Hossa czy tylko „odbicie zdechłego kota”?

Paweł Cymcyk
opublikowano: 2009-03-06 17:40

Piątkowy handel na GPW rozpoczął się od wyraźnego spadku. Po wczorajszej kolejnej czteroprocentowej przecenie w Stanach taki scenariusz był do przewidzenia. Radość giełdowych niedźwiedzi nie trwała jednak długo. Wystarczyło parę chwil, aby byki odzyskały stracony teren i indeksy zabarwiły się na zielono. Sama negacja spadku nie wystarczyła i podejście było kontynuowane aż do wzrostu WIG20 o 2,5 proc. Było to możliwe, gdy do dobrze spisującego się KGHM-u dołączyły PKO BP i Pekao. Szczególnie cieszył rosnący obrót, który od zanotowania dołków nie opuszcza naszego rynku.

Po tym zrywie nastąpiło uspokojenie sytuacji. Podaż zorientowała się, że dalsze ataki są - nawet przy sprzyjającej atmosferze zewnętrznej - skazane na porażkę. Z kolei popyt również nie miał argumentów do dalszych wzrostów, więc przy słabnącym Eurolandzie rynki czekały na informacje z amerykańskiego rynku pracy.

Dane nie zaskoczyły. Wszystkie były gorsze od oczekiwań, co obecnie jest już standardem. Stopa bezrobocia w USA sięgnęła 8,1 proc. i jest najwyższa od grudnia 1983 r.

Dane o zmianie zatrudnienia w gospodarce również miały odchylenie „in minus”  od prognoz i pokazały ubytek 651 tys. miejsc pracy. Dodając do tego niemal 10-proc. korektę danych za poprzednie dwa miesiące, trzeba stwierdzić, że ostatni raz tak dramatyczny spadek zatrudnienia nastąpił w 1939 r.

Nie zrobiło to jednak najmniejszego wrażenia na warszawskim parkiecie. Zamiast spadków, obserwowaliśmy, jak kapitał ochoczo ruszył na zakupy. WIG20 rósł już 3 proc. przy coraz bardziej rosnącym sektorze bankowym. Zakończenie przyniosło niewielką realizację zysków, ale i tak nasz parkiet znalazł się wśród liderów europejskich wzrostów.

Przy pogłębiających dołki parkietach zagranicznych nasz rynek w obecnym stanie zaczyna stanowić interesującą alternatywę dla zagranicznego kapitału. Złoty umacnia się, a giełdzie nie straszne są żadne informacje ani rekordowe spadki zachodnich indeksów. Można powiedzieć, że obserwujemy wzrosty na przekór wszystkiemu. Tu rodzi się pytanie, czy to już hossa, czy jedynie znaczna korekta po silnych spadkach, którą na giełdach nazywa się „odbiciem zdechłego kota”. Jeżeli zachodni kapitał zdecyduje się na kontynuowanie inwestycji, zdecydowanie prawdopodobniejszy będzie scenariusz średnioterminowych wzrostów, a z pewnością nastąpi parę tygodni spokoju i stabilizacji sytuacji. Jeżeli to tylko korekta, to pokaże to już najbliższy tydzień.

W pierwszym tygodniu marca WIG20 zanotował wzrost o 10 proc., przy obrotach znacznie przekraczających 1 mld zł. Dzięki temu każdego dnia byki generują sygnały i przełamują kolejne punkty oporu, które od razu stają się potencjalnymi punktami obronnymi przy ewentualnej korekcie. Miniony tydzień jest najlepszym od października ub.r., czyli od czasów totalnej paniki na rynku i prognoz krachu systemu finansowego. Od dołka z 18 lutego nasz parkiet wzrósł już o 18 proc. i jest od krok od przełamania trendu spadkowego rozpoczętego we wrześniu 2008 r. Dopiero na jego poziomie (ok. 1530 pkt.) zobaczymy, czy popyt reprezentują długoterminowi gracze, czy też krótkoterminowi spekulanci. Przy tak dobrych nastrojach, jak obecnie panujące na naszym runku, świadkami testu linii trendu powinniśmy być już w przyszłym tygodniu.

Paweł Cymcyk
Autor jest analitykiem A-Z Finanse