Koderzy. Studenci jeszcze. W światowym rankingu zajmują miejsce zaraz za Amerykanami. Nie dlatego, że są gorsi. Jest ich po prostu mniej...
Uniwersytet Warszawski — pierwsze miejsce w światowym rankingu uczelni informatycznych. Najlepszy programista, zwycięzca otwartych turniejów oraz zawodów akademickich: Tomek Czajka, student Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego (MIM UW). W pierwszej dwudziestce — jeszcze trzech studentów UW. To dzięki nim Polska została sklasyfikowana na drugim miejscu po Stanach Zjednoczonych, a Uniwersytet Warszawski wyprzedza tak renomowane uczelnie jak Massachusetts Institute of Technology (MIT), California Institute of Technology (CalTech) i Uniwersytet Stanforda. Rankingi są prowadzone przez TopCoder — amerykańską instytucję organizującą międzynarodowe otwarte zawody dla programistów.
Wielka rekrutacja
TopCoder to pomysł Jacka Hughesa, którego rodzinna firma Tallan zajmowała się dostarczaniem systemów software’owych wielkim amerykańskim korporacjom. Według niego, znalezienie dobrych programistów zawsze stanowiło problem, a ci, których zatrudniał... nie byli wystarczająco dobrzy. Firmę sprzedał koncernowi CMGI, a sam zajął się szukaniem programistów. Najskuteczniejszą metodą okazały się zawody on-line, pozwalające wyłonić najlepszych koderów na świecie.
Hughes pozyskał sponsorów — Yahoo!, Google, Microsoft, Sun, Intel — zorganizował drobne nagrody pieniężne za każdy turniej i zalegalizował wygrane na całym świecie, aby przyciągnąć programistów. Efekt? Zarejestrowanych jest już 50 tys. zawodników — 65 proc. to Amerykanie (stąd pierwsze miejsce USA w rankingu krajów). Druga, najliczniejsza grupa obejmuje prawie 5 tys. Hindusów, ale Indie zajmują dopiero 19 miejsce w rankingu. Jakością programowania nie dorównują innym nacjom, np. Polakom, których jest zaledwie 161.
Rankingi indywidualne tworzone są na podstawie wyników rozgrywanych co tydzień turniejów — udział w nich może wziąć każdy. Uczestnicy w ciągu półtoragodzinnych meczów muszą wykazać się szybkim, trafnym i... eleganckim programowaniem. Wszystkie wyniki generowane są automatycznie i całkowicie obiektywnie przez system. Nic więc dziwnego, że klientami korzystającymi z „zasobów ludzkich” TopCodera są nie tylko firmy sponsorujące, ale i takie instytucje jak FBI czy NVidia.
Miejsce w setce
— Coraz więcej programistów z Polski bierze udział w naszych konkursach. Są nieprawdopodobnie dobrzy! — podkreśla Jim McKeown, przedstawiciel TopCodera.
I rzeczywiście: dziewięciu Polaków sklasyfikowano w pierwszej setce — sześciu studentów MIM UW i po jednym z Uniwersytetów Wrocławskiego, Jagiellońskiego oraz Politechniki Poznańskiej. Czterech programistów z UW brało udział w zeszłorocznych finałach TopCoder. W marcu tego roku również czterech pojedzie do Stanów Zjednoczonych na TC Collegiate Challenge. To prawe 17 proc. finalistów! Od dwóch lat polscy studenci biorą udział w rozgrywkach TopCodera, od półtora roku pierwszego miejsca nie opuszcza Tomek Czajka — student UW i Uniwersytetu Purdue w Stanach Zjednoczonych.
— Nasz numer 1, Tomasz Czajka, to już międzynarodowa sława. Ale mamy także innych utalentowanych uczestników z Polski. Chcielibyśmy, aby w konkursie pojawiło się ich jeszcze więcej, zarówno studentów, jak i profesjonalistów. Polska to kuźnia talentów programistycznych. Ma też dobry system nauczania matematyki — chwali Jim McKeown.
Początek drogi
Przyczyny sukcesów?
— Najlepsze tradycje matematyczne — przekonuje Krzysztof Diks, profesor i wicedyrektor Instytutu Informatyki UW.
Szkoły matematyczne: lwowska, a po wojnie warszawska, zawsze reprezentowały wysoki poziom. Wykładały w nich takie sławy jak prof. Kazimierz Kuratowski, inicjator budowy pierwszej polskiej maszyny cyfrowej, czy prof. Helena Rasiowa, która stworzyła logiczne podstawy informatyki. W Warszawie działała też szkoła algorytmiczna. Dzisiejsza kadra uczyła się od luminarzy matematyki i początkującej wówczas informatyki. Teraz przekazuje wiedzę dalej...
— Reprezentujemy światowy poziom. Jesteśmy najlepsi w Polsce, ale... wciąż mierzymy wyżej — zapewnia Krzysztof Diks.
MIM UW przyciąga zdolnych, młodych ludzi z całego kraju. Wydział sam też dba o rozwój przyszłych studentów. Wraz z Krajowym Funduszem na Rzecz Dzieci, wynajdującym młode talenty i wspierającym ich edukację, organizuje warsztaty dla dzieci uzdolnionych.
Cenna jest też rola nauczycieli, którzy zgłaszają swoich uczniów do funduszu i do olimpiad informatycznych. To one są dla wydziału źródłem prawdziwych talentów. Podczas finału młodzi ludzie dostają nie tylko algorytmiczny wycisk, ale też szansę poznania wykładowców, studentów i... atmosfery. Wyjątkowej — zdaniem i uczących się, i profesorów.
Aspiracje do elity
Równość, dostępność kadry, współpraca starszych i młodszych roczników, angażowanie studentów w realizowane przez uczelnię projekty — to zasady panujące na wydziale. Nie ma tu podziału na wszechwiedzącą kadrę i marnych studentów.
— To jest świetne i bardzo pomaga. Nie musimy się martwić np. o sprzęt, możemy korzystać z wydziałowego. W razie potrzeby Diks załatwia nam salę — nie musimy pisać żadnych podań. Ale najważniejsza jest zdrowa konkurencja! Studenci walczą między sobą o miejsca w TopCoderze i w rozmaitych konkursach. Często sami organizują konkursy we współpracy ze sponsorami, np. Prokomem, ADB czy ATM — mówi Marcin Michalski, student II roku.
MIM UW postrzegany jest przez studentów jako uczelnia elitarna... W tym roku akademickim wydział oferował 110 miejsc na informatyce — 49 otrzymali olimpijczycy. O każde z pozostałych starało się 23 kandydatów!
Finaliści olimpiad informatycznych mogą wybrać dowolną uczelnię w kraju. Wybierają stołeczny uniwersytet.
— Jest najlepszy! — zapewnia Tomek Czajka.
— Wystarczy spojrzeć, na co decyduje się czołówka z olimpiad — dodaje Tomek Idziaszek.
— Wahałbym się, gdybym musiał wybierać między matematyką i informatyką. Ale na UW miałem możliwość studiowania obu kierunków naraz — podkreśla Tomek Czajka.
Ten argument przytacza również Marcin Michalski. Każdy z tych studentów ma na koncie ogromne osiągnięcia.
— Informatyka bez matematyki nie ma racji bytu, dlatego najzdolniejszym proponujemy JSIM: jednoczesne studia informatyczno-matematyczne — przyznaje profesor Diks.
Jedyna bolączka? Deficyt dziewczyn. W tym roku akademickim przyjęto 7.
— Są znakomite. Może nie ścigają się w konkursach, ale za to wspaniale kierują zespołami programistycznymi, wprowadzają ład w męski rozgardiasz, są dobrymi organizatorami. Zdolnościami, umiejętnościami i wiedzą dorównują chłopakom. Miałem okazję w zeszłym roku przygotowywać imprezę promocyjną UW i całą organizację powierzyłem dziewczynie — studentce III roku. To był strzał w dziesiątkę — chwali Krzysztof Diks.
Świetni, niepotrzebni
Tomek Czajka, bohater turniejów organizowanych przez TopCoder, ma za sobą pasmo finałów i zwycięstw w krajowych, kontynentalnych oraz światowych konkursach informatycznych — zespołowych i indywidualnych. Rodzice (oboje informatycy) wspierali zainteresowania matematyczne Tomka i jego rodzeństwa od najmłodszych lat. Kupili komputer SAM Coupé, którego wadą — teraz postrzeganą jako zaleta — był niewielki wybór gier. Szybko więc maszyna stała się poligonem algorytmicznym... Pierwszą światową nagrodę zdobył w piątej klasie szkoły podstawowej na Międzynarodowych Mistrzostwach Francji w Grach Matematycznych i Logicznych w Paryżu. Wygrał profesjonalnego peceta. Szkoła zgłosiła go do Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, odtąd co roku uczestniczył — z sukcesami — w konkursach przedmiotowych (matematyka, fizyka, chemia, wiedza techniczna, język angielski) oraz w paryskich mistrzostwach. Został też szkolnym mistrzem... ortografii. Przyszły też najwyższe lokaty w krajowych i międzynarodowych olimpiadach matematycznych i informatycznych: International Collegiate Programming Contest, Java Visual Challenge i... TopCoder.
Turniej ten znalazł dzięki znajomym Amerykanom. Ale cudzoziemcy mogli w nim uczestniczyć tylko gościnnie, bez nagród pieniężnych. Skontaktował organizatorów z polską firmą prawniczą i konkurs został zalegalizowany w Polsce (w efekcie także w większości krajów świata). Kiedy przywiózł z TopCoder Open pierwszą nagrodę 50 tys. USD, na wydziale zapanowała moda na ten turniej... Czołówka rankingów przeżywa prawdziwą polską okupację.
Dziś Tomasz Czajka, licencjat MIM UW, jest doktorantem na Purdue University w Stanach Zjednoczonych. Konsumuje tam zdobyte w TopCoder Open i Collegiate Challenge nagrody.
To nieodosobniony przykład. Instytut Informatyki UW ma znacznie więcej powodów do dumy: Piotr Indyk — absolwent UW, doktorat zrobił na Uniwersytecie Stanforda, w tej chwili jest profesorem w MIT, Łukasz Amforowicz pracuje w centrali Microsoftu w Redmont itd.
— Kształcimy informatyków światowej klasy. Niestety ze świadomością, że w Polsce nie ma jeszcze na nich zapotrzebowania. Ci najlepsi i tak sobie poradzą — żałuje Krzysztof Diks.
I rzeczywiście. Comarch stworzył w Polsce Laboratorium Badawczo-Rozwojowe. Jego dyrektorem został Andrzej Gąsienica-Samek, student V roku MIM UW, finalista TopCodera, krajowych i międzynarodowych olimpiad informatycznych oraz innych konkursów. Zatrudnia studentów i absolwentów rodzimej uczelni.
Ale to rzadki przypadek, kiedy absolwenci mogą znaleźć w Polsce zatrudnienie odpowiadające ich kwalifikacjom. Krzysztof Diks przewiduje dla swoich studentów raczej kariery naukowe:
— Mamy doktorantów ze świetnymi pracami na światowym poziomie. To, o czym piszą, niedługo znajdzie się w podręcznikach. Prace te zostały przedstawione na najlepszej naukowej konferencji algorytmicznej Symposium and Foundation of Computer Science. To światowa liga — podkreśla.
Mierz siły...
Żałuje tylko, że MIM UW nie ma finansowania na równie wysokim poziomie. To dlatego wydział nie ma możliwości wysyłania swoich doktorantów na staże naukowe do innych ośrodków na świecie.
Budżet całego Uniwersytetu Warszawskiego w 2003 r. wyniósł 280 mln zł na 60 tys. studentów. Dla porównania: Massachusetts Institute of Technology — 2 mld USD i 10 tys. studentów.
Ale przykład MIM UW pokazuje, że można! Sukcesy Tomka i jego kolegów w TopCoderze, błyskotliwe kariery polskich studentów na Zachodzie — to dowody.
