We środę rynek amerykański skoncentrował się na wynikach spółek. Proszę nie myśleć, że geopolityka przestała być ważna. Nie było jedynie nowych, denerwujących informacji. Zdecydowany sprzeciw Francji i Niemiec, które nie chcą głosować w Radzie Bezpieczeństwa za wojną z Irakiem, mógł dać chwilowe nadzieje, że USA wycofają się z pomysłu zaatakowania tego kraju w lutym. To oczywiście tylko chciejstwo, bo szanse na takie rozwiązanie są bardzo niewielkie.
Wyniki były bardzo zróżnicowane. Na NYSE taniały akcje Kodak Eastman i J. P. Morgan Chase oraz sektora paliwowego po słabych wynikach Schlumbergera. Za to sektorowi TMT pomagał Lucent, który oświadczył, że najgorszy okres ma już za sobą. Odbijał też sektor produkcji urządzeń do wytwarzania półprzewodników. Pretekstem była informacja o tym, że w grudniu popyt na te produkty wzrósł. Pretekstem — dlatego że poprzednia przecena wynikała z prognoz, a nie z osiągnięć. Indeksy zatrzymały się tuż nad bardzo ważnymi wsparciami. Po środowej sesji sporo spółek TMT podało wyniki — generalnie były dobre lub bardzo dobre.
W Eurolandzie powstała wczoraj doskonała sytuacja do wywołania mocnych ruchów powrotnych. Początek sesji był bardzo pozytywny. Pomagało również to, że dobre wyniki i prognozy podał Siemens. Jednak duże wzrosty załamały się już po godzinie. Inwestorzy za bardzo bali się geopolityki. Wyniki Nokii też nieszczególnie pomogły, mimo że były lepsze od prognoz. Spółka zapowiedziała, że pierwszy kwartał będzie dla niej trudny. W końcu rynki, pociągnięte perspektywą odbicia w USA, ruszyły do góry, ale bez specjalnego przekonania. Tygodniowe dane o bezrobociu w USA były zgodne z prognozami i nie miały wpływu na rynek. Podobnie zresztą było z indeksem wskaźników wyprzedzających koniunkturę w gospodarce (LEI).
U nas zarządzający widzieli, że indeksy w Ameryce stoją tuż nad ważnymi wsparciami, tak jak i nasz rynek, więc teoretycznie powinni czekać na rozstrzygnięcia. Jednak środowa obrona wsparcia i dobre nastroje przed sesją w USA umożliwiły odbicie. Nawet osłabianie złotego, obawy o wyjście inwestorów zagranicznych i niezbyt mocne zachowanie rynków Eurolandu do godziny 15.00 nie przeszkadzało polskiej gieł?zie, chociaż skalę wzrostu z pewnością ograniczyło.
W czasie takiego odbicia rosną najbardziej przecenione walory, ale u nas od dłuższego czasu najsilniejszy był sektor TMT, a dobre informacje ze spółek amerykańskich też pochodziły z tego sektora. Nie było więc nic dziwnego w tym, że sektor TMT przez większą cześć sesji był nadal silniejszy od bankowego. Nadal niezwykle mocny był tandem Prokom — Softbank. Być może siła tych spółek wynika z oczekiwania na jakąś ciekawą informację. Gwiazdą był też KGHM — rosnące ceny miedzi i słabnący złoty to doskonała kombinacja dla tej spółki. Rósł też kurs Agory. Uważam, że postępowanie wyjaśniające w sprawie sprzedaży akcji przez zarząd tej spółki to burza w szklance wody. Gdyby rzeczywiście zarząd przewidywał, że afera korupcyjna i informacje o słabszym zysku operacyjnym wpłyną mocno na kurs spółki, sprzedałby wielokrotność 21 tys. akcji. Inwestorzy mogą jednak podchodzić ostrożnie do spółki, bo rynek nie lubi niepewności.
Dzisiaj nie będzie już lawiny wyników spółek, ani danych makro z USA, więc rynki będą na łasce day traderów i polityków. Nie traktowałbym ewentualnego wzrostu jako początku nowej fali — to będzie tylko odbicie, które może potrwać od pół do dwóch sesji. Wydaje się, że fundusze za wszelką cenę chcą oddalić indeks od wsparcia na WIG 20 (1150 pkt.), którego przełamanie wywołałoby lawinę podaży. Olbrzymia większość inwestorów będzie zakładała, że wzrost w USA to tylko ząbek w trendzie spadkowym i tak zapewne jest. Inwestując trzeba więc zawsze trzymać rękę na pulsie.