Od początku roku WIG wzrósł o 10 proc., w tym małe spółki prawie 13 proc. Inwestorzy przeprosili się też w końcu z blue chipami, które zwyżkowały o 8,5 proc. I choć daleko do euforii, jaka panuje chociażby na niemieckiej giełdzie, gdzie główny indeks wzrósł o 20 proc., to jednak niektórzy eksperci głośno mówią o potrzebie korekty, która przygotowałaby grunt pod kolejną falę zwyżek.

— Jak to w hossie bywa, pojawiają się sygnały przegrzania — m.in. nieuzasadnione zwyżki niektórych spółek, wysyp ofert private placement i publicznych — zauważa Marek Buczak z Quercus TFI.
Ważniejsze jest otoczenie
Dodatkowo maj na giełdzie był historycznie najsłabszym miesiącem, co najlepiej opisuje znane giełdowe powiedzenie „Sell in May and go away”. Zdaniem zarządzających z TFI, otoczenie makroekonomiczne nie pozwoli jednak rynkowi mocno się przecenić, tym bardziej że poziom wycen większości spółek w dalszym ciągu jest atrakcyjny, a Europejski Bank Centralny pompuje miliardy w system finansowy, zwiększając jego płynność.
— Każde powiedzenie może się sprawdzić na rynku akcji, ale nie widzę dziś racjonalnych przesłanek do sprzedawania akcji. Wyceny są relatywnie niskie, stopy procentowe zachęcają do poszukiwania ryzyka i gospodarka ma najlepszy zbieg kilku pozytywnych trendów — cykl inwestycyjny, poprawa w Europie Zachodniej oraz napływ pieniędzy unijnych. Nie widać również nadmiernego optymizmu, który zagrażałby rynkowi w średnim terminie — uważa Jarosław Lis z BPH TFI.
Podobnego zdania jest Krzysztof Cesarz z Ipopema TFI, który uważa, że wyczekiwanie korekty na rynku byka nie ma sensu. Bo nawet jeśli korekta przyjdzie, to będzie płytka (2-4-proc.) i krótka.
— Środek roku jest statystycznie słabszy dla rynków akcji i wydaje się, że po bardzo mocnym otwarciu roku 2015 rynki mogą zachowywać się słabiej. Uważam jednak, że nie dojdzie do znaczącej korekty. Należy oczekiwać raczej trendu bocznego w niewielkim paśmie wahań. Z jednej strony w Europie widać chęć do sprzedaży akcji przez inwestorów, którzy zdążyli już sporo zarobić. Z drugiej jednak strony w ciągu ostatnich kilku miesięcy osłabienia rynkowe były natychmiast wykorzystywane do uzupełniania portfeli akcji — uspokaja dr Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI.
Duże spółki na cenzurowanym
Specjaliści uważają, że ryzyko korekty w większym stopniu dotyka indeksu WIG20, o którego notowaniach w największym stopniu decydują inwestorzy zagraniczni.
— Gdyby korekta wystąpiła, to nie będzie tak okazała jak ta na niemieckiej giełdzie z prostej przyczyny — WIG20 od początku roku urósł o połowę mniej niż DAX. mWIG40 może zaliczyć korektę związaną nie tyle z sytuacją na rynkach, co z faktem, że inwestorzy mogą chcieć przenosić się na spółki o mniejszej kapitalizacji, które są tańsze — uważa Bartosz Arenin z AgioFunds TFI.
Eksperci przekonują, że firmom z indeksu sWIG80 korekta raczej nie zagraża, mimo że umacniająca się polska waluta może mieć negatywne przełożenia na konkurencyjność i w perspektywie 2-3 kwartałów odbić się na wynikach tych z nich, które mają znaczący udział eksportu w przychodach. Zarządzający uważają jednak, że giełdowe „misie” uzależnione są od napływów do funduszy akcyjnych, które w ostatnim miesiącu zaczęły przybierać na sile.
— Perspektywy mniejszych firm są lepsze niż tych z WIG20. Krajowi inwestorzy bardziej gustują w małych i średnich spółkach. Poza tym wyceny części z nich są ciągle niższe niż jeszcze 12 miesięcy temu. Dodatkowo powinien utrzymać się pozytywnytrend napływów do funduszy akcji. Dlatego uważam, że jest spory potencjał do dalszych zwyżek w tym segmencie — przewiduje Marek Buczak.
Uwaga na Grecję
Zdaniem specjalistów, większe zawirowania na rynkach mogą się pojawić tylko wtedy, gdy wydarzy się coś, czego inwestorzy się nie spodziewają.
— Takich negatywnych wydarzeń może dostarczyć Wielka Brytania i jej ewentualna decyzja o wyjściu z Unii Europejskiej. W maju czekają nas wybory parlamentarne w tym kraju. Ich wynik będzie analizowany pod kątem tego zagrożenia. Warto pamiętać, że Wielka Brytania jest płatnikiem netto do budżetu unijnego — przypomina Krzysztof Cesarz.
Bartosz Arenin zwraca też uwagę na coraz bardziej dramatyczną sytuację płynnościową Grecji. Choć w tym wypadku powinien wygrać rozsądek, to jednak wielu inwestorów może chcieć patrzeć na te wydarzenia z boku, co spowoduje krótkookresowy zwrot na rynkach.
— Negatywny grecki scenariusz z pewnością nie przeszedłby bez większego echa na rynkach kapitałowych, gdzie dodatkowo ostatnie dane PMI mogą rodzić pytania o kierunek europejskiej gospodarki wspomaganej sterydami z EBC — dodaje Bartosz Arenin.