Komisja przesłuchiwała Chmielaka w związku z wątkiem prywatyzacji Banku Śląskiego oraz giełdowych notowań tej spółki na początku 1994 r.
Nie wszyscy akcjonariusze zainteresowani zbyciem akcji mogli je sprzedać, ponieważ opóźniało się potwierdzanie świadectw depozytowych - był to element rejestracji na rachunku inwestycyjnym akcji kupionych w ofercie publicznej. Chmielak wyjaśniał, że resort finansów chciał w związku z tym w lutym 1994 r. zawieszenia notowań banku, do czasu potwierdzenia większej liczby świadectw. Jednak opinie Komisji Papierów Wartościowych (KPW) i samej giełdy były negatywne.
Były szef MF dodał, że zwrócił uwagę na pismo z KPW, w którym Komisja sugerowała resortowi finansów podjęcie "działań interwencyjnych" na giełdzie, by zlikwidować dysproporcję między popytem a podażą akcji BSK. "To pismo oznaczało w moim mniemaniu żądanie sprzedaży akcji BSK będących w posiadaniu ministra finansów" - powiedział Chmielak.
Żeby zwiększyć podaż akcji BSK na giełdzie - skoro w początkowym okresie sprzedawali je głównie pracownicy banku (ich świadectwa depozytowe potwierdzano szybciej), resort finansów zdecydował się sprzedawać walory posiadane przez Skarb Państwa. SP zarobił na tym 1 bln 700 mln starych złotych.
"Minister Chmielak powiedział jasno, że dopuszczenie do obrotu giełdowego akcjami w czasie braku potwierdzeń było absolutnie złe i nawet sam występował o wstrzymanie sprzedaży tych akcji" - powiedział PAP Hofman, podsumowując przesłuchanie.
Chmielak wyjaśniał podczas przesłuchania zasady sprzedaży przez resort finansów akcji BSK. Zaczęła się ona jeszcze przed objęciem przez niego stanowiska szefa resortu, zgodnie z decyzjami b. ministra Marka Borowskiego. Na początku akcje sprzedawano w dogrywkach, a więc po kursie ustalonym na zasadzie obowiązującego wówczas jednolitego kursu dnia, równoważącego zlecenia sprzedaży i kupna oraz zapewniającego największą liczbę zrealizowanych zleceń. Dogrywki były drugą fazą sesji, podczas której obowiązywała ustalona wcześniej cena.
Do 8 kwietnia 1994 r. resort finansów sprzedawał akcje BSK, w coraz mniejszych pakietach. Sprzedaż ta przyniosła budżetowi 1 bln 700 mln starych złotych.
Wiceprzewodniczący komisji Marek Sawicki (PSL) pytał, czy sprzedaż akcji mogła mieć wpływ na krach giełdowy w 1994 r. Chmielak wyjaśniał, że akcje sprzedawano w niewielkich pakietach, co jego zdaniem nie mogło wpływać na kurs akcji.
Podczas przesłuchania posłowie odnosili się do raportu Najwyższej Izby Kontroli (NIK) z listopada 1994 r. w sprawie prywatyzacji BSK. Jedną z tez zawartych w raporcie było stwierdzenie, że intencją resortu finansów było "schłodzenie giełdy"
Chmielak, b. wiceminister finansów Stefan Kawalec oraz b. dyrektor departamentu instytucji finansowych Sławomir Sikora pod koniec 1994 roku, gdy nie byli już pracownikami ministerstwa finansów, przygotowali krytyczną opinię do raportu Izby.
"Te twierdzenia nadal uważam za niesłuszne, nieprawne i nieuzasadnione" - powiedział Chmielak. Jego zdaniem przygotowanie wyjaśnienia dla NIK było konieczne, ponieważ gdy Izba prowadziła kontrolę prywatyzacji, jego autorzy nie byli już pracownikami ministerstwa i "nie mogli w normalnym trybie odpowiedzieć na raport".
Pos. Artur Zawisza (PR) zacytował fragment tej opinii: "Przyjęta przez NIK procedura postępowania, nie zwrócenie się o wyjaśnienia do osób odpowiedzialnych za prywatyzację oraz treść raportu ze względu na tendencyjny w wielu miejscach dobór faktów i wielokrotne zamieszczanie stwierdzeń sprzecznych z dokumentacją pozwalają przypuszczać, że celem działania kontrolujących nie było dokonanie rzetelnej oceny procesu prywatyzacji, lecz uzasadnienia z góry przyjętej tezy o aferalności prywatyzacji banku. Raport NIK jest naszym zdaniem (autorów opracowania - PAP) nadużyciem, gdyż opinia publiczna mogła potraktować oficjalny dokument NIK jako rzetelny opis prywatyzacji banku. Tymczasem raport powstał w wyniku postępowania prowadzonego wbrew zasadom praworządności i w wielu istotnych punktach zawierał stwierdzenia sprzeczne z prawdą".
Podczas przesłuchania powróciła też sprawa "listy Pęka", czyli dokumentu, który miał pokazać ówczesnemu (w 1994 r.) przewodniczącemu sejmowej komisji przekształceń własnościowych Bogdanowi Pękowi, Lesław Paga, wówczas przewodniczący KPW.
Na liście miały znajdować się nazwiska osób, które w 1993 r. kupiły akcje Banku Śląskiego (BSK), w tym - nazwiska osób znanych publicznie.
Wiceprzewodniczący komisji Waldemar Nowakowski (Samoobrona) zacytował - nie podając szczegółów - dokument z "akt sprawy prokuratorskiej", na którym znalazły się takie nazwiska (bez imion) jak Opawski, Popczyk, Rokita, Książek, Olek. Uznał to za "jakiś ślad".
"Nic mi to nie mówi i nie wiem, czego to może dotyczyć" - odpowiedział
Chmielak.(PAP)