IDMSA.PL: smutne zakończenie sesji...

opublikowano: 2002-07-12 17:39

Dzisiejszą sesję na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych S.A. można podzielić na dwie części: tę do godz. 15.30 i tę po 15.30. Pierwsza z nich była całkowicie monotonna, może poza początkową fazą, druga zaś, pod wpływem pogorszenia „nastrojów” w Stanach Zjednoczonych, charakteryzowała się gwałtownym spadkiem wartości kontraktów z jednoczesnym ustanowieniem nowego minimum na zamknięciu.

Notowania na serii FW20U2 rozpoczęły się po 1176 pkt. Jeszcze przed 10.00 futuresy ustanowiły swoje maksimum 1181 pkt. Początek sesji zapowiadał się pomyślnie dla posiadaczy długich pozycji liczących na jakieś odbicie. Pomogło w tym pozytywne zamknięcie giełd amerykańskich, gdzie zarówno indeksy DOW JONES, jak i NASDAQ odrobiły straty z początku notowań. Stało się jednak inaczej. Wraz z uruchomieniem kwotowań akcji na parkiecie zaczęli dominować „krótcy”. W przeciwieństwie do ostatnich sesji spadki były jednak dość łagodne i rozłożone w czasie. Minimum lokalne ustanowiono kwadrans po 12.00 – 1170 pkt. Od tej wartości rynek zaczął odrabiać wcześniejsze straty i parokrotnie próbował się zbliżyć w okolice 1180 pkt. Jednakże czterokrotnie nieskutecznie. Impuls zza oceanu dolał oliwy do ognia. Skoro kontrakty nie były w stanie się wybić w górę musiały skorzystać z drugiego rozwiązania – wybicia w dół. W przeciągu paru minut futuresy przeceniono o 16 punktów i tylko zbliżający się koniec sesji powstrzymał przed dotkliwszymi spadkami. Ostatecznie zamknięcie ustalono na 1163 pkt.

Z jednej strony chciałoby się rzec, że to tylko dwa punkty poniżej kursu wczorajszej ostatniej transakcji, więc spadki nie są największe, ale z drugiej strony, inwestorzy wyczekiwali dzisiaj wzrostów i takie zamknięcie jest najgorszym z możliwych. Nasuwa się pytanie: skoro dziś nie było stać GPW na ruch korekcyjny w górę, to pytanie, kiedy? Na pewno nie na najbliższej sesji. Początek przyszłego tygodnia zapowiada się źle i kolejne dołki na indeksie WIG20 i futuresach indeksowych wiszą w powietrzu.

Paweł Gołębowski