We wtorek w USA zmiany indeksów były niewielkie i do ostatniej chwili nie było pewne, czy sesja zamknie się wzrostem czy spadkiem. Można więc powiedzieć, że siły były równe, ale uważam, że było inaczej. Część spółek paliwowych ograniczyła produkcję (z powodu huraganu), co podniosło ceny ropy. Sprzedaż detaliczna w sierpniu bez samochodów wzrosła. To był mikro- wzrost, ale gracze zaczęli interpretować te dane pozytywnie. Twierdzili, że Dzień Pracy rok temu był tydzień wcześniej (2.09) niż w tym (6.09) i dlatego zakupy przesunęły się na wrzesień. Na rynek dotarło też kilka obniżek rekomendacji dla spółek.
Jak widać, było sporo niedobrych informacji, a inwestorzy je zlekceważyli albo robili wszystko, by pozytywnie zinterpretować. Tak zachowuje się rynek w hossie. Na dłuższą metę lekceważenie takich informacji źle się kończy, ale na razie byki rządzą, a niedźwiedzie nie mają siły i ochoty, by walczyć o przejęcie steru. Po sesji w USA wyniki lepsze od prognoz podał Oracle. Zawiódł Xilinx, dając ostrzeżenie. Pociągnął za sobą sektor półprzewodników. W handlu posesyjnym rynek bardziej przejął się ostrzeżeniem Xilinxa, poza tym wczoraj przed sesją wyniki gorsze od prognoz zapowiedziała Coca Cola. Jednak dane makro nie były złe, więc byki nie stały na straconej pozycji.
Można powiedzieć, że dzisiaj mamy „dzień inflacji”, ale nie tylko. Rzeczywiście, przed sesją dowiemy się, jaka była w sierpniu inflacja na poziomie konsumentów (CPI) w Eurolandzie, a nieco później — w USA. Po danych europejskich nie oczekuję niespodzianek, a z całą pewnością nie spodziewam się, by rynki na raport zareagowały — między innymi dlatego, że prognozy danych europejskich są zazwyczaj bardzo precyzyjne. W USA tak dobrze nie jest i niespodzianki są możliwe. Rynek ma nadzieję na spadek inflacji bazowej (bez żywności i energii). Przypominam jednak, że dane o CPI w USA są zniekształcone, bo duży udział ma koszt wynajmu domów (a nie ich cena), a ten mocno ostatnio rośnie. Dlatego trzeba CPI bacznie obserwować.
Jeśli dane będą w granicach oczekiwań lub inflacja spadnie, to reakcji praktycznie nie będzie. Gdyby wskaźnik mocno wzrósł, to rynek nie bardzo wiedziałby, co robić. Zapewne zadecydowałyby wtedy następne dane. Tygodniowe zmiany na rynku pracy zostaną zlekceważone, bo będą zawyżone — tak jak tydzień temu zostały dzięki huraganowi zaniżone. Za to indeks Philadelphia Fed może mieć duży wpływ na rynek. Alan Greenspan, szef banku centralnego, mówił, że gospodarka rusza po chwilowym postoju — najwyższy czas, by indeks to pokazał. Ucieszyłoby to inwestorów. Słabe dane powinny zwiększyć podaż.
Wczoraj GPW zachowywała się chimerycznie. Otwarcie było negatywne, ale ta dziwna przecena trwała dwie godziny. Potem rynek ruszył do góry i wszedł w męczącą stabilizację, z której nie wyrwała go ani przecena w Budapeszcie (minister finansów zapowiedział niekorzystne zmiany w opodatkowaniu sektora finansowego), ani zapowiedź słabego otwarcia w USA. Podbijały WIG20 przede wszystkim duże spółki. Skąd takie dziwne zachowanie GPW? Po pierwsze, tydzień z wygasaniem kontraktów w tle jest zawsze trudnym okresem dla inwestora. Po drugie, można podejrzewać, że część funduszy zagranicznych przenosiła się w popłochu z Węgier na nasz rynek. Stąd duże obroty — i nie tylko wymiany akcji Prokomu czy Pekao za nie odpowiadają. W tej sytuacji ciężko jest stawiać prognozy.
Do szczytu WIG jest już bardzo blisko, ale wygasanie kontraktów sprzyja korekcie. Jednak bykom pomagają przenosiny zagranicznych funduszy na nasz rynek. Uważam, że trzeba patrzeć na zachowanie poszczególnych spółek i mniej zwracać uwagę na ogólną sytuację. Oczywiście do czasu większej korekty albo wzmocnienia marszu w górę.