Najwięksi inwestorzy hiszpańscy bardziej skupiają swoją działalność na rynku krajowym niż międzynarodowym. Za to wiele firm i osób prywatnych spoza Hiszpanii chętnie kupuje i buduje obiekty w tym kraju.
Hiszpania opierając się przede wszystkim na silnej, krajowej gospodarce, skutecznie stawiła czoło międzynarodowej recesji po wydarzeniach 11 września. Ciągle utrzymuje znacznie większe tempo wzrostu gospodarczego, niż kraje z nią sąsiadujące, które są bardziej uzależnione od koninktury w handlu międzynarodowym. Inwestorzy oraz deweloperzy zarówno krajowi jak i zagraniczni nie mają żadnych kłopotów z realizacją inwestycji na terenie Hiszpanii.
— Największe spółki z tego kraju ograniczają działalność do samej Hiszpanii i nie są chętne do rozszerzania swojej działalności na inne państwa. Ich strategia wynika z przekonania, że obrót nieruchomościami jest domeną raczej lokalnego niż międzynarodowego rynku. Według nich, znajomość lokalnej specyfiki rynkowej jest najważniejsza. Takie podejście otwiera możliwości tworzenia spółek joint venture między międzynarodowymi inwestorami i spółkami działającymi na lokalnym rynku nieruchomości — opowiada Juan Vincente Romo z CB Richard Ellis w Madrycie.
Rynek nieruchomości komercyjnych prosperuje od kilku lat z powodzeniem na terenach Hiszpanii, zwłaszcza w Madrycie i Barcelonie.
— Generalnie trendy na rynku nieruchomości podlegają cyklom. W obecnej fazie podaż przewyższa popyt, ale sytuacja odwróci się za kilka lat — zapewnia Juan Vincente Romo.
Zdaniem analityków Jones Lang LaSalle, na rynku hiszpańskim panuje obecnie przede wszystkim nadpodaż obiektów o słabej jakości lub zbyt drogich.
Rynek obiektów biurowych najlepiej rozwinął się w Madrycie. Bardzo dobrze funkcjonuje także w Barcelonie, mimo że w tym mieście całkowity zasób powierzchni biurowej jest o połowę mniejszy niż w stolicy kraju. Wysokim stopniem rozwoju charakteryzują się także obiekty magazynowe i handlowe zarówno w wymienionych miastach, jak i w innych, mniejszych ośrodkach.
— Znaczenie Hiszpanii na europejskim rynku nieruchomości w ostatnich latach bardzo wzrosło. Zwłaszcza od wprowadzenia unii walutowej. Coraz więcej międzynarodowych funduszy chce inwestować na naszym rynku. Także wewnętrzni inwestorzy chętnie kupują nieruchomości, patrząc na nową sytuację, która sprawiła, że rynek stał się bardziej elastyczny — mówi Juan Vincente Romo.
Po wejściu do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1985 r., Hiszpania otworzyła swoje granice dla zagranicznych inwestorów działających w różnych sektorach.
— Hiszpańskie prawo nieruchomości musi być zgodne z prawem Wspólnoty Europejskiej, dlatego każdy obywatel UE może inwestować w tym kraju. W przypadku cudzoziemców nie należących do Wspólnoty, rynek nieruchomości jest bardzo liberalny. Są oni jednak poddawani kontroli, zwłaszcza pod kątem źródeł finansowania zakupu. Obywatele krajów spoza UE muszą udowodnić legalne pochodzenie pieniędzy i uzyskać pozwolenie na inwestycję — wyjaśnia Juan Vincente Romo.
Spośród cudzoziemców, najwięcej na terenie Hiszpanii inwestują Niemcy. Nieruchomości hiszpańskie kupuje także sporo Brytyjczyków i obywateli krajów północnej Europy.
— Rząd Hiszpanii nie przewiduje większych zmian w systemie nabywania nieruchomości. Planuje jednak wzmocnienie kontroli nad prowadzeniem inwestycji na obszarach o charakterze rekreacyjnym i nad budową pewnych rodzajów obiektów użytkowych, np. centrów handlowych — mówi Juan Vincente Romo.
Emigranci oraz klienci nabywający mieszkania w centrach miast skupiają się przeważnie na rynku wtórnym. Pierwotny rynek mieszkaniowy cieszy się największą popularnością na terenach atrakcyjnych z punktu widzenia turystyki, które przyciągają wielu zagranicznych inwestorów. Wielu obcokrajowców kupuje wakacyjne mieszkania na wybrzeżu.
— Te nieruchomości są nabywane jako drugie rezydencje przez wielu inwestorów z Europy północnej i samych Hiszpanów. Wybrzeża stanowią bardzo aktywny rynek wynajmu rezydencji — mówi Juan Vincente Romo.