Kompletny bark impulsów w postaci informacji płynących ze sfery gospodarki nie tylko globalnej, ale i lokalnych wieści, utrwalił jedynie inwestorów w śpiączce panującej już od kilku dni. Zmiany indeksów na niemal wszystkich giełdach były wczoraj symboliczne. Do nielicznych wyjątków należały Ateny, gdzie wskaźnik tracił 1,6 proc. i niewiele im ustępujący Budapeszt. Na plus wyróżniał się Paryż, gdzie indeks rósł o 0,8 proc., pod koniec dnia zwiększając skalę wzrostu do 1,5 proc. Sesja na Wall Street zaczęła się od zwyżki sięgającej 0,2-0,4 proc. Po godzinie handlu indeksy przyspieszyły. Być może więcej ożywienia wniesie dzisiejsze posiedzenie Fed. Inwestorzy liczą na kolejną dostawę pieniędzy z tej strony. Jeśli spotka ich zawód, można się obawiać o los giełdowej koniunktury.
Poniedziałkowa sesja na GPW zaczęła się od niewielkich zmian indeksów. Z taką sytuacją mamy do czynienia już od kilku dni. Także w trakcie poszczególnych sesji niewiele się dzieje. Tak było również wczoraj. Przez pierwsze dwie godziny handlu zmiany wartości indeksów były minimalne. Dopiero później WIG20 "skoczył" w górę o 0,2 proc. Z grona największych spółek wyróżniała się jedynie PGE. To efekt informacji, że rząd ma przyjąć zmiany w strategii dla branży energetycznej, umożliwiające przełamanie sprzeciwu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wobec przejęcia przez PGE gdańskiej Energi. Z czasem ożywił się handel walorami TP, które rosły o prawie 1,5 proc. W końcowej części sesji papiery oby spółek zamieniły się rolami. Na WIG20 niekorzystnie wpływał spadek notowań papierów KGHM o ponad 1 proc. oraz sięgająca 2,5 proc. przecena walorów BRE. Ostatecznie indeks największych spółek zyskał 0,61 proc., a WIG wzrósł o 0,47 proc. Nieco gorzej radziły sobie wskaźniki małych i średnich spółek. MWIG40 stracił 0,04 proc., a sWIG80 obniżył wartość o 0,34 proc. Obroty wyniosły nieco ponad 1,2 mld zł.
Na warszawskiej giełdzie do typowego obrazka z kilku minionych dni, charakteryzującego się niewielkimi zmianami wartości indeksów, wczoraj doszedł jeszcze spadek obrotów. O ile na ten element nie można było ostatnio narzekać, to poniedziałek przyniósł powrót do niemal wakacyjnej aktywności. Ożywienie związane z wygasaniem poprzedniej serii kontraktów terminowych prysło wraz z ostatnią godziną piątkowej sesji. Teraz jesteśmy skazani na czekanie na kolejne impulsy, które najpewniej przyjdą zza oceanu.