Huta Ostrowiec: nadmiar pomysłów szkodzi

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2002-07-24 00:00

Huta Ostrowiec upadła. Jak to zwykle bywa rozpoczyna się polowanie na czarownice. Lista jest długa. Stalexport winą za bankructwo obarcza lokalne władze, z kolei menedżerowie stalowej firmy — mianowani przez ostrowiecką gminę — bez zmrużenia oka wskazują na katowicki holding oraz Ministerstwo Gospodarki.

Prawda o winie za upadłość Huty Ostrowiec leży zapewne — tradycyjnie — gdzieś po środku. A najbardziej prawdopodobne jest to, że za bankructwo huty odpowiedzialni są wszyscy, którzy uczestniczyli w tych rozgrywkach. Od miesięcy prześcigają się bowiem w rewelacyjnych pomysłach na uzdrowienie przedsiębiorstwa, tocząc słowne batalie, czyj pomysł jest lepszy. A działań zmierzających do uzdrowienia przedsiębiorstwa jak nie było widać, tak dalej nie ma.

Dowody? Bardzo proszę. Stalexport zamierzał podzielić hutę i poszczególne segmenty sprzedać inwestorom. Nic z tego nie wyszło. Z kolei gmina chciała włączyć zakład do holdingu Polskie Huty Stali. Chciała. Jedno, co się udało, to w rekordowo szybkim czasie dwóch dni ogłosić upadłość zakładu. Obecnie zarządcy zakładu już nie myślą o fuzjach, bo skupiają się na wyborze inwestora, który przejmie majątek zakładu — najchętniej w całości, ale jeśli będzie to konieczne hutę trzeba będzie podzielić.

Jest to pomysł nie gorszy niż poprzednie. Czas jednak pokaże, czy lepszy. Hutę Ostrowiec można uratować — pod warunkiem jednak, że wszystkim zainteresowanym stronom będzie na tym zależało i kolejny program naprawczy nie pozostanie na papierze. Inaczej znów prorocze okażą się napisanie pięć stuleci temu słowa Mikołaja Reja. „Ksiądz wini pana, pan księdza, na prostym (czyli prawie 2 tys. osób zatrudnionych w hucie) zewsząd nędza”.