Jubileuszowe XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie już zapisują się w sportowej historii precedensami. Pierwszy raz w dziejach zawodów letnich i zimowych gospodarzem jest nie jedno miasto, lecz dwie oficjalne współstolice – Mediolan i Cortina d’Ampezzo. Piątkowa znakomita uroczystość otwarcia na stadionie San Siro została telewizyjnie zsynchronizowana z górami, w odstępie kilkunastu sekund w obu współstolicach zapłonęły identyczne znicze. Olimpijczycy defilowali również w dwóch subcentrach Livigno i Predazzo, poza nimi zawody odbywają się jeszcze w dwóch innych doskonale znanych zimowym sportowcom ośrodkach Bormio i Anterselva. Igrzyska po prostu przystawiły pieczątkę pięciu kółek olimpijskich obiektom rozsianym po Alpach i Dolomitach, które już wielokrotnie przyjmowały różne mistrzostwa i puchary świata. To kolejny po letnim Paryżu 2024 organizacyjny powrót do normalności, czyli ograniczenie do minimum kosztownych inwestycji służących przez dwa olimpijskie tygodnie.
Sponsor ubrał tak samo kilka państw
Nasza ekipa na razie popisała się specyficznym precedensem wizerunkowym. Polski Komitet Olimpijski (PKOl) zamówił w Adidasie – u nowego silnego sponsora, czyli gratisowo – stroje dla 60-osobowej (z osobami towarzyszącymi znacznie większej) reprezentacji. Niemiecki producent wykonał jednak krok biznesowo wręcz szokujący i ubrał identycznie także czteroosobową ekipę Albanii oraz 15-osobową Węgier (jedyną różnicą były naszyte nazwy państw), które defilowały alfabetycznie przed Polską i w klasyfikacji modowej skradły nam show. Taki sam krój miały ubiory Adidasa również dla Turcji, jedynie kolor biały zmieniony został na czerwony. Stroje reprezentacji Polski od 1924 r. podczas defilad otwarcia igrzysk bywały najróżniejsze, skromne i wypasione, na zimowych nawet gdy brakowało medali, to w epoce PRL ekipa przynajmniej zachwycała świat kożuszkami – ale taki jak w piątek plagiatowy niesmak nie zdarzył się nigdy.
Publiczność na San Siro mocno się zdziwiła, ale na wizerunkową wpadkę kilku ekip nie reagowała. W odróżnieniu od głośnego wybuczenia nie reprezentacji sportowej USA, lecz obecnego na stadionie wiceprezydenta Jamesa Davida Vance’a – taki dyshonor dotknął politycznego gościa z USA precedensowo pierwszy raz w dziejach igrzysk. Całościowo wybuczana została natomiast ekipa Izraela w czytelnym nawiązaniu do zbrodni wojennych tego państwa na tysiącach cywilnych mieszkańców Strefy Gazy. Przed igrzyskami zgłaszane były nawet postulaty wykluczenia Izraela w ślad za Rosją i Białorusią.
Koszmarny upadek legendy zjazdu
Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) przy okazji igrzysk we Włoszech problemów zewnętrznych ma i tak znacznie mniej, niż ich bywało. Choćby cztery lata temu klasa polityczna Unii Europejskiej – wtedy solidarna z prezydentem Josephem Bidenem – nie wzięła w Pekinie udziału w otwarciu igrzysk. Łamistrajkami okazali się tylko Andrzej Duda oraz książę Henryk z Luksemburga, którzy obiadowali u Xi Jinpinga przy wspólnym stole z Władimirem Putinem zaledwie dwa tygodnie przed napadem Rosji na Ukrainę dokonanym 24 lutego 2022 r., cztery dni po zgaśnięciu znicza. Zbliża się czwarta rocznica wojny, która codziennie zbiera krwawe żniwo podczas radosnego święta sportu. Z zupełnie innych powodów na miejscu w Mediolanie odbyła się w sobotę mocno lewicowa 10-tysięczna demonstracja przeciwko igrzyskom, które zostały obwinione za wzrost kosztów mieszkań. Doszło do starć z policją, zaś oburzona premier Giorgia Meloni uznała protestujących za wrogów Włoch.
W pierwszy weekend igrzysk odnotowaliśmy niepowodzenia w snowboardzie. W poniedziałek jednak Polska eksplodowała radością – 19-letni debiutant Kacper Tomasiak zdobył na średniej skoczni srebrny medal! Tym samym już spełnione zostało marzenie z tytułu mojego komentarza sprzed tygodnia „Niechby chociaż jeden medal”. Wyrównany został urobek z Pekinu 2022, chociaż lepszej jakości, bo tam był brąz.
W globalnym przekazie wizerunek igrzysk Mediolan/Cortina na razie zdominowany został dramatycznym upadkiem amerykańskiej mistrzyni zjazdu Lindsey Vonn. Złota medalistka z Vancouver 2010 wróciła na stoki w wieku ponad 41 lat i chciała powtórzyć sukces, tydzień przed igrzyskami odniosła ciężką kontuzję, ale postanowiła wystartować dosłownie za wszelką cenę. W niedzielę po kilkunastu sekundach pechowego zjazdu mogła nawet stracić życie, na szczęście skończyło się tylko na złamaniu nogi. W każdym razie zdjęcia podczepionego do ratowniczego śmigłowca toboganu z zabieraną z trasy do szpitala Lindsey Vonn przejdą do historii sportu.
Igrzyska w Polsce melodią przyszłości
Pobocznym, chociaż teoretycznie przyszłościowym wątkiem był udział w otwarciu igrzysk prezydenta RP. Karol Nawrocki wraz z Radosławem Piesiewiczem, prezesem PKOl, w sobotę spotkali się z Kirsty Coventry, od roku przewodzącą MKOl, której towarzyszyła Maja Włoszczowska, polska członkini MKOl (w puli wybieranej przez sportowców) w kadencji kończącej się w 2028 r. na igrzyskach letnich w Los Angeles. Nie został jednak zaproszony ani uwzględniony przebywający na igrzyskach minister sportu Jakub Rutnicki, który mógłby bezpośrednio potwierdzić przewodniczącej MKOl poparcie organizacyjno-budżetowe rządu dla idei polskich igrzysk. Na razie to melodia naprawdę dalekiej przyszłości, prezydent opowiada mrzonkę o roku 2036, w wersji premiera chodziłoby raczej o 2040 czy 2044. Oficjalną aplikację do MKOl trzeba złożyć oczywiście z myślą o igrzyskach 2036, a potem ją konsekwentnie co cztery lata powtarzać. Wtedy otworzy się szansa, że za piątym podejściem wreszcie się uda – czyli w roku 2048, 2052, może 2056…
Realia organizacyjne igrzysk w Mediolanie/Cortinie definitywnie rozstrzygają jeden dylemat. Ze względu na warunki naturalne w ogóle nie wchodzi w grę ubieganie się Polski o igrzyska zimowe, także w hipotetycznej parze miast współgospodarzy Kraków-Zakopane. Wypada przypomnieć losy jedynego w historii Polski oficjalnego kandydowania Zakopanego do zorganizowania XX Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2006, które wywalczył Turyn. Na sesji MKOl w 1999 r. nasza kandydatura w tajnej procedurze nie otrzymała ani jednego głosu, przy czym identyczny zerowy wynik odnotowali ex aequo także trzej inni, niezbyt odlegli rywale – fińskie Helsinki, austriacki Klagenfurt i słowacki Poprad.
Realnie zatem miastem gospodarzem polskich igrzysk letnich może być tylko Warszawa. Obiekty dla poszczególnych dyscyplin mogłyby zostać rozsiane po całym kraju, w odległości dojazdu szybkim pociągiem do trzech godzin. Uwzględniając rozwój infrastruktury, za kilkanaście lat Polska byłaby gotowa. Zgodnie z Kartą Olimpijską wniosek PKOl do MKOl będzie wymagał poważnych gwarancji organizacyjno-budżetowych Rady Ministrów. Analogicznie do przeprowadzenia finałowego turnieju EURO 2012 konieczna będzie specustawa olimpijska i wieloletni program rządowy. Zadaniem prezydenta jest ogólny patronat promocyjny oraz oczywiście podpisanie takiej specustawy. Pytanie retoryczne – czy w obecnej sytuacji konfliktu we wszystkich sprawach na szczytach państwa wyobrażalne jest osiągnięcie porozumienia w trójkącie premier-prezydent-PKOl i zgodne przygotowanie wymaganej przez MKOl choćby wstępnej aplikacji olimpijskiej?

