I znowu ta cholerna koniunktura

Adam Sofuł
opublikowano: 01-12-2006, 00:00

Główny Urząd Statystyczny od kilku dobrych miesięcy zamienił się w ministerstwo dobrych wiadomości i przy każdej nadarzającej się sposobności bombarduje nas danymi, z których wynika, że Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej. Nic dziwnego, że rząd promienieje dumą i obwieszcza wszem i wobec, że oprócz niewątpliwych osiągnięć politycznych, jaką jest likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych, ma na swoim koncie także sukcesy gospodarcze. Wskaźniki przecież nie kłamią.

Rząd Jarosława Kaczyńskiego nie jest rzecz jasna pierwszym, a i zapewne nie ostatnim, który szczyci się wzrostem produktu krajowego brutto i spadkiem bezrobocia. Podobnie jak poprzednie, zapomina też o rzeczywistych autorach tego gospodarczego sukcesu — o setkach tysięcy polskich przedsiębiorców, którzy wciąż zmagając się z większą od obiecywanej biurokracją i płacąc wyższe od obiecanych podatki, pracują w pocie czoła, by zarobić na życie. A że — parafrazując nieco hasło z czasów realnego socjalizmu — pracując dla siebie, pracujesz dla kraju, ich wysiłek pozwala kolejnym rządom chodzić w blasku chwały.

Ekonomiści dodaliby jeszcze, że przedsiębiorcy wykorzystali dobrą koniunkturę gospodarczą. To dla rządu nigdy nie był przekonujący argument. Dla kolejnych rządów koniunktura była bytem tyleż zagadkowym, co złośliwym. Jeżeli prześledzić wypowiedzi członków kolejnych rządów z ostatnich kilkunastu lat, można wysnuć wniosek, że wzrost gospodarczy nigdy nie był powodowany dobrą koniunkturą, lecz zawsze światłymi poczynaniami obecnie panujących. Koniunktura (i praktycznie tylko ona) zawsze była obwiniana jedynie o kłopoty gospodarcze. Jeżeli zaś za spowolnienie gospodarki był odpowiedzialny jakikolwiek rząd, to zawsze ten poprzedni. A i tak wywołani do tablicy członkowie poprzedniego gabinetu prędzej czy później wskazywali koniunkturę jako winną zaistniałego stanu rzeczy.

Często zresztą w tych tłumaczeniach jest sporo racji, bo zła koniunktura istotnie pogarsza wyniki gospodarcze bez winy rządzących. Winą rządów jest to, że okres dobrej koniunktury przesypiają w samozadowoleniu, zamiast przygotowywać się na cięższe czasy. Reformę finansów publicznych da się też zrobić w okresie spowolnienia gospodarczego (i zapewne wtedy dopiero jej doczekamy, jak już nie będzie innego wyjścia), ale wówczas będzie ona musiała być znacznie bardziej radykalna, dużo bardziej bolesna i o wiele kosztowniejsza, może nawet zbyt kosztowna. Podobnie z redukcją kosztów pracy — łatwiej ją zrobić wówczas, kiedy budżet nie jest zagrożony, niż kiedy trzeba gorączkowo łatać deficyt.

Doświadczenie ostatnich lat uczy nas jednak, że kolejne rządy uśpione dobrymi wynikami gospodarczymi tonęły w samozadowoleniu i przekonaniu o własnej nieomylności. Gdy koniunktura płatała figla, na reformy było już za późno. Trudno dziś jeszcze powiedzieć, czy rząd Jarosława Kaczyńskiego czegoś się nauczył od poprzedników, czy też musi przejść proces edukacji na własnych błędach. Jeżeli mielibyśmy coś rządowi (i wielu następnym) sugerować, to mamy taki nieśmiały apel — niech nie zapomina o rzeczywistych autorach tego sukcesu. Ułatwiajcie przedsiębiorcom działalność, obniżajcie podatki, twórzcie dobre, jasne i stabilne prawo, likwidujcie biurokrację. Przedsiębiorcy się wam odwdzięczą. Nie, nie chodzi o żadne korupcyjne propozycje. Broń Boże. Po prostu będziecie jeszcze mogli przez długie lata chwalić się znakomitymi wynikami gospodarczymi i chodzić w glorii autorów ekonomicznego cudu. Przedsiębiorcy oddadzą wam te zaszczyty bez zmrużenia oka. Im chodzi tylko o to, aby spokojnie pracować, a wy to przecież tak lubicie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu