Huta Łaziska, jedyny w Polsce producent żelazostopów, stoi. Zatrzymała produkcję, bo już nie ma na zakup energii, choć płaciła taniej niż inni.
I może tak stać jeszcze do końca maja, a potem zarząd będzie musiał pomyśleć o ogłoszeniu upadłości. Na razie jednak marzy mu się związanie huty z Południowym Koncernem Energetycznym.
Kiedy w środę 24 kwietnia umawialiśmy się z Władysławem Presakiem, prezesem Huty Łaziska, na wizytę w firmie, termin spotkania można było uzgodnić dopiero późnym wieczorem.
— W każdej chwili spodziewam się wezwania do Warszawy. Niewykluczone, że zostanę zaproszony do ministerstwa nawet jutro rano. Nie wykręcam się od rozmowy z panią. Jeśli będę musiał wyjechać, może uda nam się spotkać gdzieś w połowie drogi — zastrzegał prezes.
Wieczorem Władysław Presak zadzwonił z wiadomością, że na razie nie wybiera się do stolicy. Nie wezwano go. Może w przyszłym tygodniu. Ma za to ważne sprawy na miejscu — na Śląsku, i w hucie pojawi się pewnie dopiero po godzinie 11.00. Jeśli nam to odpowiada, zaprasza.
To było dzień po opublikowaniu przez zarząd huty oświadczenia zapowiadającego wstrzymanie produkcji.
— Huta, której 70 proc. kosztów technicznych stanowi koszt zakupu energii, nie jest w stanie dłużej wytrzymać takiej ekonomicznej presji. W związku z tym zarząd Huty Łaziska może zostać w krótkim czasie zmuszony do podjęcia decyzji o wstrzymaniu produkcji — głosiło oświadczenie.
Następnego dnia huta rzeczywiście stanęła.
— Właściwie nie wiem, czy powinienem z panią dzisiaj rozmawiać, a jeśli tak, to w jakim charakterze. Mam wątpliwości, czy mogę jeszcze reprezentować firmę — wita nas w czwartek Władysław Presak, który w przeddzień złożył rezygnację ze stanowiska.
— Zaangażowałem się w tę hutę. Nie chciałbym ogłaszać jej upadłości. Lepiej niech zrobi to następny zarząd — tłumaczy.
Ostatecznie jednak dymisję wycofał, bo — jak mówi — dostrzegł nadzieję. Rozstrzygnięcia powinny zapaść przed 10 maja.
Gabinet prezesa nie imponuje ani wystrojem, ani rozmiarami. Mieści się na pierwszym piętrze budynku dyrekcji. Ceglaną, nieotynkowaną fasadę starego gmachu ożywiają powiewające u wejścia flagi informujące, że w firmie trwa akcja protestacyjna.
— Wiszą tu, odkąd pamiętam — wyjaśnia mi nasz fotoreporter, który odwiedza Hutę Łaziska nie pierwszy raz.
— Mogę powiedzieć pani więcej po to, żeby lepiej wyjaśnić niektóre sprawy. Chciałbym jednak, żeby niektóre moje wypowiedzi nie zostały wydrukowane. Jeśli powiem więcej, łatwiej będzie pani zrozumieć. W trakcie rozmowy będę tylko czasem zaznaczał, że to nie jest do publikacji — zastrzega na wstępie Władysław Presak.
Według prezesa, sytuacja huty jest wyjątkowo trudna od 1993 r. Zawsze miała problemy z płaceniem za energię, której w procesie technologicznym zużywa bardzo dużo. Jako jedyna w Polsce wytwarza żelazostopy — surowiec dla innych hut — na łuku elektrycznym. W 1997 r. w Łaziskach wprowadzono zarząd komisaryczny. Potem w wyniku układu nastąpiła zamiana wierzytelności huty na akcje. Ponad 53 proc. przejął za długi Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny.
Czy kiedy GZE przejęło akcje huty, saldo rozliczeń między dystrybutorem a hutą było zerowe?
— Nie jestem pewien. Niewykluczone, że huta miała jeszcze jakieś zobowiązania wobec GZE — odpowiada Władysław Presak.
Dzisiaj GZE mówi o 192 mln zł.
— Taka kwota w ogóle nie wchodzi w rachubę. Nie ma wątpliwości, że przynajmniej 80 mln zł z tej sumy stanowi wierzytelność, która razem z akcjami trafiła z GZE do firmy Gemi. Nasz obecny właściciel ma na to prawomocny wyrok sądu — twierdzi prezes.
— Jeśli wygramy kilka spraw w sądzie, może się okazać, że GZE jest nam winien znacznie więcej niż żąda od nas. W sprawie deliktowej, o niedopełnienie obowiązków właścicielskich, domagamy się od GZE 160 mln zł. Oczekujemy też rozstrzygnięcia kwestii cen przesyłu oraz zasadności wstrzymania przez dystrybutora dostaw energii do huty. Nasze roszczenia w tej ostatniej sprawie sięgają 30 mln zł miesięcznie, począwszy od listopada — mówi Władysław Presak.
Sprawą wstrzymania lub kontynuowania dostaw energii do huty zajmował się w ubiegłym roku Urząd Regulacji Energetyki. Prezes URE najpierw nakazał hutę włączyć, a potem zmienił zdanie, uznając, że GZE miał prawo zaprzestać zasilania. Chodziło jak zwykle o pieniądze.
Poprzedni zarząd w 1998 r. rozpoczął restrukturyzację zatrudnienia, którą dokończył obecny. Wcześniej huta zatrudniała 1500 osób. Dziś 750.
— I to jest na dzisiaj stan optymalny. Nie ma rezerw, bo 10 czy 15 osób to nie są rezerwy — komentuje prezes.
Średnia płaca wynosi 2,5 tys. zł brutto. Zarząd twierdzi, że fundusz płac nie jest polem do oszczędności. Udział kosztów pracy w kosztach ogółem to około 15 proc. Od czterech lat nie było podwyżek.
Zdaniem Władysława Presaka, najpoważniejszym, a właściwie jedynym, ciężarem dla huty jest energia.
— W ciągu ostatnich trzech lat doprowadziliśmy do blisko 25- -proc. ograniczenia zużycia prądu. Mamy w tej chwili wskaźniki na poziomie zbliżonym do najlepszych producentów w Europie. Możliwości dalszych oszczędności są minimalne. Przy pewnych działaniach technicznych można by jeszcze trochę zaoszczędzić, ale naprawdę niewiele. 2-3 proc. to są szczyty możliwości. To nas nie zbawi, nie uratuje — ocenia szef huty.
— Zjechaliśmy też z kosztami surowca — kwarcytów: z 86 do 60 zł za tonę, doprowadzając przy tym jeden zakład niemal do ruiny. W ubiegłym roku zaczęliśmy sprowadzać kwarcyt z Ukrainy. Tańszy i lepszej jakości. Jeśli dostałbym w kraju niższą cenę energii, mogę się zobowiązać, że będę kupował cały surowiec w Polsce — z kopalni Bukowa Góra. Ale proszę zrozumieć, że na cenie kwarcytu mogę zarobić najwyżej 1-1,5 mln zł przez cały rok. Jeśli zwolnię 100 ludzi, zyskam 3,5 mln, a jeżeli obniżę cenę prądu o 10 proc., to mam 10 mln zł. Nie ma innych możliwości obniżki kosztów — dodaje.
Huta oczekuje rozwiązania swoich problemów od rządu. Mimo że jest prywatna. Zdaniem prezesa, źródłem wszystkich nieszczęść jest brak rynku energii, której większość objęta jest drogimi kontraktami długoterminowymi. O konieczności szybkich rozwiązań mówi już kolejny rząd. I co? I nic.
— Na mocy rozporządzenia huta płaci za przesył energii najtaniej w kraju — po 18,50 zł za MWh. Ma też tańszą niż inni energię — podkreśla Piotr Kołodziej, prezes GZE.
— Płacimy tyle, co inni. Po wejściu akcyzy, która była tylko gwoździem do trumny, prąd do produkcji eksportowej kosztuje nas razem z przesyłem 120 zł, a do krajowej — prawie 140 zł. Czyli znacznie drożej niż naszych konkurentów z Europy Zachodniej. A żelazostopy musimy sprzedawać po cenach europejskich, czyli w naszym przypadku — poniżej kosztów. Tymczasem Huta Łaziska jest ewenementem w polskim hutnictwie. Mamy nie tylko możliwości produkcyjne, ale też możliwość sprzedaży 100 proc. swojej produkcji — i to na eksport. Mamy rynek. Chcę to bardzo podkreślić — mówi Władysław Presak.
Przy braku rozwiązań rynkowych za obniżkę cen energii dla huty musieliby zapłacić inni odbiorcy. Tyle że relacja cen energii dla odbiorców przemysłowych i indywidualnych jest w Europie Zachodniej odwrotna niż u nas. W Polsce duzi dopłacają do małych.
— Wiadomo, w kraju jest bieda, ludzie nie mają za co żyć. Ale w tej sytuacji trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy lepiej zapewnić niską cenę energii konsumentowi, czy producentowi, który daje pracę, płacę i pobudza gospodarkę — mówi szef huty.
Związkowcy z huty widzą ratunek za płotem, którego nie ma — w Elektrowni Łaziska, teraz już integralnej części Południowego Koncernu Energetycznego. Oba zakłady stoją od siebie niemal na wyciągnięcie ręki. Gdyby zbudować linię energetyczną, przesył energii byłby prawie za darmo.
— Taka inwestycja kosztowałaby około 5 mln zł, a na czysto wyszedłbym już po pół roku — mówi prezes Presak.
Problem w tym, że w Łaziskach nie ma energii. I to mimo ponad 30-proc. nadwyżki mocy produkcyjnych w kraju. Nie ma jej, w każdym razie, za cenę, jaką chciałaby płacić huta.
Dlaczego?
— 100 proc. energii z El Łaziska jest zakontraktowane i sprzedawane do PSE — odpowiada krótko Jan Kurp, prezes PKE.
Oczywiście nie zawsze PSE odbierają całość, ale nawet jeśli tego nie robią, płacą koncernowi za utrzymywanie rezerw. Wiadomo, nadwyżki mocy.
Na PKE ogląda się także zarząd huty. Najświeższy pomysł, podchwycony przez związkowców, to włączenie huty w struktury koncernu.
— HŁ, podobnie jak inne firmy, powinna funkcjonować w dużym układzie gospodarczym. Tylko że w naszym przypadku układ hutniczy nie ma sensu. Dla polskich hut zakup żelazostopów może stanowić zaledwie 1 proc. kosztów. Dla nas najważniejszym składnikiem kosztów jest energia. Jednocześnie dla energetyki stanowimy dużego odbiorcę o wyjątkowo dobrej charakterystyce zużycia. Dlatego powinniśmy powiązać się z energetyką — bez względu na charakter tych powiązań. Teoretycznie huta może nawet przestać istnieć jako odrębny podmiot. Może zamienić się w zakład produkcji żelazostopów elektrowni X — twierdzi prezes.
— Jakie rysują się szanse? Nie oszukujmy się. Jeśli chcemy powiązać się z energetyką, to wiadomo, że z PKE. Technika jest prosta. Tam właścicielem jest państwo. Można podwyższyć kapitał. Można płacić za prąd obligacjami zamiennymi na akcje. Rozwiązań technicznych jest mnóstwo. Tylko najpierw ktoś w resortach gospodarki i skarbu musi dojść do przekonania, że ten organizm warto utrzymać albo przynajmniej stworzyć mu warunki umożliwiające przetrwanie przez trzy lata — mówi Władysław Presak.
Jan Kurp nie chce komentować pomysłu włączenia huty do PKE.
— Były prowadzone takie rozmowy, analizy, ale nie jest to prosty temat i nie ma łatwych rozwiązań. Jeśli taka operacja miałaby być biznesem dla PKE, nie mogę jej wykluczyć — mówi szef koncernu.
Jak twierdzi, nic mu nie wiadomo o tym, żeby sprawą miało się zajmować któreś z ministerstw.
Zamki na piasku
Władysław Presak, szef Huty Łaziska twierdzi, że ministerialni urzędnicy gwarantowali firmie pomoc, która pozwoli jej przetrwać do czasu wprowadzenia zmian na rynku energii.
„Puls Biznesu”: Kiedy w lutym uruchamialiście hutę po trzech miesiącach postoju, wiedzieliście, na jakich warunkach będziecie działać?
Władysław Presak: Mieliśmy świadomość, że przy tych cenach nie damy sobie rady. Ale zapewniano nas, że będą stworzone rozwiązania pomostowe, które pozwolą nam przetrwać do czasu systemowego rozwiązania problemu rynku energii.
„PB”: Kto konkretnie Państwa zapewniał?
W.P.: Zapewniano nas w rozmowach w ministerstwie.
„PB”: Ale kto? Przecież mówimy o urzędnikach. Osobach publicznych — odpowiedzialnych za własne słowa... Minister Andrzej Szarawarski?
W.P.: Minister Szarawarski mówił, że powinno się stworzyć rozwiązania systemowe.
„PB”: To żadna nowość. Powtarzają to już od lat kolejni ministrowie kolejnych rządów.
W.P.: Nie mam na to papieru, ale... Takie rozwiązanie jest możliwe. Najlepiej byłoby stworzyć sobie własne źródło prądu, ale nas na to nie stać, właściciela nie stać — nie ma o czym mówić. Ale nawet gdybyśmy mieli na to pieniądze, przecież w kraju i tak jest nadpodaż energii.
Trudny alians z PKE
@rtykuł opublikowany w ,,PB’’ 29 kwietnia dotyczący pomysłu związkowców z HŁ włączenia huty do Południowego Koncernu Energetycznego wzbudził wiele komentarzy czytelników portalu internetowego CIRE.
- Hahaha: Śmiechu warte!!!
- Mentor: To kolejny dowód na to, jak mocno oderwane od rzeczywistości są pomysły związkowców. Po co zatem działają związki? Czy nie widzicie Panowie różnicy między branżą hutniczą i energetyczną? Poszukajcie sobie lepiej nowej pracy, bo huta jest prywatna, a zarząd najwidoczniej sam chce rozłożyć hutę.
- Piotr: Prima aprilis, czy co ?
- XXX: Już nie ma na kogo zwalić winy — wszak GZE nie sprzedaje energii hucie. Może da się na to nabrać PKE.
- Powerman: PKE musi unieść akcyzę, górników i kolejarzy, i to już wystarczy!
- Unionvision: Wystarczy popatrzeć na rozwiązania w Niemczech, Francji czy Hiszpanii. Tam związki wytwórców energii z dużymi konsumentami są już dawno praktykowane. Ale niektórzy rozmówcy piszą tylko, by coś napisać.
- Radosław: Ale magiel. Ale do rzeczy. Prezes Kurp musi być zachwycony tą propozycją nie do odrzucenia ze strony związkowców huty. Połączona z PKE huta będzie zużywała własną (czyli PKE) energię na potrzeby własne. Nie trzeba będzie jej ani przesyłać, ani nawet kupować, bo huta przyłączy się do Elektrowni Łaziska. Wszystko utonie w wielkim worku pt. PKE. Ale to oznacza, że PKE o giełdzie może zapomnieć. Wyobrażam sobie prospekt emisyjny z opisem ryzyka związanego z hutą. Oczywiście do PKE wejdzie sama część produkcyjna huty, a długi wobec GZE sobie gdzieś zostaną, tzn. tam, gdzie nie ma żadnego majątku na ich zaspokojenie.