Hulaj pieniądzu, piekła nie ma

JAROSŁAW ROMANOWSKI dyrektor generalny ds. handlu i zabezpieczeń KGHM
opublikowano: 2011-11-02 00:00

CO MYŚLI RYNEK

Stało się. Zrobili to. Wreszcie. To tylko niektóre nagłówki komentarzy dotyczących decyzji podjętych na szczycie państw strefy euro. Tempo, w jakim urosła cena miedzi, indeksy najważniejszych europejskich giełd napawa…, właśnie, czym napawa? Skąd ten optymizm? Czy cokolwiek uległo zmianie, jeśli chodzi o fundamenty? Moim zdaniem powiększono dawkę środka przeciwbólowego. Oczywiście doświadczenie, które zdobył świat po krachu banku inwestycyjnego Lehman Brothers, powoduje, że niekontrolowane bankructwo kraju należącego do Unii Monetarnej skutkowałoby najprawdopodobniej ogromnymi zawirowaniami na rynku finansowym. Dlatego decydenci postanowili kolejny raz kupić czas.

Kilka dni temu na łamach „Pulsu Biznesu” przekonywałem, że rynek miedzi dostarcza pozytywnych informacji. Dowodziły tego choćby zawierane na bieżąco kontrakty na koncentraty miedzi, bardzo niskie premie przerobowe dla tego surowca, świadczące o wysokim popycie na czerwony metal oraz relatywnie wysokie premie fizyczne do miedzi rafinowanej. Stabilnie zachowywały się również oficjalne zapasy miedzi, które stanowią odpowiednik zaledwie dwutygodniowej konsumpcji tego metalu. Podczas tzw. Tygodnia Londyńskiej Giełdy Metali, spotkania branży, które odbyło się na początku października, finalni odbiorcy przekonywali innych uczestników rynku, że ich biznes ma się dobrze, a największa troska dotyczyła pozytywnego „rozwiązania kwestii greckiej”.

Stąd też obserwowana euforia i wszechpanujący optymizm. Rynek metali podstawowych jest pozytywnie skorelowany z amerykańskimi indeksami giełdowymi. Ich wzrost, traktowany jako barometr gospodarki, powoduje, że rośnie i pozytywne postrzeganie perspektyw wzrostu gospodarczego, a ten ostatni wprost przekłada się na wzrost konsumpcji metali.

Pamiętajmy jednak, że utrzymanie pozytywnych nastrojów musi też być wspierane dopływem pozytywnych informacji rynkowych. A tu już w kilkanaście godzin po spotkaniu decydentów w Brukseli pojawiły się problemy z realizacją ich planów. Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej (EFSF) miał być zlewarowany dzięki wkładom pieniężnym z Brazylii i Chin. Brazylia odmówiła od razu, natomiast Państwo Środka w swoim stylu zaprosiło szefa EFSF — Klausa Reglinga do złożenia wizyty. Być może pieniądze na pomoc się znajdą, ale Europa będzie musiała za to zapłacić także polityczną cenę.

Dzisiaj jeszcze jest pięknie, ale mam do Ciebie, czytelniku, tylko jedno pytanie: jakież to realne reformy zostały przyjęte w czasie tego szczytu, aby być optymistą odnośnie do globalnej gospodarki w długim okresie?

Tempo, w jakim urosła cena miedzi, indeksy najważniejszych europejskich giełd napawa…, właśnie, czym napawa? Skąd ten optymizm?