Nocleg w pałacu, specjały kuchni dworskiej na stole i piękno przyrody mają stać się źródłem sukcesu hoteli zlokalizowanych w historycznych budynkach.
Hotele historyczne, czyli zlokalizowane w zabytkowych budynkach, związane ze stowarzyszeniem Leisure & Heritage Wypoczynek w Zabytkach, to 126 obiektów oferujących łącznie ponad 3,2 tys. miejsc noclegowych w całej Polsce. W celu zwiększenia szansy konkurowania na rynku kilku spośród ich właścicieli powołało niedawno spółkę Centrum Polskich Hoteli Historycznych.
— Budowę marki rozpoczęliśmy przed 7 laty po to, aby prowadzić wspólne akcje promocyjne. Jednak teraz to za mało. Dlatego pod koniec 2003 r. powstała spółka, której zadaniem jest świadczenie usług m.in. w zakresie promocji itp. Ma ona także prawa do znaku towarowego Luisure & Heritage Wypoczynek w Zabytkach. Firmuje on stowarzyszone obiekty — mówi Nina Schwarzer-Isakiewicz, prezes spółki Centrum Polskich Hoteli Historycznych.
Firma docelowo ma zostać przekształcona w spółkę akcyjną, której walory mają być dostępne dla rodzimego kapitału inwestującego w branży hotelarskiej.
W małym dworku
Hotele historyczne zlokalizowane są przeważnie w małych budynkach. Wynika to głównie z charakteru zagospodarowanych budowli: pałace, dworki, młyny. Zdecydowana ich większość (103 obiekty) ma od 15 do 50 pokoi, tylko 12 placówek to obiekty dość duże (ponad 50 pokoi), a 10 — bardzo małe (do 10 pokoi). Niemal wszystkie dysponują salami konferencyjnymi (łącznie dla ponad 6 tys. osób) oraz zapleczem gastronomicznym.
— Dobra, tradycyjna kuchnia polska to jeden z magnesów przyciagających gości. Promujemy kuchnię staropolską, ziemiańską i regionalną. Korzystanie z miejscowych sprawdzonych producentów czy usługodawców jest jednym ze źródeł sukcesu — podkreśla Nina Schwarzer-Isakiewicz.
Większość hoteli znajduje się w województwach północnych i zachodnich (71), najmniej — w warmińsko-mazurskim (5), podlaskim (6) oraz podkarpackim (5).
— W Polsce wciąż jest jeszcze miejsce dla prowadzenia takiej działalności. Myślę, że liczba obiektów szybko może dojść do 150. Później będzie już ciasno na rynku. Szanse na sukces wciąż będą miały placówki zlokalizowane w pobliżu dużych miast. Zdecydowanie brakuje takich obiektów np. w okolicach Warszawy. Także w województwach północno-wschodnich i południowo-wschodnich nie ma zbyt dużej konkurencji — twierdzi Nina Schwarzer-Isakiewicz.
Hotele historyczne ze względu na szczególny charakter zajmowanych budynków nie podlegają kategoryzacji w ścisłym znaczeniu. Wśród krajowych obiektów przeciętny standard odpowiada trzem gwiazdkom, 15 ma cztery, a dwa — pięć gwiazdek.
Hotele historyczne najczęściej wykorzystywane są jako miejsca spotkań integracyjnych, konferencji czy szkoleń.
— Zdecydowana większość gości to klienci korporacyjni. Jednak o sukcesie obiektów zadecydują w przyszłości turyści indywidualni. Większość tych obiektów oferuje aktywny wypoczynek (konie, rekreacja nad wodą, lasy). Myślę, że szansą dla nich jest turystyka kulinarna, prawie nie znana w Polsce, a bardzo popularna na Zachodzie. Poprawa warunków życia wpłynie, moim zdaniem, na zwiększenie zainteresowania odpoczynkiem w kameralnych obiektach — podkreśla Nina Schwarzer-Isakiewicz.
Stowarzyszenie szacuje średnioroczną frekwencję w obiektach co najmniej na 53 proc.
Twarda ekonomia
Zdaniem Niny Schwarzer-Isakiewicz, większość działających obecnie hoteli historycznych może pochwalić się sukcesem. Jednak to niełatwy biznes.
— Gdy w 1997 r. robiłam bazę danych obiektów, w których zadeklarowano działalność hotelarską i gastronomiczną, doliczyłam się około 380 placówek. Obecnie pozostało z nich około 130. Uwolnienie możliwości zakupu zabytkowych budynków sprawiło, że wiele firm inwestowało bez precyzyjnego planu i zapewnionych środków finansowych. Kończyło się to przeważnie klapą — wyjaśnia Nina Schwarzer-Isakiewicz.
Jej zdaniem, po takich przypadkach nastąpiła zmiana stylu działania. Inwestorzy przystępują do pracy dopiero po skompletowaniu dokumentacji, stosownych pozwoleń i uzyskaniu stabilnego zaplecza finansowego. W ten sposób spółce Integer z Wrocławia udało się uruchomić zamek Kliczków, firmie Construkta Plus pałac Wiejce w Puszczy Noteckiej w grudniu 2003 r., poznańskiej spółce Onyx — pałac Wąsowo.
Największy problem dla inwestorów stanowi uzyskanie źródeł finansowania oraz trudny do precyzyjnego określenia czas trwania modernizacji. Przykładowo, remont obiektu Karpniki pod Jelenią Górą pochłonie około 1,5 mln euro. Kwota ta nie obejmuje pozostałych kosztów modernizacji i wyposażenia wnętrza.
— Warto jednak wchodzić w takie obiekty, jeśli traktuje się je jako inwestycje długofalowe. Przeciętnie czas zwrotu poniesionych nakładów oscyluje w granicach 7-15 lat. I jest to dobry wynik — dodaje Nina Schwarzer-Isakiewicz.