Ile kosztuje naruszenie praw autorskich?

KOMENTARZ PARTNERA
18-11-2015, 22:00

W środowisku prawniczym nie milkną echa wyroku Trybunału Konstytucyjnego (TK) z 23 czerwca 2015 r. (sygn. SK 32/14), w którym to TK uznał, że trzykrotność wynagrodzenia za zawinione naruszenie praw autorskich jest niezgodna z Konstytucją RP. Uprawnienie to było zawarte w art. 79 ust. 1 pkt 3 lit b ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Problem w tym, że temat się nie przebił — a jeśli nawet, to nie zagościł na stałe — w umysłach polskiego biznesu kreatywnego. A powinien. Cóż bowiem oznacza ten wyrok w praktyce?

Do tej pory zawinione naruszenie praw autorskich (np. poprzez wykorzystanie artykułu prasowego, wydanie płyty czy książki bez uzyskania licencji, skopiowanie kodu źródłowego programu komputerowego do własnej aplikacji lub gry, eksploatacji filmu lub reklamy bez stosownej zgody etc.) wiązało się dla sprawcy z ryzykiem m.in. zapłacenia trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu. A jeśli nie udało się wykazać zawinienia — to można było domagać się jej dwukrotności. Naruszyciel wiedział więc, że jeśli zgłosi się po uzyskanie zezwolenia na wykorzystanie utworu, to będzie musiał zapłacić opłatę licencyjną. Wiedział też, że jeśli tego nie zrobi i zostanie złapany, będzie mu groziła konieczność zapłaty 3 razy takiej kwoty. Trybunał jednak uznał, że taki mechanizm jest niezgodny z art. 64 ust. 1 i 2 w związku z art. 31 ust. 3 w związku z art. 2 Konstytucji, tj. z zasadą poszanowania i ochrony wolności człowieka oraz z zasadą równej dla wszystkich ochrony prawnej własności i innych praw majątkowych. Upraszczając, Trybunał stwierdził, że ten mechanizm jest nieproporcjonalny i zbyt represyjny wobec sprawcy.

Obecnie zostało uprawnione dochodzenie dwukrotności stosownego wynagrodzenia lub — bardzo mało praktyczne w przypadku naruszenia praw autorskich — domaganie się naprawienia szkody na zasadach ogólnych. Oczywiście uprawnionemu przysługują też inne roszczenia, ale albo nie mają one realnego charakteru ekonomicznego, albo ich praktyczna skuteczność jest zdecydowanie słabsza. W doktrynie pojawiają się nawet głosy (w mojej ocenie jednak bezzasadne), że dochodzenie dwukrotności również nie powinno mieć miejsca. Nie można więc wykluczyć, że kolejna sprawa w TK skończy się kolejnym osłabieniem pozycji branży kreatywnej. Wtedy potencjalny sprawca, kalkulując, czy warto dopuścić się naruszenia, czy wręcz przyjąć model działalności gospodarczej zbudowany na naruszaniu praw autorskich, może skłonić się do wniosku, że ekonomicznie bardziej mu się opłaca nie uzyskiwać pozwoleń autorsko uprawnionych. W końcu nie wszystkie przypadki naruszenia wyjdą na jaw, nie wszystkie z tych ujawnionych trafią do sądów, a w sądzie i tak uprawniony będzie mógł się domagać de facto tylko równowartości licencji, którą gdyby sprawca chciał prowadzić biznes legalnie… i tak musiałby zapłacić.

Branża kreatywna nie powinna zatem pozostawać bierna i powinna oczekiwać oraz domagać się od ustawodawcy pilnej interwencji. Zakwestionowany przez Trybunał przepis można bowiem skonstruować tak, aby dawał praktyczną i sensowną ochronę uprawnionym, zostawiając jednak sądowi elastyczność. © Ⓟ

MACIEJ KUBIAK, adwokat, wspólnik w kancelarii LSW Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy m.kubiak@lsw.com.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KOMENTARZ PARTNERA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Ile kosztuje naruszenie praw autorskich?