Gracze muszą mieć równe szanse

Marcin Złoch
opublikowano: 2004-09-08 00:00

Liberalizacja krajowego rynku telekomunikacyjnego posuwa się wolniej niż życzyliby sobie konkurenci TP SA.

Oprócz dominującej TP SA na krajowym rynku telekomunikacyjnym działa niemałe grono tzw. operatorów alternatywnych, którzy, aby funkcjonować, muszą walczyć o pozyskanie klientów jedynego, do niedawna, gracza.

— Alternatywni gracze powinni konkurować z dominującą pozycją TP SA, skupiając się na tłumaczeniu potrzeb klientów. Na zachodnich, dojrzałych rynkach, klienci biznesowi przeważnie współpracują z nie więcej niż dwoma podmiotami, co daje im niezależność — przekonuje Nipun Gupta, wiceprezes ds. marketingu Energis Polska.

Narodowy operator nie ułatwia prowadzenia działalności konkurentom. Operatorzy alternatywni nie zawsze mają równe szanse w starciu z nim.

— Wszyscy operatorzy alternatywni nieźle się namęczyli, żeby zmusić TP do współpracy. Niejednokrotnie spory i arbitraże, które trwały przez lata — a były sposobem TP na opóźnienie wejścia na rynek operatora alternatywnego — przyczyniły się do obecnego braku realnej konkurencji — zauważa Jolanta Ciesielska, rzecznik Netii.

Przedstawiciele operatorów alternatywnych zwracają uwagę na ograniczenia rynku. Mówią o potrzebie jego pełnej deregulacji i wzmocnienia Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty (URTiP).

— Nikt nie jest skłonny oddać części biznesu. Obecnie wszyscy alternatywni gracze uzyskali około 12-proc. udział w rynku. Według mnie, żeby mówić o realnym konkurowaniu z TP, trzeba by zajmować 25-30 proc. Do tego momentu niezbędna jest ingerencja regulatora — uważa Tadeusz Kostka, prezes Telefonii Dialog.

Wolny dostęp

Piotr Nesterowicz, dyrektor generalny Tele2 Polska, za najpilniejsze zadania stojące przed prezesem URTiP uważa szybkie wprowadzenie konkurencji na rynku połączeń lokalnych przez prefiks i preselekcję, a ponadto jak najszybsze umożliwienie konkurentom dostępu do tzw. pętli lokalnej, co umożliwi operatorom konkurowanie z TP SA m.in. na rynku szerokopasmowego dostępu do internetu.

— Jeśli operatorzy alternatywni będę mieli zagwarantowany dostęp do infrastruktury byłego monopolisty na sprawiedliwych zasadach, będą w stanie konkurować na wszystkich obszarach rynku telekomunikacyjnego. Przez sprawiedliwość rozumiem głównie warunki cenowe, bazujące na faktycznie ponoszonych przez TP SA kosztach, bo tylko wtedy operatorzy alternatywni będą mogli oferować klientom coraz niższe ceny — twierdzi Piotr Nesterowicz.

Nie ma jak konkurencja

Operatorzy alternatywni mogą pochwalić się sukcesami. Prezes Telefonii Dialog przekonuje, że są obszary, na których jego firma zdobyła przewagę ilościową nad TP SA. Innym sukcesem osiągniętym dzięki konkurencji jest obniżanie cen przez narodowego operatora.

— W ciągu nieco ponad roku ceny połączeń międzymiastowych TP SA spadły o 20 proc., połączenia międzynarodowe potaniały o połowę, natomiast koszt połączeń z krajowymi sieciami GSM zmniejszył się o 15 proc. W tym czasie ceny połączeń lokalnych, na które TP nadal ma praktyczny monopol, nawet nie drgnęły. Dane te pokazują wyraźnie, że nic tak nie wpływa na poziom cen jak konkurencja — przekonuje Piotr Nesterowicz.

Żeby zwiększyć szanse mniejszych graczy, prezes dolnośląskiego telekomu mówi o podziale narodowego operatora na niezależne podmioty i wydzielenie np. części adresowanej do rynku biznesowego i indywidualnego

— Żeby realnie konkurować z TP SA, trzeba by podzielić ją terytorialnie lub produktowo — przekonuje Tadeusz Kostka.