Najpierw pojawia się idea, badania, a potem opakowanie — artykuły, książki, (które czasem ktoś pisze z nimi lub za nich), promocja w mediach i gotowość wypowiadania się. Najważniejsze to stać się rozpoznawalnym. Bo to wtedy rusza machina. No trzeba być dobrym mówcą, by przekazywać innym swoje przemyślenia. Skąd się biorą guru zarzadzania?

— Z biznesu, z doradztwa i świata nauki. W pierwszym przypadku to na ogół osoby, które osiągnęły sukces, są uznanymi liderami i menedżerami, którzy są gotowi dzielić się swoimi sukcesami i doświadczeniami. Drudzy to ludzie pracujący dla biznesu, konsultanci, którzy prowadzą projekty badawczo-doradcze i na ich podstawie tworzą rozmaite koncepcje. Trzecią grupą są akademicy, którzy prowadzą badania, pokazują, jak je przełożyć na praktykę, publikują je, prowadzą wykłady. Wszystkie te trzy typy łączy to, że mają do przekazania wiele refleksji i są dobrymi prezenterami, dzięki czemu potrafią zainspirować słuchaczy — wylicza Aleksander Drzewiecki, prezes firmy szkoleniowo-doradczej House of Skills.
Sprytne przepakowanie
Zdaniem dr. Tomasza Ludwickiego, dyrektora programu Executive MBA na Uniwersytecie Warszawskim, kiedyś guru był też autorytetem w jakiejś dziedzinie, bo był twórcą idei i wskazywał konkretne rozwiązania realnych problemów. Taki Peter Drucker, wizjoner zarządzania, był autorem ponad 30 książek i artykułów podkreślających potrzebę innowacyjności, przedsiębiorczości i nowych strategii działania w szybko zmieniającym się świecie. Podkreślał wagę osobistego zaangażowania pracowników dla sukcesu firmy. Uważał, że podstawowe w biznesie jest zaspokojenie potrzeb klienta, który określa wartość, za którą jest gotów zapłacić. Stworzył koncepcję zarządzania przez cele i pojęcie „pracownika wiedzy”. Z kolei wywodzący się z firmy doradczej McKinsey & Company Tom Peters i Robert Waterman to autorzy biblii zarządzania „W poszukiwaniu doskonałości w biznesie”. Trafili z nią w czas, gdy Amerykanie nie mogli sobie poradzić z ekspansją gospodarczą Japończyków.
Opisali firmy, dla których nie było to problemem. A dzisiaj? Chętnych do miana guru jest coraz więcej. Ale niewielu ma własne idee, przemyślenia czy badania.
— Czerpią z klasyków, łączą idee, dodają odrobinę psychologii, czasem religii i gotowe. A menedżerom coraz trudniej się zorientować, czy proponowane przez niektórych rozwiązania problemów zarządczych są ich pomysłem, czy tylko odświeżonym i sprzedawanym w nowym opakowaniu pomysłem innych — mówi dr Ludwicki.
Guru to olbrzymi przemysł wydawniczy, konferencyjny i doradczy, bo zakładają firmy, które starają się ich zalecenia sprzedawać w postaci szkoleń lub programów doradczych.
— Wiedza w zarządzaniu ma swoją wartość, dlatego próbuje się ją zawłaszczać, stworzyć na nią nową modę i sprzedać — uważa Tomasz Ludwicki. Jako przykład odtwarzaniem starych idei wskazuje Strategię Błękitnego Oceanu „stworzoną” przez W. Chana Kima i Renee Manborne’a.
— Opisana przez nich jako nowe narzędzie kanwy strategii (Stategic Canvas) to nic innego jak przerobiona, a znana od lat 60. XX w. strategia konfiguracyjna. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z powrotem do pewnych koncepcji.
Czasem, na szczęście, nie jest to tylko odtwarzanie, ale otwarte nawiązywanie z wartością dodaną, np. z nowymi badaniami, doświadczeniami, obserwacjami — komentuje dr Ludwicki.
Wszystko już było
Dyrektor programu Executive MBA na UW przyznaje, że w zarządzaniu jest problem z nowymi koncepcjami, bo wiele zagadnień zostało już przebadanych z wszystkich stron.
— Wydaje się, że jesteśmy w momencie oczekiwania na nowe impulsy, które skłonią doradców, naukowców, praktyków, by inaczej spojrzeli na zarządzanie — sądzi Tomasz Ludwicki.
Przytacza przykład liderów, co do których firmy mają ogromne oczekiwania. Mają być innowacyjni, rozumieć każdego człowieka, myśleć strategicznie i elastycznie, pilnować kosztów i dobrych wyników. Ale nie zmienia się ich otoczenie i ciśnie gorset norm, standardów, procedur i wytycznych, które utrudniają działanie. To także powoduje zapotrzebowanie na guru, którzy pokażą, jak funkcjonować w takim świecie. To pewnie dlatego w Poznaniu na wystąpienie Tony’ego Robbinsa, amerykańskiego doradcy życiowego, mówcy motywacyjnego i autora książek
„Nieograniczona siła”, „Obudź w sobie olbrzyma”, „Olbrzymie kroki”, przyszło 5 tys. osób. A Nick Vujic przyciągnął aż ponad 40 tysięcy.
— To było show z elementami wiedzy z zarządzania, psychologii, a nawet religii. Mam wrażenie, że teraz ludzie potrzebują autorytetów i wskazówek nie tylko, jak mają funkcjonować firmy i jak nimi zarządzać, ale także odpowiedzi na fundamentalne pytanie, jak żyć w niełatwym świecie — zauważa Tomasz Ludwicki.
Czy przekaz guru przekłada się na działalność firm?
— Znam wielu menedżerów, którzy są zainspirowani guru i ich koncepcjami. Czytają ich książki, dyskutują i ta fascynacja przekłada się na zmiany w firmach. A nie zapominajmy, że na ideach guru pracują też firmy doradcze i szkoleniowe — mówi Aleksander Drzewiecki. Inaczej jest, gdy guru to raczej tzw. mówca motywacyjny. — W ich przypadku czar pryska szybko i po miesiącu, dwóch efektów takiego spotkania nie widać — mówi dr Ludwicki.
I kończy anegdotą o zapytaniu ofertowym pewnej instytucji dotyczącym zorganizowania szkolenia. Jednym z wymagań było wystąpienie „małego guru zarządzania” i „dużego guru zarządzania”, czyli rodzimego i międzynarodowego.