Około 30 aktywistów z międzynarodowej organizacji ekologicznej Greenpeace protestowało w piątek przed Kancelarią Premiera przeciwko sprowadzaniu do Polski genetycznie modyfikowanego ziarna kukurydzy. Po blisko dwóch godzinach demonstrantów usunęła policja.
Ubrani w żółte kombinezony działacze Greenpeace, wśród których oprócz Polaków byli m.in. Austriacy, Słowacy i Węgrzy, przyjechali przed siedzibę premiera o godz. 10. Dwóch z nich błyskawicznie wspięło się przy pomocy sprzętu alpinistycznego na balkon budynku Kancelarii, gdzie rozwiesili transparent "Stop GMO póki nie jest za późno" (GMO - organizmy modyfikowane genetycznie - PAP).
Pozostali aktywiści rozstawili przed wejściem do Kancelarii makietę zegara, który wskazywał za pięć minut godzinę 12, co miało symbolizować uciekający czas. W tym czasie kilkunastu innych spięło się łańcuchami i zablokowało wjazd do Kancelarii.
Działacze domagali się, by wyszedł do nich ktoś z Kancelarii - najlepiej sam premier - i zapewnił, że najpóźniej do końca lutego zostanie w Polsce wprowadzony zakaz importu i uprawy genetycznie modyfikowanej kukurydzy.
Jednak nikt nie wyszedł do demonstrantów. Ochrona budynku przekazała tylko informację, że nikt nie podejmie rozmowy, ponieważ manifestacja była niezapowiedziana.
Jak powiedział PAP rzecznik Greenpeace w Polsce Jacek Winiarski, Polska ma już bardzo niewiele czasu na wprowadzenie zakazu uprawy GMO.
"We wrześniu 2004 r. Komisja Europejska zezwoliła na uprawę na terenie wspólnoty 17 odmian genetycznie modyfikowanej kukurydzy MON810, która zawiera toksyny, mające niszczyć owady. Mimo to istnieje możliwość zakazania upraw przez poszczególne kraje członkowskie, skorzystały już z tego m.in. Węgry" - powiedział Winiarski.
Dodał, że zakaz musi wejść najpóźniej do końca lutego, bowiem niedługo rozpocznie się okres wysiewu ziarna, a więc lada dzień producenci mogą rozpocząć jego sprzedaż na terenie Polski.
"Istnieją dowody, że GMO raz uwolnione do środowiska rozprzestrzeniają się w sposób niekontrolowany" - powiedział Winiarski.
Na miejscu demonstracji przez cały czas obecna była policja,która ograniczała się tylko do filmowania protestujących ilegitymowania przywódców grupy. Jednak kiedy okazało się, że doaktywistów nie wyjdzie nikt z Kancelarii, na miejsce dotarłyoddział prewencji i straż pożarna.
Policjanci siłą usunęli ekologów demonstrujących przed wejściemdo budynku, straż pożarna rozcięła łańcuchy, którymi skuli sięprotestujący przy wjeździe na teren Kancelarii. Wszystkichdziałaczy zabrano do komend policji, skąd po wylegitymowaniu majązostać zwolnieni.
"Interweniowaliśmy, ponieważ było to nielegalne zgromadzenie.Przeciwko osobom, które demonstrowały na zewnątrz budynkuKancelarii skierowane zostaną wnioski do sądu grodzkiego. Dwieosoby, które weszły na balkon budynku będą odpowiadać zaprzestępstwo z kodeksu karnego za blokowanie pracy urzędu" -powiedział rzecznik komendanta śródmiejskiej policji st. asp.Tomasz Oleszczuk.
Ekolodzy zapowiadają, że nie zaprzestaną tego rodzaju protestów.