Hoop do Stolicy w internecie

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-07-17 00:00

To, że internet to potężne narzędzie, mające wszechstronne zastosowanie, wiedzieliśmy od dawna. Okazuje się jednak, że zaczyna być wykorzystywany w coraz bardziej zaskakujących celach. Ostatnio dał się zaobserwować pewien mechanizm, bardzo prosty zresztą: dwa, stosunkowo niewielkie, ogłoszenia z wczorajszej prasy. Pierwsze, z Pulsu Biznesu: „Rada Akcjonariuszy Prywatnych. Messenger Service Stolica SA. www.stolicainvestors.com”. Na tym koniec. I drugie, z „Rzeczpospolitej”: „Raport Analityczny. Hoop. www.PolandSecurities.com”. Wszystko. Niby nic, a oręż skuteczny i potężny.

Ci, którzy wiedzą, że w Stolicy SA źle się dzieje, że istnieje otwarty i ostry konflikt pomiędzy założycielami i dotychczasowymi akcjonariuszami tej firmy a funduszami Enterprise Investors, które kupiły 57,39 proc. tej firmy, a teraz oskarżają dotychczasowych właścicieli o celowe zawyżenie ich wartości w momencie zakupu i podważają ich wiarygodność, mogą wejść na wskazaną stronę i czytać. Tym razem, oczywiście, stanowisko akcjonariuszy mniejszościowych, którzy starają się dać odpór „nieuzasadnionym i bezpodstawnym oskarżeniom” płynącym ze strony Enterprise Investors. Zapewne jednak nie trzeba będzie długo czekać, by druga strona konfliktu odpowiedziała w sposób analogiczny lub bardzo podobny. Koszt ogłoszenia — niewielki, zrobienia strony internetowej — jeszcze mniejszy, a tuba skuteczna.

Nieco bardziej zamazany jest przypadek drugi. Otóż właściciel strony, nie wiedzieć czemu, nie lubi spółki Hoop SA. Tak bardzo nie lubi, że nie tylko sfinansował ogłoszenie w „Rzeczpospolitej”, ale jeszcze na stronie zamieścił „Bajkę z morałem, czyli Hoop SA — podmiot zadłużony i niewypłacalny, owinięty w bawełnę”. Po lekturze tego tekstu okazuje się, że autor nie lubi nie tylko Hoop SA, nie przepada też np. za BRE Bankiem, a po przejrzeniu tekstów pomieszczonych obok okazuje się, że nie cierpi też ITI, PKN Orlen, Kulczyka i paru innych firm i ludzi.

Wybór momentu natomiast, w którym swoją niechęć do Hoop SA autor objawił, jest godny podziwu. Przecież właśnie dobiegał końca termin przyjmowania deklaracji zamiaru złożenia zapisu na akcje tej spółki. Wartość merytoryczną „Bajki z morałem” oceni sobie każdy na własny rachunek. Jej wymowę osłabiają zastrzeżenia prawne, w których można przeczytać, że „... autor nie ponosi żadnej odpowiedzialności za rzetelność i kompletność informacji i opinii zawartych w opracowaniach”, ale być może każdy znajdzie dla siebie coś miłego.

Na reakcję, kontrakcję, nie trzeba będzie zapewne długo czekać. Będziemy z uwagą obserwować rozwój tej nowej formy komunikowania. I przekazywać to, co z niej wyniknie.