Indywidualni gracze wycofują się z akcji

Tomasz Furman
opublikowano: 2001-05-23 00:00

Indywidualni gracze wycofują się z akcji

Bessa, brak dużych emisji i niepewny zysk — nawet w przypadku długoterminowych inwestycji — to tylko niektóre powody malejącego zainteresowania inwestorów indywidualnych giełdowym rynkiem akcji w Polsce. Drobni akcjonariusze sprzedają walory i opuszczają rynek publiczny, lub decydują się na kontrakty terminowe albo obligacje.

Od początku istnienia warszawskiego parkietu, największym zainteresowaniem giełdowych graczy cieszył się rynek akcji. Było tak aż do początku tego roku. Z danych publikowanych przez GPW wynika, że już w lutym średnia wartość obrotów kontraktami terminowymi wyniosła 367 mln zł na sesję, podczas gdy w przypadku akcji osiągnęła jedynie poziom 307 mln zł.

Zainteresowanie akcjami maleje już od kilku miesięcy. Spadek średniej liczby zleceń na sesję, wartości obrotów czy liczby zawieranych transakcji są sygnałami, które mówią o kurczącym się gronie inwestorów aktywnie uczestniczących w tym segmencie rynku.

Dane te mogą również sugerować, że wśród zamykających swoje pozycje dominują gracze indywidualni. Niezależnie od statystyk, analitycy już od dłuższego czasu ostrzegali przed malejącym zainteresowaniem rynkiem akcji osób fizycznych.

— Na rynku nie przybywa drobnych inwestorów indywidualnych. Co gorsza, ich grono systematycznie się kurczy. Sytuacja ta związana jest nie tylko z koniunkturą giełdową, ale również z czynnikami o charakterze długookresowym i fundamentalnym — uważa Zbigniew Bętlewski, kierownik wydziału analiz DM AmerBrokers.

Bessa nie pomaga

Pierwszym powodem mniejszej aktywności inwestorów na rynku akcji jest koniunktura. Zazwyczaj, gdy na giełdzie dominuje trend spadkowy, akcjonariusze niechętnie pozbywają się swoich pakietów. Brakuje też kupujących — przynajmniej do czasu gdy sytuacja nie ulegnie poprawie.

— Inwestorzy indywidualni są bardzo wrażliwi na zmiany podstawowych indeksów, dlatego często wraz ze spadkiem ich wartości maleje również aktywność na rynku akcji — uważa Piotr Szeliga, wiceprezes GPW.

Koniunktura giełdowa ma jednak istotny wpływ na decyzje inwestycyjne nie tylko w krótkim i średnim terminie.

— Warszawska giełda nie zapewnia dodatniej, realnej stopy zwrotu z akcji w długim okresie. Podstawowym powodem tego stanu rzeczy są słabe wyniki finansowe notowanych przedsiębiorstw — twierdzi Zbigniew Bętlewski.

Wyniki finansowe publikowane w ostatnich latach, a nawet kwartałach, są dalekie od oczekiwań. Brakuje skutecznych działań, które przyczyniałyby się do systematycznej, długookresowej poprawy wyników spółek. Bez zapewnienia akcjonariuszom wysokiej jakości wyników, zarządzania, kapitalizacji i płynności trudno liczyć na większe zainteresowanie rynkiem akcji.

Duże emisje

Wśród czynników, które dotychczas prawie zawsze podgrzewały atmosferę na giełdzie, były duże oferty na rynku pierwotnym.

— Prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych, takich jak KGHM, PKN oraz TP SA czy wcześniej banków, zawsze przyciągała do biur maklerskich szerokie rzesze inwestorów indywidualnych i przyczyniała się do popularyzacji giełdy. Również dziś proces wprowadzenia akcji PZU czy LOT mógłby zwiększyć aktywność wielu osób — uważa Rafał Kużdowicz, makler papierów wartościowych profit 4U DM.

Podobnego zdania są inni specjaliści.

— Giełda przestała spełniać funkcję przepływu kapitału od tych, którzy mają jego nadwyżki, do tych, którzy go potrzebują. Brak atrakcyjnych ofert na rynku pierwotnym zdaje się najlepiej o tym świadczyć — podkreśla Zdzisław Rogowski, dyrektor rynku pierwotnego DM PBK.

Bardzo mała liczba publicznych emisji jest po części efektem nie najlepszej koniunktury na rynku wtórnym. Z drugiej jednak strony, Skarb Państwa już wcześniej w podobnych sytuacjach oferował z sukcesem akcje prywatyzowanych spółek. Gdyby nie spory i ciągłe zmiany planów czy nawet zapoczątkowanych procesów, to już dawno pojawiłyby się zapowiadane od dawna oferty, takie jak choćby publiczna sprzedaż akcji PZU.

Klasa średnia

Grono osób, które można nazwać inwestorami indywidualnymi, nawet w okresie hossy nigdy nie było duże. Mimo że liczba rachunków inwestycyjnych od 1997 roku przekracza 1 mln, a według stanu na koniec 2000 roku osiągnęła najwyższy poziom w historii, czyli 1,24 mln, to aktywnych graczy jest na pewno zdecydowanie mniej. Wystarczy tylko policzyć rachunki martwe, czyli takie, na których od wielu miesięcy nie były wykonywane żadne operacje lub rachunki, których właścicielem jest ta sama osoba, ostatnio głównie internetowe.

Inwestorzy indywidualni wycofują się z rynku akcji także ze względu na pogarszającą się sytuację makroekonomiczną Polski. Rosnące bezrobocie, spowolnienie gospodarcze czy wreszcie wysokie stopy procentowe zniechęcają do kupowania jakichkolwiek akcji. Istotnym problemem jest tu również brak osób posiadających odpowiedni status majątkowy.

— Poza wąską grupą z wysokimi zarobkami w Polsce praktycznie nie ma klasy średniej, czyli osób, które miałyby odpowiednio wysoki dochód, by grać na rynku kapitałowym. Brakuje więc naturalnej grupy inwestorów mogących działać na GPW — twierdzi Zbigniew Bętlewski.

Futures i obligacje

Część graczy rezygnuje z gry na rynku akcji i wybiera inne segmenty rynku kapitałowego.

— Wiele osób dotychczas aktywnie handlujących na GPW akcjami, zdecydowało się na zakupy obligacji skarbowych, zwłaszcza na rynku pierwotnym. Najlepiej świadczy o tym popyt zgłoszony na oferowaną ostatnio serię obligacji trzyletnich — mówi Rafał Kużdowicz.

Jego zdaniem, wielu inwestorów, zwłaszcza tych akceptujących większe ryzyko, zaczęło również aktywniej lokować swoje pieniądze na rynku kontraktów terminowych, ograniczając jednocześnie handel akcjami. W pełni zdają się to potwierdzać dane dotyczące wartości obrotów realizowanych na obu rynkach. Co ciekawe, o ile zainteresowanie kontraktami terminowymi rośnie, o tyle akcjami systematycznie spada. Przedstawiciele warszawskiej giełdy przestrzegają jednak przed traktowaniem instrumentów pochodnych jako alternatywy dla rynku akcji.

— Kontrakty terminowe są uzupełnieniem oferty, jaką warszawska giełda kieruje do wszystkich grup inwestorów. To właśnie dzięki nim oraz nowym produktom, wartość obrotów ogółem utrzymuje się na wysokim poziomie — uważa Piotr Szeliga.

Konieczne ulepszenia

Występowanie wielu istotnych czynników, ograniczających działalność inwestorów indywidualnych na rynku akcji nie oznacza, że nic nie można zrobić, by zwiększyć aktywność potencjalnych graczy. Wprawdzie w najbliższym czasie trudno sobie wyobrazić, że w Polsce powstanie szeroka klasa średnia. Trudno też się spodziewać, że na rynku pierwotnym pojawi się wiele nowych i atrakcyjnych ofert. Jednak działania edukacyjne i promocyjne, które mogą zachęcić nowych graczy do inwestycji na warszawskiej gieł?zie są jak najbardziej realne do zrealizowania.

— Od roku funkcjonuje program szkół giełdowych, który cieszy się dużą popularnością. Uruchomiliśmy rynek SITech, co przyczyniło się do wprowadzenia na GPW siedmiu nowych podmiotów z sektora teleinformatycznego. Dodatkowo chcemy upraszczać obowiązujące dotychczas procedury i wprowadzać nowe instrumenty — m.in. jednostki udziałowe w indeksie — mówi Piotr Szeliga.

Jego zdaniem, są to tylko niektóre działania mające zwiększyć aktywność inwestorów. Podstawową kwestią pozostaje jednak prywatyzacja giełdy połączona z wejściem w alians z giełdą zagraniczną.

Wśród innych możliwości zwiększenia aktywności inwestorów na rynku akcji wymienia się korekty w systemie notowań.

— Płynność akcji spółek notowanych dziś w dwóch fixingach systematycznie spada. Dobrym rozwiązaniem, mogącym zwiększyć wartość realizowanych na nich obrotów, a w konsekwencji i na całej giełdzie, byłoby włączenie wszystkich akcji do notowań ciągłych, pod warunkiem że system informatyczny giełdy daje takie możliwości — mówi Zdzisław Rogowski.

W dłuższym okresie o wiele ważniejszą sprawą wydaje się jednak stworzenie liberalnego rynku, zarówno pod względem obowiązków informacyjnych, jak i kryteriów dopuszczeniowych, oraz wymogów związanych z wycofaniem spółki z obrotu.

— Duże nadzieje pokładam w CeTO, która mogłaby być przedsionkiem do Giełdy Papierów Wartościowych dla wielu przedsiębiorstw dziś nie notowanych na rynku publicznym. Wejście i wyjście z tabeli oraz funkcjonowanie na niej powinno być tanie i dostępne bez większych nakładów i problemów dla większości zainteresowanych spółek — dodaje Zdzisław Rogowski, dyrektor rynku pierwotnego DM PBK.