In vino veritas albo kpina

opublikowano: 15-01-2019, 22:00

Od lania wina do wodolejstwa bywa niebezpiecznie blisko, a w morzu szczodrych pochwał szybko umyka, jak humorzaste są mechanizmy rynku.

Póki indeksy inwestycyjnego wina tyją niezachwianie już od samego faktu, że są wyrażone w funcie — na zdrowie. Wskaźniki monitorujące ceny skrzynek zdystansowały już nie tylko najróżniejsze miary rynku papierów wartościowych, ale nawet rozchwytywane w niepewnych czasach kontrakty terminowe na złoto, pyszniąc się rocznymi zwyżkami przekraczającymi 35 proc. Bonanza sprzyja bujnym rekomendacjom, mimo że oprócz nastrojów na rynku walutowym odmienić może się jeszcze drugi kluczowy czynnik warunkujący winiarską hossę: spekulancki apetyt Państwa Środka.

Złote, a czerwone

Mimo że większość osławionych stoków rozciąga się niewątpliwie w strefie euro albo spieczonej Kalifornii, niemal wszystkie podstawowe wskaźniki rynku informują o cenach w funcie, dlatego że właśnie w Wielkiej Brytanii koncentruje się handel kolekcjonerskimi skrzynkami na światową skalę. Najszerszą miarą kondycji tego segmentu pozostaje wobec tego Liv-ex 1000 — indeks publikowany przez londyńską platformę do obrotu winami, który ujmuje tysiąc pozycji spotykających się z najbardziej spragnionym popytem.

W dobie alarmująco czerwonych sygnałów z zagranicznych parkietów wskaźnik tysiąca trunków zarysował się stromą górą na wykresie, zamykając tłusty rok zwyżką na poziomie 10,2 proc. — głównie dzięki 150 winom burgundzkim, które popisały się wspomnianym już wynikiem 35,5 proc. Jak wskazują analitycy Liv-ex, horyzont piętnastoletni ma dla tradycyjnych aktywów jeszcze mniej litości niż roczny, bo podczas gdy najpojemniejszy winiarski indeks wspiął się w tym okresie o prawie 260 proc., spółki z S&P 500 zapewniły inwestorom niecałe 144 proc. wzrostu, a te z FTSE 100 nie wypracowały nawet 60 proc.

Gdyby ocean pochwał nie był jeszcze wystarczająco bezbrzeżny, z toastami za rynek win spieszą analitycy zestawiającybutelki z kontraktami na złoto, a nawet ze wschodzącymi rynkami akcji. W pierwszym przypadku kruszec przegrał pojedynek na stopy zwrotu zarówno w kryzysowym 2008 r., jak i w warunkach koniunktury w 2017, podaje zagraniczny „Forbes” w oparciu o najświeższy raport firmy Cult Wines o sugestywnym tytule „Fine Wine versus Global Equities”. Skoro wina pozwoliły więc na wnioski o niskiej korelacji z wynikami pospolitszych aktywów, do pełni słodyczy brakuje chyba wyłącznie jakiejś miary zmienności, dlatego podsumowanie dorzuca odchylenie standardowe: skromniejsze niż 5 proc. dla Liv-ex 1000 i powyżej 22 proc. dla MSCI Emerging Markets w okresie dekady. Trudno o wygodniejszy powód, żeby stabilnemu indeksowi nie zaglądać zbyt długo w zęby.

Zdrowie brexitu

Chociaż odchylenie standardowe winiarskiego indeksu od grudnia 2008 r. do końcówki 2017 r. istotnie nie było wysokie, zęby wykresu zarysowywały się zwykle z powodów, których przytomnie będzie nie przeoczyć. Mimo powszechności obserwacji, że ożywienie na rynku było owocem osłabienia się funta po brytyjskim referendum, w branżowych mediach wciąż częściej przewija się wątek kolekcjonerskiego popytu niż zwyczajnej przeceny, na której skorzystali głównie inwestorzy regulujący rachunki w walucie amerykańskiej.

Oprócz niestabilności kursu w atmosferze brexitu, jako pełnowymiarowy filar tej hossy wskazywane jest nienasycone zapotrzebowanie prężnych gospodarek Azji — na czele z Chinami, których obywatele gaszą już pragnienie, kupując nawet całe bordoskie winnice. Kiedy tylko zbyt gęsta mgła nie zdoła rozpłynąć się do winobrania albo zamiast promieni jesiennego słońca na gałązki padną piłeczki gradu, spekulacja aż syczy regułami typu „im mniejsza podaż, tym drożej na wtórnym rynku”. Trudno zaprzeczyć, szczególnie gdy zasadę podpiera oczywistość zasługująca na tytuł królowej wodolejstwa: oferta konkretnych roczników kurczy się w obiegu, bo — w przeciwieństwie do akcji czy kontraktów — win ubywa podczas kolacji.

Świętując obserwację, że płynne aktywa mają swój materialnywymiar, musimy jednak zauważyć, jak przekłada się on na sposób postępowania ze skrzynkami przeznaczonymi do odsprzedaży. Na światowe aukcje z reguły nie trafiają trunki dojrzewające w niejasnych okolicznościach, tylko czekające w specjalnie wyposażonych piwnicach o temperaturze czy wilgotności odbiegającej od warunków panujących w domowym barku. Jeśli którymś z parametrów porządzi przez chwilę przypadek, proces starzenia się wina może być zachwiany, a wtedy w łacińskie porzekadło „in vino…” wkradnie się raczej vanitas — modna w średniowieczu marność, nieuchronnie skorelowana z przemijaniem aktywów materialnych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy