Grypa może zablokować drób

Mira Wszelaka
opublikowano: 2006-03-15 00:00

Negocjacje na temat otwarcia koreańskiego rynku drobiu są bardzo zaawansowane. Skomplikować je może przypadek ptasiej grypy w hodowli.

Od kilku miesięcy na koreańskich stołach coraz częściej gości polska wieprzowina. Z tygodnia na tydzień wysyłamy jej coraz więcej. Nic dziwnego, że tak obiecujący rynek nęci także firmy drobiarskie.

— Już od dawna prowadzimy rozmowy na temat możliwości eksportu mięsa białego. Obecnie są one bardzo zaawansowane. Nasze zabiegi mógłby pokrzyżować jedynie przypadek ptasiej grypy zarejestrowany w hodowli — przyznaje Cezary Bogusz, zastępca głównego lekarza weterynarii.

Przedsiębiorcy nie są jeszcze w stanie oszacować jaką ilość drobiu mogliby ulokować na tamtejszym rynku.

— Nigdy nie wysyłaliśmy mięsa białego do Korei. Jeżeli jednak rynek się otworzy, a relacje cenowe będą korzystne, to dodatkowa wysyłka pomoże zdjąć z rynku nadwyżki — mówi Rajmund Paczkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa.

Dodaje, że chętni zawsze się pojawią. Tych jednak nie trzeba będzie szukać.

— Zainteresowania rynkiem koreańskim nie kryją spółki, które wysyłają do Korei wieprzowinę, a posiadają także zakłady drobiarskie, jak np. Animex. W takich przypadkach szlaki już są przetarte i łatwiej będzie nawiązać umowy handlowe — podkreśla Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.

Dodaje, że firmy muszą być przygotowane na spełnienie wysokich wymagań weterynaryjnych, porównywalnych z japońskimi.

— Potrzeba też trochę szczęścia, by się wstrzelić z ofertą. Dobrym przykładem są Duńczycy, którzy wykorzystali roczną blokadę mięsa z USA i Brazylii (głównych dostawców) zwiększyli eksport ze 100 ton rocznie w 2004 r. do 19 tys. ton w 2005 r. Po zniesieniu blokady w styczniu tego roku wysyłka nieco spadła, ale i tak utrzymuje się na wysokim poziomie — podkreśla Witold Choiński.