Idzie polityczne tornado. Czego się bać, w czym upatrywać szans

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2024-11-06 09:06

Donald Trump wygrywa wybory prezydenckie w USA. Inwestorzy giełdowi w Stanach się cieszą, ale w Europie nastroje będą gorsze. Trump będzie bardzo dużym wyzwaniem dla Polski i Europy, ale spróbujmy odnaleźć też jakieś nadzieje.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Donald Trump wygrał z zaskakująco wysoką przewagą. W najważniejszych stanach, w których walka miała być wyrównana, takich jak Pensylwania, Karolina Północna, Georgia, Michigan, czy Wisconsin, osiągnął przewagę rzędu 2 pkt proc. Co jeszcze ważniejsze, wynik kandydata republikanów poprawił się w porównaniu do poprzednich wyborów w 48 na 50 stanów oraz w 2367 na 2607 hrabstw, dla których dostępne były tego typu dane. I jeszcze istotniejsze: wzrósł w zdecydowanej większości grup społecznych, w tym m.in. wśród wszystkich grup rasowych.

Na rynkach finansowych widać było w środę duże ruchy. Dolar znacząco umacniał się wobec wszystkich walut, a najbardziej wobec walut Europy Środkowej, czyli złotego, korony czeskiej i forinta. Te pierwsze ruchy mogłyby sugerować, że inwestorzy wyceniają zwiększone ryzyko geopolityczne. Aczkolwiek nie było to widoczne zupełnie na giełdach, więc na razie ruchy walut można traktować jako odzwierciedlenie bardziej gry na zmiany stóp procentowych, a nie na zmiany sytuacji politycznej. Amerykański indeks giełdowy S&P500 rósł o 2 proc., Trump jest bowiem uznawany za kandydata korzystnego dla amerykańskich spółek. Ale warszawski WIG też zyskiwał, tyle że 0,5 proc. Jednocześnie rosły rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji, ponieważ istnieje podwyższone ryzyko inflacyjne związane z cięciem podatków i wprowadzaniem nowych ceł. Aczkolwiek ruch cen i rentowności na obligacjach nie jest bardzo duży.

Pytanie, co to wszystko oznacza w perspektywie szerszej niż kilkudniowe wahania na rynkach? Nie mam wątpliwości, że Trump stanowi z punktu widzenia Europy duże wyzwanie.

Krótko o dwóch szerokich zjawiskach, które budzą obawy.

Pierwsze ryzyko to fakt, że Donald Trump reprezentuje stare tradycje amerykańskiego izolacjonizmu (polecam ciekawy tekst Charlesa Kupchana na ten temat w dwumiesięczniku Forreign Affairs), które dla Unii Europejskiej w wielu wymiarach są niebezpieczne. Europa może być zmuszona do zbudowania własnego systemu bezpieczeństwa, co będzie po prostu bardzo trudne z powodu braku determinacji politycznej, zdolności organizacyjnych, czy nawet technologii. Ponadto, Europa zostanie wciśnięta w konflikt między USA, a Chinami bez oczywistych możliwości sojuszu. Szantaż ekonomiczny ze strony USA nie będzie przyjmowany na Starym Kontynencie, ale mocniejsze związanie się z Chinami może być samobójcze. I wreszcie aspekt handlowy: Europa jest bardziej niż USA oparta na eksporcie, więc dekonstrukcja liberalnego systemu handlu uderzy bardziej w gospodarkę europejską niż amerykańską.

Drugie szerokie ryzyko to zasysanie kapitału przez Stany Zjednoczone z globalnych rynków. Jeżeli Trump rzeczywiście będzie prowadził proinflacyjną politykę poprzez ekspansję deficytu fiskalnego oraz podnoszenie ceł, może to doprowadzić do wzrostu stóp procentowych w dolarach – i tym samym w innych walutach – akurat w okresie, kiedy Polska będzie masywnie się zadłużała. Nie chodzi nawet o to, że stopy w USA miałyby wrosnąć, bo to się pewnie nie wydarzy. Ale brak głębokich obniżek stóp w dolarach może zniechęcać globalny kapitał do kupowania polskich obligacji, podnosząc koszty zadłużenia. To będzie oznaczało, że niezbędne wydatki militarne w Polsce będą w większym stopniu „wypłukiwały” inne wydatki, w tym inwestycyjne. Dla gospodarki jest to duże ryzyko.

Ale przecież nie wszystko musi potoczyć się źle. Krótko o dwóch rzeczach, które budzą pewne nadzieje, nawet jeżeli nikłe.

Przede wszystkim, w nieprzewidywalności Trumpa tkwią nie tylko ryzyka, ale też szanse. Podczas Warsaw Security Forum miałem okazję rozmawiać z europejskim dyplomatą, który powiedział taką rzecz: w Ukrainie niektórzy politycy wiążą nadzieję z Trumpem, bo wywrócenie stolika przynosi jakieś możliwości zmiany na lepsze, a Harris to jest kontynuacja dotychczasowej polityki i powolna śmierć dla Ukrainy. Postrzeganie Trumpa jako polityka prorysyjskiego może być błędne, ponieważ w jego otoczeniu jest wiele osób jastrzębio nastawionych do Rosji. Prawda jest taka, że do dużego wzrostu agresywnych zachowań Rosji doszło w okresie prezydentury Baracka Obamy, a później Joe Bidena. Zobaczmy, co Trump będzie miał do zaoferowania w dziedzinie bezpieczeństwa.

Ponadto Trump prawdopodobnie zmusi Europę, by ta w większym stopniu skupiła się na konkurencyjności i wzroście gospodarczym na swoim podwórku. Czyli na tym, co ma zrobić według głośnego raportu Mario Draghiego. Będzie znacznie więcej bodźców, by położyć nacisk na innowacje, budowanie wspólnego rynku, a nieco mniejszy na regulacje zmuszające do szybkiej redukcji emisji gazów cieplarnianych. Nie oznacza to, że polityka klimatyczna ma zostać zawrócona, ale że Unia powinna nieco inaczej ustawić swoje priorytety, w czym dla Polski mogą tkwić pewne szanse.