Wielu krajowym producentom grozi likwidacja — twierdzi ekspert
Spółki obuwnicze na zniesieniu ceł nie zyskają, bo wolą szyć w Europie. Klienci tak, bo ceny spadną.
W maju, po ponad pięciu latach, upłynął termin obowiązywania ceł antydumpingowych nałożonych przez Komisję Europejską na importerów obuwia skórzanego z Chin (wynosiły 16,5 proc.) oraz Wietnamu (10 proc.). Polscy producenci nie są z tego powodu szczęśliwi, ale część krajowych firm może zbić kokosy.
— Z pewnością mogą na tym skorzystać importerzy. Różnica pomiędzy zakupem towaru w Chinach a ceną sprzedaży w Polsce jest duża — uważa Mariusz Babral, wiceprezes Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego (PIPS), działającej na rzecz przemysłu skórzanego.
Według niego, w Europie zajmujemy piąte miejsce po Włoszech, Hiszpanii, Portugalii i Rumunii pod względem liczby wytwarzanych butów —ponad 30-40 mln par rocznie. Import też jest duży, bo konsumpcja wynosi 130-140 mln par rocznie.
Według Tomasza Manowca, analityka BM BGŻ, zniesienie ceł istotnie obniży koszty importerów.
— Część zysku, który przyniesie im zmiana przepisów, mogą zatrzymać w swoich spółkach, ale mogą także przełożyć go na konsumentów w postaci obniżki cen butów — uważa Tomasz Manowiec.
Według wiceprezesa PIPS, zniesienie ceł może spowodować spadek cen butów skórzanych. Podobnie uważa przedstawiciel dużej sieci dystrybuującej obuwie.
— Ceny obuwia w Polsce rosną, więc zniesienie ceł może zahamować ten trend albo wręcz sprawić, że ceny spadną. Tak może się stać w naszej firmie. Należy jednak pamiętać o innych czynnikach, które też wpływają na ceny: rosnące w Azji koszty pracy i surowców. Poprawie cen nie służą także wahania walut, zwłaszcza dolara wobec euro — uważa przedstawiciel firmy, chcący zachować anonimowość.
Chińska jakość
Importerzy niechętnie mówią o potencjalnych zyskach, które mogą uzyskać dzięki zniesieniu ceł.
Artur Kazienko, prezes i właściciel Kazara, twierdzi, że z Chin sprowadza głównie torebki i inne akcesoria, a buty w niewielkiej ilości.
— Zlecamy produkcję obuwia w bardzo wielu krajach świata, dlatego zniesienie ceł nie będzie mieć znaczącego wpływu na tegoroczny wynik finansowy Kazara — twierdzi Artur Kazienko.
W podobnym tonie wypowiada się Piotr Nowjalis, wiceprezes i dyrektor finansowy giełdowego NG2, które handluje w sklepach CCC, Quazi i Boti.
— Nie oczekujemy żadnego wpływu likwidacji ceł na działalność grupy NG2. Jesteśmy największym w kraju producentem butów skórzanych, sprzedawanych pod marką Lasocki. Przestawienie kierunków zaopatrzenia i sprowadzanie na masową skalę butów skórzanych z Chin dziś nas nie interesuje. Taką strategię NG2 utrzyma do czasu, gdy będziemy absolutnie pewni, że pochodzące z Dalekiego Wschodu obuwie skórzane daje nam gwarancję stałej wysokiej jakości — mówi Piotr Nowjalis.
Właściciel Kazara nie sądzi, by chińskie obuwie zalało polski rynek.
— Handel się profesjonalizuje. Nie sądzę też, by ceny obuwia zaczęły spadać w konsekwencji zniesienia ceł. W obuwiu z wyższej półki cenowej Chińczycy nie są bowiem doskonali i jakość ich butów nie jest porównywalna z butami z Włoch czy Hiszpanii — uważa Artur Kazienko.
Podobnego zdania jest anonimowy przedstawiciel dużej sieci obuwniczej.
— Może dojść do zalania rynku azjatyckim obuwiem, ale wyłącznie na bazarach, ale też w Polsce, w przeciwieństwie do Turcji, Rumunii czy Ukrainy, ten rodzaj handlu schodzi na dalszy plan. Coraz więcej klientów korzysta z galerii handlowych — uważa przedstawiciel dużej sieci.
Konkurencji importującej buty skórzane z Chin nie boi się też NG2.
— Dla naszych klientów liczy się przede wszystkim jakość. Mają zaufanie do marki i nie będzie łatwo wprowadzić komukolwiek na rynek chińskie obuwie skórzane i odnieść sukces — uważa Piotr Nowjalis.
Chiny to dla NG2 podstawowy kierunek importu obuwia syntetycznego.
— Nie zamierzamy również niczego zmieniać w naszej polityce cenowej — mówi wiceprezes NG2.
Krajowe zmartwienie
Zniesienie ceł negatywnie przełoży się natomiast na polskich producentów.
— Dotychczasowa ochrona branży krajowej była cegiełką, która pozwoliła wielu firmom utrzymać produkcję, bo rentowność tej działalności jest niska — mówi Mariusz Babral.
Jego zdaniem, wiele firm może znaleźć się poza granicą opłacalności i w efekcie zlikwidować produkcję.
W Polsce zarejestrowanych jest kilka tysięcy producentów obuwia.