Rozpoczynający się rok może obfitować w bankructwa elektrociepłowni gazowych, bo nikt nie chce od nich kupować drogiego prądu. MG obiecuje pomoc.
Wszystkie spółki dystrybucyjne poza krakowskim Enionem zakontraktowały już energię z elektrociepłowni, która zapewnia im realizację tegorocznej puli obowiązkowych zakupów prądu wyprodukowanego w skojarzeniu z ciepłem. Problem w tym, że nikt nie kupił energii z elektrociepłowni gazowych, która jest znacznie droższa od prądu z innych źródeł kogeneracyjnych.
— Dystrybucja nie chce kupować prądu z gazówek, bo jego producenci żądają za MWh od 170 do ponad 200 zł. Elektrociepłownie węglowe oferują energię w cenie poniżej 140 zł za MWh — mówi Ireneusz Perkowski, członek zarządu koncernu dystrybucyjnego Enion odpowiedzialny za obrót energią.
Dystrybutorzy uważają, że już energia z elektrociepłowni węglowych jest w tym roku dla nich za droga.
— Na początku negocjacji producenci żądali nawet powyżej 140 zł za MWh. To efekt uwzględnienia w tegorocznych taryfach dystrybutorów kosztów uzasadnionych zakupu energii produkowanej w skojarzeniu na poziomie 138,70 gr za MWh — mówi Ireneusz Perkowski.
Czarne, czyli tanie
Urząd Regulacji Energetyki (URE) tłumaczy, że ustalił w taryfach taki poziom kosztów na podstawie historycznych danych z ubiegłego roku.
— Podstawą był ubiegłoroczny średni poziom cen ze źródeł węglowych i gazowych — dodaje Tomasz Kowalak, dyrektor departamentu taryf w URE.
Problem w tym, że — zdaniem dystrybutorów — tańsze elektrociepłownie węglowe wykorzystały sytuację i podyktowały ceny na poziomie taryfowym.
— W poprzednich latach na rynku funkcjonowało więcej niezależnych podmiotów i zawsze można było się dogadać, jeśli nie z tą, to z inną elektrociepłownią. Teraz rynek jest silnie skoncentrowany i ceny dyktują trzy podmioty — Electrite de France, Dalkia i Vattenfall. Trudno mieć do nich pretensję, że tak się zachowują. Z ich punktu widzenia to racjonalne — uważa Ireneusz Perkowski.
Według Tomasza Kowalaka, energia ze skojarzenia jest w Polsce za droga. Jego zdaniem, fakt, że jest produkowana przy okazji wytwarzania ciepła, czyli w sposób znacznie bardziej efektywny, powinien spowodować niższe jej ceny niż z elektrowni kondensacyjnych. Tymczasem jest odwrotnie.
— Chore rozwiązania rynkowe powodują chore zachowania uczestników rynku — kwituje Jacek Dreżewski, prezes Vattenfall Heat Poland (VHP), do niedawna Elektrociepłowni Warszawskich.
Jego zdaniem, to nie „czerwona” energia jest zbyt droga, lecz „czarna” zbyt tania.
— Koszty drogiej energii z elektrowni, które mają kontrakty długoterminowe, są przenoszone w taryfie Polskich Sieci Elektroenergetycznych. To zaniża rzeczywisty poziom cen prądu z elektrowni. Na jego cenę rynkową nie przekładają się też na razie koszty emisji dwutlenku węgla — uważa Jacek Dreżewski.
Prezes VHP przekonuje, że gdyby ceny „czarnego” prądu zostały urealnione, okazałoby się, że są porównywalne z cenami z elektrociepłowni.
— Energia ze skojarzenia byłaby wówczas niewiele droższa z uwagi na większą kapitałochłonność produkcji w skojarzeniu i krótszy czas wykorzystania mocy, które pracują pełną parą tylko kilka miesięcy w roku w sezonie grzewczym — dodaje Jacek Dreżewski.
Jednocześnie szef VHP twierdzi, że kogeneracja przynosi oszczędności całej gospodarce.
— Oszczędzamy około 3,5 mln ton węgla rocznie, co daje około 600-700 mln zł. Drugie tyle można zaoszczędzić na ograniczonej emisji dwutlenku węgla — twierdzi Jacek Dreżewski.
Jego zdaniem, to wystarczają- ce powody, dla których warto wspierać produkcję energii w skojarzeniu.
W sukurs
Ministerstwo Gospodarki (MG), które było inicjatorem ubiegłotygodniowego spotkania w sprawie elektrociepłowni gazowych, obiecuje rozwiązanie systemowe w postaci nowelizacji prawa energetycznego. Projekt jest prawie gotowy. Przewiduje wprowadzenie dla kogeneracji rozwiązań zbliżonych do najnowszych regulacji na rynku energii odnawialnej. Mają się pojawić tzw. czerwone certyfikaty, czyli świadectwa pochodzenia energii ze źródła pracującego w skojarzeniu, którymi będzie można obracać w oderwaniu od fizycznych transakcji. Elektrownie gazowe mogą liczyć na szczególne preferencje. Ich świadectwa, ze względu na większe koszty paliwa, będą warte 1,5-2 razy więcej niż pozostałe. Dla kilkunastu elektrociepłowni gazowych zaopatrujących takie miasta jak Wyszków, Starachowice czy Siedlce może być już jednak za późno.
— Przygotowujemy rozwiązania doraźne. Będziemy starali się pokazać uczestnikom rynku, że mogą ze sobą współpracować — mówi enigmatycznie anonimowy przedstawiciel resortu gospodarki.
Dodaje, że w rachubę wchodzi ratunkowa pomoc publiczna, z której firmy mogą skorzystać jednorazowo. Paleta możliwości jest szeroka — dotacje, zwolnienia z podatku i inne ulgi. Niestety, wszystkie na koszt podatników.
Leszek Juchniewicz, prezes URE, podchodzi do sprawy racjonalnie. Nie udało nam się z nim skontaktować, ale — jak relacjonują uczestnicy spotkania w MG — regulator wyraża opinię, że jeśli elektrociepłownie gazowe okazały się nietrafionymi przedsięwzięciami gospodarczymi, to niech bankrutują.