W Europie początek sesji był optymistyczny, ale potem rynki schłodziło wystąpienie Saddama Husajna twierdzącego, że Irak jest przygotowany do wojny z USA, a inspektorzy są szpiegami. Inwestorzy próbowali walczyć i, jeśli weźmie się pod uwagę niepewną sytuację geopolityczną, powódź i możliwe strajki w Niemczech, to zachowanie rynków było (mimo spadków) mocne. Jak zwykle w momencie, kiedy inwestorzy zobaczyli, że indeksy w USA rosną, natychmiast rzucili się do kupowania akcji, co dało bardzo pozytywne zamknięcie.
W USA giełdy nawet przez chwilę nie przejęły się wystąpieniem Saddama Husajna. Słusznie, bo do początku wojny jeszcze przynajmniej miesiąc i przez pewien czas można indeksy podciągać. Sygnałem nadchodzącego wzrostu było to, że już w piątek rynek zachował się doskonale. Home Depot obniżył prognozy i ściągał DJIA do dołu, a jednak sam indeks na zamknięcie prawie nie drgnął. Poza tym mocno rosła cena ropy, złota, rósł nadal indeks CRB, osłabiał się dolar, a inwestorzy to wszystko lekceważyli.
Głównym powodem zwyżki było to, że dzisiaj prezydent Bush ogłosi swój plan pobudzenie gospodarki. Rynek dyskontował ten fakt, a że mamy początek roku, to byki wykorzystują nadzieję na efekt stycznia. Wczoraj wszystko pomagało posiadaczom długich pozycji. Indeks aktywności części usługowej gospodarki był gorszy od prognoz, ale ponieważ wartość ponad 50 oznacza rozwój, to inwestorzy niezbyt się tym przejęli, a nawet ucieszyli. Oczywiście włączyli się analitycy dolewając benzyny do ognia: Deutsche Bank Securities podniósł rating dla sektora półprzewodników, Banc of America podniósł roczne prognozy dla indeksów, a Morgan Stanley zapowiedział, że w ciągu pierwszego półrocza indeksy wzrosną o 25 proc. Dzisiaj wszystkie zalety planu Busha są już w cenach i nie można wykluczyć, że indeksy spadną po wystąpieniu prezydenta. Poza tym, na krótką metę, program gospodarce niewiele pomoże. Dzisiaj dowiemy się również, jakie były zamówienia fabryczne w USA, ale w listopadzie nie widzę możliwości, żeby te dane mogły rynkiem wstrząsnąć.
Muszę parę słów poświęcić sobotniej wypowiedzi ministra G.Kołodki w sprawie kupowania waluty. Nie jest tajemnicą, że ja ministra raczej lubiłem. Taka wypowiedź jest jednak niedopuszczalna. Rozumiem ideę — obniżenie kursu złotego. Jednak rada pana ministra rodzi dwie myśli. Jeśli wie, że niedługo zostaną podjęte kroki, które złotego znacznie osłabią, to wtedy jego działanie jest względnie uczciwe, chociaż skutki mogą być nieobliczalne, jeśli spekulanci zagraniczni uwierzą i zaczną realizować zyski. Jeśli nie ma pewności, że będzie w stanie przeciwdziałać działaniom inwestorów zagranicznych wzmacniającym złotego, to jego wypowiedź jest całkowicie nieodpowiedzialna. Kto zwróci pieniądze ludziom, którzy ministrowi uwierzą, jeśli złotówka pójdzie w kierunku, który pokazuje w tej chwili analiza techniczna?
Nasz rynek poruszał się podobnie, jak inne w Europie, ale był zdecydowanie mocniejszy - mimo że po próbie wzrostu zaczął się osuwać. Pod koniec sesji popyt bez najmniejszych problemów podniósł indeksy. Kilka dużych spółek zachowywało się jednak cały czas słabo. Trzeba przede wszystkim wspomnieć o Pekao SA — obniżały kurs obawy o to, że niedługo może oświadczyć, iż nie wykona prognozy zysku. Wyraźnie było widać, że z rynku zniknął duży kapitał obecny w piątek, co jeszcze raz potwierdza moją tezę, że za wzrosty odpowiadają przede wszystkim OFE. Fundusze w piątek pogoniły rynek do góry, ale zarządzający wiedzą, że niedługo zacznie się spadek na świecie, więc podaż przystąpi do działania w najmniej spodziewanym momencie. Pamiętajmy, że zarówno korekty B, jak i fale piąte mają tendencję do wykonywania szybkich zwrotów. Tak, jak pisałem: zarobią gracze, a nie inwestorzy. Zachowanie rynku zapowiada dzisiaj kontynuację wzrostów, ale uważam, że należy zachować szczególną ostrożność.