Minionej nocy Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny miał wstrzymać dostawę prądu do Huty Łaziska. Dystrybutor przesunął jednak termin odcięcia huty od sieci o 24 godziny, licząc, że do tego czasu Urząd Regulacji Energetyki zdąży rozstrzygnąć spór między firmami o ceny przesyłu energii.
W październiku HŁ wstrzymała płatności na rzecz dystrybutora z tytułu przesyłu energii elektrycznej. Odbiorca uznał, że żądane przez GZE ceny były zawyżone, w związku z czym powstała nadpłata.
— Z naszych kalkulacji wynikało, że nadpłacone 18 mln zł pokryje koszty przesyłu energii do huty do końca roku — mówi Radosław Miśkiewicz, wiceszef rady nadzorczej HŁ i prezes spółki Gemi, większościowego akcjonariusza huty.
GZE, nie otrzymawszy oczekiwanej zapłaty, wstrzymał dostarczanie prądu do HŁ. W odpowiedzi odbiorca wystąpił do Urzędu Regulacji Energetyki z dwoma wnioskami: pierwszy dotyczył nieuzasadnionego, zdaniem HŁ, wyłączenia dopływu energii, a drugi — rozstrzygnięcia sporu o ceny przesyłu stosowane przez GZE. Regulator szybko uporał się z częścią zadania i jeszcze tego samego dnia nakazał spółce dystrybucyjnej przywrócenie zasilania huty.
Rozstrzygnięcie głównego sporu — o ceny — jeszcze nie nastąpiło ze względu na konieczność kilkakrotnego uzupełniania dokumentów przez obie strony konfliktu. W GZE spodziewano się, że ostateczną decyzję URE podejmie 13 listopada. Okazało się jednak, że tak się nie stanie. Wczoraj dystrybutor ponownie zagroził hucie odcięciem dostaw, jeśli do godz. 15.00 nie ureguluje zaległych płatności.
— Ostatecznie postanowiliśmy odroczyć wstrzymanie dostaw o 24 godziny. Liczymy, że w tym czasie regulator wyda decyzję — mówi Piotr Kołodziej, prezes GZE.
Spór między dostawcą a odbiorcą energii wynika z odmiennej interpretacji przez obie strony postanowień zawartej przez nie umowy handlowej. Przewiduje ona, że za świadczoną przez dystrybutora usługę przesyłu huta będzie rozliczać się zgodnie z obowiązującą taryfą. HŁ jako jeden z największych odbiorców prądu należy do grupy taryfowej A23. Według GZE, oznacza to, że huta powinna płacić za przesył cenę zatwierdzoną przez prezesa URE dla tej grupy odbiorców. Huta twierdzi natomiast, że cena taryfowa to tylko maksymalna kwota, jakiej może żądać dystrybutor.
— Zgodnie z prawem, cena przesyłu powinna być kalkulowana na podstawie rzeczywistych kosztów świadczenia tej usługi. Z naszych analiz wynika, że realny koszt przesłania 1 MWh energii do HŁ wynosi 7-8 zł netto. Tymczasem cena taryfowa GZE przekracza 18 zł — twierdzi Radosław Miśkiewicz.
— Taryfa jest oparta na realnych kosztach — uśrednionych w obrębie grupy. Zatwierdzając ją, prezes URE zaakceptował nasz poziom kosztów i inwestycji. Gdybyśmy obniżyli cenę dla jednego odbiorcy, pozostali musieliby pokryć różnicę — mówi Krzysztof Gdula, prezes spółki Obrót Gliwice-GZE handlującej energią z ramienia dystrybutora.
— Huta i tak jest uprzywilejowana. Ze względu na szczególnie wysoki udział kosztów energii w jej kosztach ogółem HŁ płaci za przesył o 40-50 proc. mniej niż pozostali odbiorcy. Udzielając jej dodatkowych bonifikat, musielibyśmy zrezygnować z części zysku. Takie rozwiązanie byłoby możliwe, ale tylko w sytuacji, gdyby URE umożliwił nam uwzględnianie w taryfie zadowalającej stopy zwrotu — dodaje prezes OG GZE.
— Jesteśmy nie tylko największym, ale również najlepszym klientem GZE, ponieważ dostawy energii dla huty są niezwykle stabilne. Dlatego powinniśmy mieć możliwość negocjowania szczególnych warunków. Dystrybutor może utworzyć dla nas odrębną grupę taryfową — uważa wiceszef rady nadzorczej HŁ.
— Jeśli URE zgodzi się na takie rozwiązanie, nie będziemy się sprzeciwiać. Będzie to jednak oznaczało poważny wzrost cen dla pozostałych odbiorców. W efekcie niektórzy z nich prawdopodobnie również zażądają indywidualnej taryfy — mówi Krzysztof Gdula.
— Jeżeli HŁ przestanie odbierać prąd od GZE, koszty dystrybutora obciążą pozostałych odbiorców, co bez wątpienia spowoduje znaczny wzrost cen w przyszłym roku — odpowiada Radosław Miśkiewicz.
— Zależy nam na kliencie tak dużym jak HŁ, ale tylko pod warunkiem, że reguluje swoje zobowiązania — podkreśla prezes OG GZE.