią Link4 chce wykorzystać grywalizację w ofercie ubezpieczeniowej powiązanej z telematyką, czyli zdalnym monitorowaniem stylu jazdy zawodowych kierowców.
— Edukacja przez zabawę — to hasło nie musi dotyczyć tylko dzieci i młodzieży. Dorośli również lepiej przyswajają wiedzę i umiejętności oraz wyrabiają odpowiednie nawyki, jeśli to, co ważne i pożyteczne, łączą z zabawą, rozrywką — twierdzi Paweł Kacperek.
Zdaniem Konrada Owsińskiego, dyrektora pionu ubezpieczeń biznesowych Link4, bezpieczna jazda mało komu kojarzy się z czymś porywającym. To pirat drogowy często bywa podziwiany, a nie ostrożny kierowca, który zważa na przepisy, warunki atmosferyczne i swoje umiejętności. Nie da się tego zmienić, stosując tzw. motywację negatywną. Dlatego firma postawiła na grywalizację.
— Zależy nam, aby kierowców pozytywnie „wkręcić” w modę na bezpieczną jazdę. Element rywalizacji ma dostarczyć emocji, a nagrody podtrzymują wytrwałość i zachęcają do osiągania celu — przekonuje Konrad Owsiński. Przez dziesiątki lat policji, fundacjom, twórcom kampanii społecznych nie udało się znacząco poprawić sytuacji na polskich drogach. Czas pokaże, czy producenci oprogramowania grywalizacyjnego razem z ubezpieczycielami, koncernami paliwowymi i firmami motoryzacyjnymi osiągną więcej.
Piractwo po polsku
W Polsce w 2014 r. zginęło na drogach 8,3 osoby na 100 tys. Mieszkańców. Średnia unijna to 5,1 — podaje Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (KRBRD). Gorzej jest tylko w Bułgarii i na Litwie (9 zabitych na 100 tys. osób), w Rumunii (9,1) i na Łotwie (10,5). Zeszłoroczne badania KRBRD wykazały, że 57 proc. polskich kierowców przekracza dopuszczalne limity prędkości. Można przypuszczać, że w rzeczywistości jest ich jeszcze więcej.
