Po raz kolejny w tym tygodniu sesja na warszawskim parkiecie zakończyła się deprecjacją większości akcji, jak i kontraktów terminowych opartych o indeksy. Te ostatnie, straciły dziś ponad 2%. Zamknięcie 1028 pkt. jest tylko o osiem punktów wyższe od kursu minimalnego sprzed miesiąca. Gdyby brać pod uwagę wyłącznie ceny ostatnich transakcji, to niżej już nie było. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku indeksu WIG20. Najniższe zamknięcie od blisko roku. Tak źle, ostatnio tylko było po wydarzeniach w Nowym Yorku. Obawiam się, że w tym roku i bez tych wydarzeń GPW poprawi swoje niechlubne osiągnięcia.
Zgodnie z moimi wczorajszymi przypuszczeniami futuresy na początku dzisiejszej sesji pozwoliły zarobić na długiej pozycji. Skala tego zysku była jednak bardzo nieznaczna. Rynek otworzył się sześć punktów powyżej wczorajszego zamknięcia. W trakcie sesji wynik ten został poprawiony o zaledwie jeden punkt. Od momentu włączenia się do gry inwestorów akcyjnych futuresy już przeważnie zniżkowały. Gwałtowne ruchy wyhamowywały przy 1044 pkt., 1039 pkt. i 1032 pkt. Ten ostatni poziom był wielokrotnie testowany, a tworzące się silne wsparcie w tym rejonie pozwoliło wzbić się kontraktom nawet do 1046 pkt. Na pół godziny przed końcem notowań, gdy do naszych traderów dołączyli bracia zza „wielkiej wody” rynek ponownie się załamał, a gdy w chwili naszego zamknięcia indeks DOW JONES tracił 200 pkt. u nas była już tylko rozpacz i paniczna wyprzedaż. Ostatecznie zamknięcie wyniosło 1028 pkt., co jednocześnie było najniższym kursem zawartej transakcji.
Po takich sesjach, jakie miały miejsce ostatnimi czasy, nie oczekiwałbym jutro większego odwrotu. Przy tak niskim zamknięciu jutro przyjdzie kolej na ponowne przymusowe rozstanie byków z ich pozycjami. Jak wiadomo, zlecenia interwencyjne nigdy nie wpływały optymistycznie na ogólny obraz rynku. W każdym razie jutrzejsza sesja może być wyjątkowo pasjonująca. Mamy szanse, od blisko roku, ponownie zagrać w „tysiąca”.
Paweł Gołębowski