Hutmen miał trupa w szafie

Kamil Zatoński
opublikowano: 2007-04-17 00:00

Straty na hedgingu mogą przekroczyć zyski z działalności operacyjnej

Akcjonariusze Hutmenu muszą przełknąć kolejną gorzką pigułkę. W sobotę wieczorem spółka poinformowała, że należąca do grupy kapitałowej Huta Metali Nieżelaznych Szopienice poniosła (na razie niezrealizowaną) stratę na kontraktach terminowych na metale. Zawarto je podobno niezgodnie z procedurami, za co głową zapłacił już prezes Zbigniew Przebindowski. Na 13 kwietnia ujemną wartość krótkich pozycji na miedź i cynk wyceniono na 44 mln zł. To więcej, niż Hutmen zarobił w sumie w ciągu ostatnich pięciu lat. Nic więc dziwnego, że inwestorzy w panice pozbywali się walorów wrocławskiej firmy, a kurs spadał na początku sesji nawet o 15 proc.

Rozczarowanie jest tym większe, że jeszcze 10 dni temu mogło się wydawać, że dla inwestujących w Hutmen wreszcie zaświeciło słońce. Kurs wybił się z nudnej konsolidacji i przy sporych obrotach w ciągu trzech sesji zyskał 33 proc., co można było wiązać ze wzrostem cen miedzi i nadzieją na ekstrazyski dla spółki. Z dzisiejszego punktu widzenia tamten wyskok można uznać za dystrybucję, bo kolejne trzy sesje zakończyły się w sumie spadkiem o 15 proc., a wczoraj już na otwarciu nie było złudzeń.

Trudno się jednak temu dziwić, bo zarząd producenta i dystrybutora wyrobów z miedzi po raz kolejny zawiódł akcjonariuszy. Brak kontroli nad tak delikatną i wymagającą umiejętności działką, jak transakcje zabezpieczające, nie wystawia menedżerom Hutmenu najlepszej cenzurki. Wątpliwości są tym większe, że pod koniec marca spółka informowała o udzieleniu przez jeden z banków kredytu odnawialnego w rachunku bieżącym na rzecz podmiotu dominującego (wysokości 5 mln zł), Szopienic (20 mln zł) i WM Dziedzice (25 mln zł). Czy część tych środków poszła na uzupełnienie depozytów zabezpieczających otwarte kontrakty? W komunikacie zarząd Hutmenu zapewnia jednak, że nie zwlekał z poinformowaniem o potencjalnych stratach.

Pierwsze krótkie pozycje (a więc takie, na których zarabia się tylko wtedy, kiedy cena instrumentu bazowego spada) trzeba będzie zamknąć już w kwietniu, a kolejne najpóźniej w lipcu. Kontrakty zawierano na miedź i cynk w najgorszym z możliwych momentów — w styczniu i lutym, czyli akurat wtedy, kiedy ceny obu metali zanotowały dołki. Średni kurs miedzi w dwóch pierwszych miesiącach roku wyniósł 5,7 tys. USD za tonę. Obecnie cena przekracza 7,7 tys. USD, jest więc o jedną trzecią wyższa. Trendu nie udało się też właściwie wyczuć na cynku: na początku roku płacono za niego średnio poniżej 3,2 tys. USD za tonę. Obecnie cena jest wyższa o blisko 10 proc. Nic nie wskazuje na to, by do momentu, kiedy nastąpi rozliczenie, ceny spadły do poziomów, które wyraźnie zmniejszą straty. Nawet jeśli Hutmen powtórzy ubiegłoroczny zysk netto (37,9 mln zł), o co łatwo nie będzie, to może to nie wystarczyć, by pokryć straty z działki finansowej.