Miało być tak pięknie. Większość uczestników rynku miała nadzieję na odreagowanie ostatnich spadków. I do odreagowania faktycznie doszło. Tyle że nie korekty, ale kolejnej nieprzemyślanej deklaracji rządu, który na prawo i lewo trąbi o wykorzystaniu posiadanych resztówek w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Jaki wpływ mają tego typu „pomysły” na same zainteresowane spółki, dobitnie przekonuje przebieg wczorajszych notowań. Po zdołowaniu kursu Telekomunikacji Polskiej, inwestorzy na kolejną ofiarę hojności rządu wybrali w środę KGHM, którego kurs spadł o 4 proc.
Początek handlu był emocjonujący. Indeks WIG20 rozpoczął sesję na poziomie 1063 pkt — najniższym od początku października 2002 r. Jednak błyskawiczny kontratak popytu doprowadził do zniwelowania strat. Od tej pory przez dłuższą część sesji rynek pozostawał w niemrawej stabilizacji. Główne indeksy konsolidowały się w okolicy wtorkowych zamknięć. Po południu ponownie doszło do osłabienia nastrojów. Jednak wzrosty na otwarciu handlu za oceanem pomogły w końcówce sesji na GPW. Ostatecznie WIG20 zakończył handel 0,03-proc. stratą.
Przed głębszą korektą rynek uratowały banki. Szczególnym popytem cieszyły się walory Pekao i BPH PBK. Choć wydaje się, że jest jeszcze za wcześnie, by mówić, że banki mają już za sobą najgorsze, jednak w obliczu realnych obaw o nadpodaż akcji SP, walory instytucji finansowych wydają się bezpieczną alternatywą.
Na drugim biegunie rynku znalazły się akcje TP SA i KGHM. Widmo nadpodaży zepchnęło kurs narodowego operatora poniżej 11 zł. Walory narodowego telekomu zdominowały handel na rynku. Obroty nimi przekroczyły poziom 60 mln zł. Aby zapobiec przecenie, spółka poinformowała, że chce odkupić od państwa własne akcje w celu umorzenia. To jednak nie wystarczyło.
Na celowniku znalazł się KGHM. Gracze obawiają się, że i jego akcje trafią w ręce państwowych instytucji. Na dodatek, sentyment do tego papieru psują wyniki kombinatu. Spółka zanotowała w 2002 r. wysoką stratę, głównie za sprawą kosztów związanych z finansowaniem Telefonii Dialog.
Zwraca uwagę odwrotna korelacja Prokomu i Softbanku. Największy integrator traci mimo publikacji satysfakcjonujących wyników. Wczoraj kurs gdyńskiej spółki zniżkował o 4 proc. Zadziwia za to Softbank. Wydaje się, że rynek traktuje warszawską spółkę jako niemal pewnego kandydata na zdobywcę lukratywnego kontraktu w PKO BP.
Strefa 1060-1070 pkt na WIG20, skąd startowała jesienna hossa, wciąż broni indeks przed spadkiem w okolice ubiegłorocznych minimów. Rynek liczy na skuteczne powstrzymanie przeceny na tym poziomie. Niewykluczone, że w atmosferze skrajnego pesymizmu dojdzie do psychologicznego odreagowania. Chyba że rząd znowu coś zadeklaruje.