Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar podaje, że w 2005 r. sprzedaż nowych samochodów osobowych w Polsce była najniższa od czternastu lat, a jednocześnie spadek liczby sprzedanych nowych aut był największy wśród dziewiętnastu europejskich krajów objętych badaniem. Minione tegoroczne miesiące też nie przyniosły poprawy. Do końca sierpnia w Polsce sprzedano 156 279 nowych aut osobowych, to 6,3 proc. mniej niż w takim samym okresie ubiegłego roku.
Rozregulowany rynek
Eksperci szacują, że na poprawę statystyk nie zanosi się również w najbliższych miesiącach. Wahania popytu na samochody już odczuwają dilerzy. Najczarniejsza wizja przepowiada falę bankructw wśród dilerów. A to oznacza dalszy spadek sprzedaży.
Polska będąc europejskim rynkiem średniej wielkości powinna móc się pochwalić sprzedażą na poziomie 400-500 tys. pojazdów rocznie. Tymczasem od kilku lat statystyki nie notują takich liczb.
— Przyczyny wpływające na osłabienie tak ważnej gałęzi gospodarki, jaką jest motoryzacja, są od dłuższego czasu te same: często zmieniające się przepisy dla przedsiębiorców, wysoka akcyza oraz brak mechanizmów chroniących polski rynek przed napływem używanych, najczęściej starych i szkodzących środowisku pojazdów z zagranicy — wymienia Leszek Kempiński z Kulczyk Tradex, wyłącznego importera marki VW.
Przed wejściem Polski do UE koncerny podnosiły ceny nowych samochodów dla naszych dilerów, aby ograniczyć ich reeksport na Zachód, gdzie były sprzedawane drożej. Po wejściu Polski do UE zniesiono też wszelkie ograniczenia w imporcie używanych pojazdów. Nasze drogi zalała taka fala używanych pojazdów, jakiej nie przeżyło dotąd żadne państwo w Europie.
— Podstawową konsekwencją niskiej sprzedaży nowych samochodów i bardzo dużego importu samochodów używanych jest wzrost średniego wieku pojazdów użytkowanych w Polsce. Rośnie zagrożenie bezpieczeństwa na drogach, bowiem większość pojazdów ma ponad 10 lat, wiele z nich było uszkodzonych na skutek wypadków drogowych i ich sprawność pozostawia wiele do życzenia. Konsekwencją struktury wiekowej jest także konieczność utylizacji w Polsce odpadów, które pozostaną po likwidacji tych pojazdów, a ich eksploatacja nie będzie długa — mówi Cezary Droszcz, prezes Polskiego Związku Motorowego (PZM).
Przez ostatnie lata kilka razy gruntownie zmieniały się też przepisy o opodatkowaniu zakupu samochodów przez firmy. To ostatecznie zachwiało rynkiem, bo wielu przedsiębiorców przyspieszało zakupy samochodów, aby skorzystać z ulg podatkowych, zanim znikną. W takiej sytuacji promocje i upusty stały się jednym z podstawowych narzędzi w walce o klienta, a ich wartość sięga nawet 30 proc. ceny samochodu. Konsekwencją takiego działania jest pogarszająca się kondycja finansowa dilerów.
— Spadająca rentowność, a przez to balansowanie na progu opłacalności to sytuacja, w której obecnie znajduje się wielu dilerów w naszym kraju. Powoduje ona, że obserwujemy bankructwa firm, które działały od wielu lat. Rynek ulega przeobrażeniom polegającym m.in. na redukcji punktów dilerskich lub przejmowaniu mniejszych dilerów przez większych graczy tej samej marki — potwierdza Roman Kantorski, prezes Polskiej Izby Motoryzacji.
— Stare samochody nie trafiają do naprawy w autoryzowanych stacjach obsługi dilerów, a mała sprzedaż nowych nie tylko przynosi stratę w działalności handlowej, ale także spadek wpływów z napraw i przeglądów. W konsekwencji dilerzy o słabej kondycji finansowej lub ci, którzy w ostatnich latach zaciągali kredyty, stają przed widmem bankructwa. Sieci dilerskie kurczą się. Dodatkowym negatywnym zjawiskiem jest emigracja mechaników do krajów, w których można zdecydowanie więcej zarobić, bo tam autoryzowane stacje obsługi mają więcej klientów — dodaje Cezary Droszcz.
Pierwsza dziesiątka
Czołówka w rankingu dobrze sprzedających się modeli wydaje się ustalona. Od początku roku na pozycji lidera polskiego rynku umocniła się Toyota. Sprzedano 19 852 auta tej marki, o 3,9 proc. więcej niż rok wcześniej, co dało japońskiemu producentowi 12,7 proc. udziału w polskim rynku. Druga lokata należy do Skody, która sprzedała od początku roku 18 327 swoich samochodów, o 4,9 procent mniej niż przed rokiem. Na trzecim miejscu znajduje się Opel z wynikiem 16 278 sprzedanych w tym roku aut, co daje wzrost o 9,9 proc. Kolejny w zestawieniu Fiat sprzedał zaledwie o 20 sztuk mniej od Opla. Piąty na liście Ford odnotował dotkliwy spadek o 11,4 proc. sprzedaży skumulowanej. Na zakup Renault zdecydowało się w ciągu ośmiu miesięcy tego roku 10 747 klientów (spadek o 15,9 proc.). Peugeot również osiągnął w Polsce gorsze wyniki niż w poprzednim roku o 10,8 proc. Ósmą lokatę utrzymał Volkswagen, z wynikiem tegorocznej sprzedaży w wysokości 8571 aut (o 9,5 proc. większy niż przed rokiem). Sierpniowy rezultat niemieckiej marki — 1349 aut — wykazał najwyższy w czołówce wskaźnik wzrostu — o 47,8 procent.
— Passat jest najchętniej kupowanym modelem w swojej klasie, a na Golfa i Polo decyduje się więcej klientów niż w ubiegłym roku — uzupełnia Leszek Kempiński.
Najbardziej drastyczny spadek wśród najpopularniejszych marek polskiego rynku odnotował Citroen, a pierwszą dziesiątkę notowania zamyka Honda.
Jak podaje Samar, coraz więcej sprzedawanych jest aut z tzw. wyższej półki. W sierpniu klienci kupili 1889 aut marki Audi (wzrost sprzedaży o 15,8 proc.), 1861 nabywców znalazł Mercedes (wzrost sprzedaży o 18,8 proc.), 1737 klientów kupiło Volvo (wzrost o 12,2 proc.), a 1180 — BMW (wzrost sprzedaży o 15,9 proc.). Chętnie kupowane były także samochody marki Subaru, Alfa Romeo, Lexus, Jeep, Saab i Land Rover. Rekordowy wzrost odnotowuje marka Ssangyong. Jako ciekawostkę Samar podaje, że w sierpniu został sprzedany w Polsce kolejny, trzeci od początku roku, egzemplarz Maybacha.
Bardziej optymistycznie wygląda sytuacja na rynku samochodów dostawczych. W ciągu ośmiu miesięcy tego roku kupiono w Polsce 24 284 takie auta, o 11,3 proc. więcej niż w 2005 r. Najchętniej kupowaną przez Polaków marką wśród aut dostawczych jest Fiat. Dalsze miejsca zajmują kolejno: Renault, Volkswagen, Ford, Peugeot, Mercedes, Opel, Citroen, Intrall i Kia.
Jest perspektywa
Do końca 2006 r. sieci dilerskie z Europy Zachodniej nadal będą się interesować polskim rynkiem.
— Z informacji dotyczących sprzedaży nowych samochodów w Europie wynika, że potencjał naszego rynku jest ogromny. W ciągu siedmiu miesięcy w Hiszpanii sprzedano 950 tys. nowych samochodów. Jest to kraj porównywalny z Polską liczbą mieszkańców, czyli potencjalnych klientów. Różni nas zasobność portfeli, ale po wejściu do UE nasz kraj rozwija się znacznie szybciej i w efekcie popyt na nowe samochody będzie rósł. Można na podstawie tych danych uznać, że w Polsce będzie można sprzedawać 7 do 8 razy więcej nowych samochodów niż obecnie. Ten fakt, jak również centralne położenie w Europie i dostępna siła robocza powodują, że nie należy niepokoić się o inwestycje motoryzacyjne w Polsce — ocenia Cezary Droszcz.
Roman Kantorski jest przekonany, że od początku przyszłego roku sprzedaż nowych samochodów będzie bardzo powoli rosła. Dużo zależy od regulacji prawnych wspierających zakup samochodów przez firmy, ponieważ to one są obecnie głównymi nabywcami nowych pojazdów.
Paradoks
Piotr Wyszogrodzki, starszy menedżer w zespole ds. sektora motoryzacyjnego PricewaterhouseCoopers
Będzie można mówić o sukcesie, jeżeli tegoroczna sprzedaż nowych samochodów w naszym kraju osiągnie poziom z zeszłego roku, co z miesiąca na miesiąc wydaje się coraz mniej realne. Nie wydaje się też realne, by w krótkim czasie sprzedaż nowych samochodów istotnie wzrosła po wprowadzeniu podatku ekologicznego od pojazdów rejestrowanych w Polsce. Z drugiej strony nowe propozycje dotyczące zmian w podatku VAT mogą pozytywnie wpłynąć na decyzje przedsiębiorców co do zakupów nowych samochodów. Wpływ tych zmian jest dziś jeszcze trudny do oszacowania.
Obecna sytuacja rynkowa nie pozwala jednak dilerom na stanie z założonymi rękami. Zmuszeni są do poszukiwania innych form działalności, która umożliwiłaby przetrwanie trudnego okresu. Wielu z nich coraz częściej decyduje się więc na sprzedaż aut używanych. Mowa tu jednak o samochodach nie starszych niż 2-3-letnie, z udokumentowanym przebiegiem i gwarancją. Auta takie są średnio o 20-40 proc. tańsze od nowych modeli, a przy tym są wciąż w bardzo dobrym stanie. Oceniam, że rynek sprzedaży takich aut ma w Polsce spore perspektywy, a jak wynika z naszych obserwacji, wielu klientów poszukuje właśnie takiej oferty. Może się więc okazać, że to sprzedaż używanych aut pomoże przetrwać dilerom obecne problemy na rynku. Można także przypuszczać, iż dilerzy, którzy nie zarabiają na sprzedaży aut, będą próbowali zmienić profil swojej działalności, koncentrując się bardziej na serwisie.