Gracze są wpatrzeni w dyrygenta zza oceanu

Artur Szymański
opublikowano: 2007-06-29 00:00

Czwartek na GPW stał pod znakiem bardzo spokojnego odrabiania strat poniesionych w środę. Naszym graczom nastroje poprawiła skuteczna obrona wsparć przez indeksy giełdy w USA. Przypomnijmy, że wsparcia te to dla Dow Jonesa 13 251 pkt, a dla S&P500 1487 pkt. Poniżej tych poziomów indeksy nie powinny spaść, jeśli inwestorzy mają zamiar kontynuować krótkoterminowy trend wzrostowy. I nie spadły, choć otarły się o wsparcia. Te jednak wytrzymały i końcówka środowych notowań na Wall Street przyniosła dominację kupujących. Widać niezwykle silną korelację między obu rynkami, choć — rzecz jasna — jest to zależność tylko jednokierunkowa.

Czwartkowa sesja w pełni potwierdziła tę obserwację. Po zwyżkach w USA, początek notowań na GPW przyniósł od razu przyzwoitą zwyżkę WIG20. Kolejne godziny minęły w trendzie bocznym i dopiero końcówka przyniosła wybicie górą z dziennej konsolidacji. Finisz notowań zastał indeks największych spółek w najwyższym punkcie dnia 3789,25 pkt, o 1,85 proc. wyżej niż w środę. Zawdzięczamy to — jakże by inaczej — USA, gdzie większość akcji akurat zyskiwała na wartości.

Tak jak w czwartek, i w piątek otwarcie handlu na GPW będzie zależało od końcówki notowań w Nowym Jorku. Tam z kolei o kierunku rozstrzygnie komunikat po posiedzeniu FOMC. Nieznacznie wyższe od prognoz dane o wydatkach konsumpcyjnych (core PCE) mogą oznaczać oddalenie w czasie perspektywy obniżki stóp procentowych. To z kolei nie skłania do zakupów akcji. Podobnie, gorszy od oczekiwań jest odczyt dynamiki PKB USA w I kwartale. Możliwe, że byki znów staną przed koniecznością obrony wsparć.