Hakerzy uderzają w polski atom

opublikowano: 17-03-2021, 20:00

Nieznani sprawcy zamieścili na stronach rządowych nieprawdziwą informację o wycieku odpadów jądrowych i rozpropagowali ją, włamując się na konto twitterowe znanego publicysty. Wszystko w czasie rządowych rozmów o atomie.

Z artykułu dowiesz się:

  • Jakich stron internetowych i profili w mediach społecznościowych użyli hakerzy do szerzenia dezinformacji
  • Jaki był schemat ataku
  • Co na temat ataku mówi rzecznik koordynatora służb specjalnych i specjaliści od cyberbezpieczeństwa
  • Dlaczego czas w jakim dokonano operacji dezinformacyjnej był nieprzypadkowy

Komunikat zamieszczony w środę na stronie Państwowej Agencji Atomistyki (PAA), zajmującej się sprawami bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej, mógł zjeżyć włos na głowie niejednego czytelnika: „W wyniku wycieku odpadów energetyki jądrowej ze składowiska odpadów radioaktywnych w Mejaszgole (Litwa, 40 km od Wilna) doszło do uwolnienia radionuklidów do wód powierzchniowych i gruntowych (…)”. Poinformowano też o znacznym wzroście promieniowania w północno-wschodniej części Polski. W powiecie suwalskim norma miała zostać przekroczona o 760 proc. Podobna adnotacja pojawiła się na stronie zdrowie.gov.pl, uzupełniona informacją, że wysokie dawki promieniowania grożą chorobą popromienną, oraz wskazówkami dotyczącymi objawów i metod leczenia.

Informacje zaczęły obiegać internet po tym jak zostały udostępnione na profilu twitterowym Marka Budzisza, publicysty specjalizujący się w tematyce Rosji.

Skoordynowana akcja

Znajdujące się na stornie PAA odczyty czujników nie wskazywały w środę na podwyższone promieniowanie, a informacja szybko zniknęła ze strony agencji.

— Nie my jesteśmy jej autorami, więc prawdopodobnie doszło do ingerencji z zewnątrz — informuje Stanisław Janikowski, rzecznik PAA, dodając, że strona internetowa agencji jest hostowana u zewnętrznego dostawcy, nie stwierdzono, żeby ucierpiały jej systemy, ale trwają ustalenia w tej sprawie.

Informacja o wycieku zniknęła też ze strony zdrowie.gov.pl, jednak po chwili na twitterowym koncie publicysty pojawiły się posty ze screenami fake newsa i linkami do archiwalnych stron instytucji. Szybko się okazało, że publicysta utracił dostęp do swojego konta i żadna z wiadomości o zagrożeniu radiologicznym nie została wysłana przez niego.

Znane schematy

Schemat środowej akcji dezinformacyjnej znany jest polskim służbom.

— To, co obserwujemy, to już kolejna próba działań nastawiona na podgrzanie emocji społecznych i destabilizację naszych relacji z sąsiadami, w tym przypadku Litwinami. Już wcześniej do takich działań była wykorzystana także strona PAA — mówi Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.

Dezinformacja na temat wycieku radioaktywnego pojawiła się akurat dzień po tym, jak Piotr Naimski, pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej, spotkał się z Patrickiem Fragmanem, prezesem Westinghouse, firmy z USA przygotowującej propozycję dotyczącą budowy bloków jądrowych.

Jednocześnie w środę premier Mateusz Morawiecki udał się z wizytą do Francji. W planach ma spotkanie z prezydentem Emanuelem Macronem, a w jego agendzie miały się znaleźć zagadnienia związane z transformacją energetyczną oraz potencjalnym udziałem Francuzów w budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Wybór konta twitterowego do rozpropagowania fałszywej informacji też wydaje się nieprzypadkowy. Marek Budzisz to historyk, dziennikarz i publicysta, specjalizujący się w tematyce rosyjskiej. W swoich wystąpieniach i publikacjach porusza m.in. tematykę wojskowości, strategii i geopolityki. Przed kilkoma dniami wypowiedział się dla jednej z telewizji w temacie internetu i mediów społecznościowych w Rosji.

Walka informacyjna

Zdaniem specjalistów obserwowane w środę operacje dezinformacyjne z wykorzystaniem cyberataków zdarzały się już w wielu miejscach na świecie, a ich celem jest wywarcie wpływu na społeczeństwa.

— W tym przypadku zasięg zdarzenia był niewielki, ale wiele wskazuje na to, że atakujący próbowali tę informację rozprzestrzenić. To standardowe metody walki propagandowej i informacyjnej — mówi Łukasz Olejnik, niezależny badacz i konsultant cyberbezpieczeństwa i prywatności.

Podkreśla, że zgodnie z art. 115 § 20 Kodeksu karnego mogło dojść do próby „poważnego zastraszenia wielu osób’’.

— Jeśli tak, oznaczałoby to, że mamy do czynienia ze zdarzeniem o charakterze terrorystycznym. W takim przypadku ranga zdarzenia znacznie by wzrosła, choć należy się zastanowić, czy atakujący znajdują się w Polsce, to znaczy, czy mogą obawiać się prawa polskiego — mówi Łukasz Olejnik.

Na pytanie o autora dezinformacyjnego zamętu odpowiada retorycznie.

— Zdarzenie wygląda podobnie do zhakowania Akademii Sztuk Wojennych. Zastanówmy się, komu zależy na wywołaniu zamętu w Europie Środkowo-Wschodniej? — pyta ekspert.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane