Gracze w USA zaczynają wątpić w dalsze wzrosty

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-07-16 00:00

W USA było wczoraj bardzo dużo powodów, żeby indeksy ruszyły do góry i pokonały opory, a jednak inwestorzy postanowili realizować zyski. To bardzo zły sygnał. Zacznijmy jednak od początku. Dane makro były dobre. Indeks aktywności gospodarki w rejonie Nowego Jorku spadł dużo mniej niż oczekiwano, a sprzedaż detaliczna w czerwcu wzrosła więcej niż prognozowano. A. Greenspan obiecał, że stopy pozostaną na niskim poziomie, a jeśli będzie trzeba to będą znowu obniżone. Poza tym zapewnił, że gospodarka ma szansę na poważne ożywienie, a deflacja nie jest w tym momencie dużym zagrożeniem. Na skutek jego wystąpienia bardzo wzmocnił się dolar, a rentowność obligacji ostro ruszyła do góry (spadły ceny obligacji). Spadek cen obligacji powinien pomagać akcjom, ale tym razem tak nie było. Może fundusze wychodzą z obligacji i zbierają kapitał, żeby kupować akcje po korekcie?

Prawda, że ze spółek nadeszło trochę niedobrych informacji. Fannie Mae podała wyniki gorsze od oczekiwań. FleetBoston Financial (siódmy bank USA) poinformował, że nie wykona prognozy na bieżący rok. Obniżył prognozy Boeing. Spadał kurs Altria Group na skutek zamieszania w sprawie odwołania od wyroku o odszkodowanie. Za to rosły notowania spółek związanych z obrotem akcjami po tym jak Merrill Lynch podał doskonałe wyniki. Z pewnością minusem było oświadczenie Morgan Stanley twierdzącego, ze wycena spółek sektora producentów półprzewodników jest przesadzona, a ceny już zdyskontował ożywienie, które ma dopiero nastąpić. Kilka minusów było, ale plusy na rynku byka z pewnością by przeważyły. Sesja jest poważnym ostrzeżeniem. Gdyby dzisiaj nastąpiło potwierdzenie kolejnym spadkiem to można by było zacząć podejrzewać, że nadchodzi większa korekta. Ale dopiero przełamanie 975 pkt. na S&P 500 dawałoby pewność.

Dzisiaj raportów kwartalnych spółek będzie sporo. W czasie sesji w Europie podadzą je m.in. Asml, Bank One, EMC, J.P.Morgan, Ford. Będzie to miało duży wpływ na ruchy indeksów. Po sesji będzie jeszcze ciekawiej, jeśli chodzi o spółki TMT. Raporty prześlą: AMD, Apple i IBM. Będą miały znaczenie również dane makro, ale mniejsze niż wyniki spółek o ile nie będą zupełnie fatalne. To ciągle jeszcze będą dane za drugi kwartał, a ożywienie ma się przecież rozpocząć w drugiej połowie roku. O 14.30 dowiemy się jakie były zapasy w firmach amerykańskich w maju (prognoza bez zmian). To już tak głęboka historia, że wpływ na rynek będzie żaden. O tej samej godzinie dowiemy się, jaka była inflacja (CPI) w czerwcu. Prognoza mówi o wzroście o 0,1 proc. (bazowej o 0,3 proc.). Ponieważ rynek boi się deflacji, wiec im większa będzie inflacja tym lepiej. Wreszcie o 15.15 dotrą raporty o dynamice produkcji przemysłowej w czerwcu (prognoza +0,1 proc.) i wykorzystaniu potencjału przemysłowego (prognoza 74,4 proc.).

Nasz rynek wczoraj prawie natychmiast zaczął korektę. Sygnał dała TP SA po informacji, że Skarb Państwa ma zamiar w tym roku sprzedać cały posiadany pakiet akcji. Niektóre fundusze, licząc na niższą cenę w tej ofercie, skracały pozycje. Taka korekta była bardzo już bardzo potrzebna, ale już w połowie sesji jej praktycznie nie było. Rynek był nadal silny. Niebezpieczne jest to, że WIG jest blisko linii szyi formacji RGR z lat 99–01 (17 500 pkt.). Jeśli ruszy mocno w dół od tego poziomu to obraz techniczny będzie fatalny. Inna sytuacja nastąpi, gdyby ten poziom został wyraźnie przełamany. Wtedy zaczęto by mówić o nowej hossie. Przypuszczam, że to byłaby pułapka, ale ona też potrafi podnieść kursy - nawet o dziesięć procent. Nadal wszystko zależy od USA, a tam kończącej euforii jeszcze nie było. WGPW, jeśli chce rosnąć, powinna szukać nowych liderów. Banki są w większości bardzo mocno wyeksploatowane. Logiczne byłoby, gdyby mocniej ruszył sektor TMT. Dzisiaj wszystko zależy od tego, jakie były reakcje na wyniki spółek po wczorajszej sesji w USA.