Krajowi producenci wyrobów stalowych nie chcą oddać pola zagranicznym rywalom. Branżowi eksperci zapowiadają, że nie zrezygnują z restrukturyzacyjnych zamierzeń, mimo że Unia Europejska ma do nich wiele zastrzeżeń.
Cezary Banasiński, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, oraz Alexander Schaub, dyrektor departamentu ds. konkurencji w Komisji Europejskiej, podkreślili, że jedną z największych przeszkód w negocjacjach dotyczących wejścia Polski do UE będzie kwestia restrukturyzacji polskiego hutnictwa. Dyrektor Schaub dodał, że głównym problem będzie tu sprawa pomocy publicznej dla stalowej branży i określenie prognozy zdolności wytwórczych krajowych producentów stali.
Ewa Freyberg, wiceminister gospodarki, która prowadziła z Alexandrem Schaubem, rozmowy na temat hutnictwa, podkreśla jednak, że program restrukturyzacji naszych hut jest przez UE pozytywnie zaopiniowany. Dla KE natomiast najważniejsze jest, by około 20 kwietnia mogła przedstawić w Brukseli projekty naprawcze poszczególnych spółek. Jeśli huty nie wywiążą się z terminu, MG samo przygotuje programy. Do resortu gospodarki wpłynęło już 13 takich programów. Łącznie powinno ich być ponad 20.
— Nie musimy zakończyć restrukturyzacji sektora hutniczego do momentu wejścia Polski do UE. Mamy na to czas do 2010 r. Jest jednak kilka warunków, które należy szybko spełnić. Chodzi o jasną wizję restrukturyzacji branży, zgodną z zasadami wolnej konkurencji i atrakcyjną dla inwestorów zagranicznych — mówi Janusz Kaczurba, wiceminister gospodarki.
Krzysztof Dąbrowski, zastępca dyrektora Departamentu Restrukturyzacji Przemysłu w MG, zapewnia, że UE może zaakceptować publiczną pomoc pod warunkiem, że huty zagwarantują, że nie pójdzie ona na marne i wkrótce nie będzie konieczne kolejne wsparcie.
W ramach publicznej pomocy huty mają ustawowo zagwarantowane odroczenie płatności zobowiązań budżetowych do 2005 r. To z kolei oznacza odroczenie około 600 mln zł wpływów do budżetu. Ustawa o restrukturyzacji hutnictwa gwarantuje też stalowym spółkom, że część ich zobowiązań zostanie spłacona obligacjami Agencji Rozwoju Przemysłu (ma ona wyemitować papiery wartości 600 mln zł, gwarantowane przez SP). Ponadto w latach 2002-2003 na restrukturyzację hutnictwa zostanie wyłożone 80 mln zł
— Nasza pomoc dla hutnictwa jest zgodna z prawem, wsparcie będzie udzielane na warunkach komercyjnych, jego celem będzie umożliwienie prywatyzacji branży — mówi Arkadiusz Krężel, prezes ARP.
Polska nie będzie oponować przeciwko ograniczeniu zdolności produkcyjnych. W 2001 r. sięgnęły one 11,65 mln ton stali i były wykorzystywane zaledwie w 75 proc. Nie należy jednak spodziewać się, że prognozy hut będą zakładały znaczne ograniczenia mocy. Jerzy Podsiadło, prezes hut Katowice i Sendzimira, podkreśla, że obie huty oraz Cedler, Florian i Częstochowa, by być rentowne, muszą rocznie wytwarzać 8 mln ton stali.
Program restrukturyzacji zakłada natomiast, że wzrośnie produkcja wyrobów głęboko przetworzonych — z ponad 6 mln ton w roku ubiegłym do 7,8 mln ton w 2005. I wiele wskazuje na to, że to głównie jest solą w oku UE. W krajach „piętnastki” nadprodukcja stali sięga bowiem około 10 mln ton.
Wiele wskazuje na to, że wkrótce w rozmowach z UE może pojawić się kolejny problem. Wczoraj Jacek Piechota, minister gospodarki, zapowiedział, że w odpowiedzi na zamknięcie rynku amerykańskiego i wprowadzenie kontyngentów przez UE, Polska także nie wyklucza wprowadzenia limitów importu.