Hausner stawia na szybki wzrost popytu

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2003-05-07 00:00

To, że Jerzy Hausner, minister gospodarki i pracy, chce ożywienia gospodarki — wiadomo. To, że chce osiągnąć ten cel przez zwiększenie popytu — to nowość.

Obniżenie podatku od zysków firm (CIT) do 19 proc. i zwiększenie kwoty wolnej od podatku PIT do 4 tys. zł rocznie to główne założenia krótkookresowego programu ożywienia gospodarki, które przedstawił Jerzy Hausner, minister gospodarki, pracy i polityki społecznej.

— Obniżenie stawki CIT spowoduje ubytek w budżecie 2,5 mld zł. Z kolei wzrost kwoty wolnej od podatku to 4 mld zł mniej dla budżetu — mówi Jerzy Hausner na spotkaniu w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym.

Minister dodał jednak, że pozostawienie tych pieniędzy w firmach i w portfelach Polaków spowoduje wzrost popytu, a w konsekwencji wzrost dochodów budżetowych o około 7 mld zł. Oczywiście pod warunkiem, że obniżenie skali fiskalizmu spowoduje wzrost wydatków.

W ocenie ministra ryzykować trzeba, bowiem to jedyna możliwość powrotu polskiej gospodarki na ścieżkę szybkiego wzrostu. Restrykcyjna polityka monetarna i słabość rządu nie dają bowiem nadziei na rozwiązanie palących problemów — ograniczenie bezrobocia i wzrost aktywności przedsiębiorstw.

— Musimy osiągnąć w 2004 r. wzrost gospodarczy na poziomie 5 proc. W tym roku optymistycznie prognozuję 3 proc. Jedynym wyjściem jest więc impuls popytowy. Dopiero potem trzeba się zastanawiać, jak utrwalić wzrost, a na końcu reformować państwo — uważa Jerzy Hausner.

Odmienny pogląd prezentuje Grzegorz Kołodko, minister finansów. Chce on już w tym roku wdrożyć reformę finansów publicznych.

Zdaniem Hausnera, reforma proponowana przez Kołodkę powinna być częścią programu przygotowanego przez jego resort, ponieważ sama nie daje szans na wyraźne ożywienie gospodarki.

Obaj ministrowie osiągnęli natomiast zgodę w kwestii waloryzacji rent, emerytur i płac tzw. sfery budżetowej.

— Jeśli moje postulaty zostaną wdrożone, w 2004 r. waloryzacji nie będzie — deklaruje minister gospodarki i pracy.

Dodaje, że z dotychczasowych konsultacji wynika, że zarówno przedstawiciele pracodawców, jak i związków zawodowych zgadzają się z jego postulatami.