Inflacja będzie niższa, ale deficyt budżetu nie

Marek Knitter
opublikowano: 2002-09-04 00:00

Obniżając prognozę przyszłorocznej inflacji rząd zmienił jedno z założeń budżetu na 2003 r. Rada Ministrów nie wykorzystała tego jednak do obniżenia wydatków i deficytu. Wręcz przeciwnie — budżetówka i emeryci dostaną realnie więcej, niż pierwotnie planowano.

W związku ze spadkiem inflacji w lipcu do rekordowo niskiego poziomu 1,3 proc. oraz obniżeniem prognoz tego wskaźnika na przyszły rok rząd zmienił założenie do budżetu 2003 — wcześniej planowano, że średnioroczna inflacja wyniesie 3 proc. Obecnie gabinet Leszka Millera zakłada, że będzie to 2,3 proc.

Rząd nie wykorzystał jednak obniżenia prognozy inflacji do zmniejszenia pozycji wydatków, związanych z tym wskaźnikiem. Chodzi głównie o wzrost płac sfery budżetowej oraz emerytur, rent i innych świadczeń społecznych. Rynek oczekiwał, że wraz ze spadkiem prognoz inflacyjnych mniejsze będą też wzrosty płac budżetówki i świadczeń społecznych. Na to jednak musieliby zgodzić się członkowie Komisji Trójstronnej — związki zawodowe i pracodawcy. Wcześniej bowiem przyjęto na forum komisji, że w przyszłym roku płace budżetówki wzrosną o 4 proc., co oznaczało realny wzrost o 1 proc., przy założeniu inflacji na poziomie 3 proc. Ekonomiści liczyli, że — utrzymując 1-proc. realny wzrost — nominalnie rządowi uda się obniżyć wzrost płac budżetówki do 3,3 proc., jednocześnie obniżając wzrost świadczeń społecznych. To oznaczałoby oszczędności rzędu 1,25 mld zł w przyszłorocznym budżecie. O tyle też mógłby być niższy deficyt, planowany dotąd na 43 mld zł.

Zdaniem Marcina Mroza, ekonomisty z Societe Generale, z punktu widzenia społecznego rząd zachował się odważnie.

— Najważniejsze jednak obszary fiskalne, mające zasadniczy wpływ na deficyt budżetowy, dopiero zostaną przedstawione przez rząd — dodaje Marcin Mróz.

Według Jerzego Hausnera, rząd wczoraj zmienił jedynie założenie dotyczące poziomu inflacji. Oznacza to, że gabinet Leszka Millera nadal planuje deficyt na poziomie 43 mld zł. Do tego wzrost płac budżetówki i świadczeń społecznych będzie taki, jak zakładano wcześniej. To zaś oznacza zwiększenie wydatków budżetu 2003 o dodatkowe 1,25 mld zł.

— Możliwe, że rząd przewiduje jakieś dodatkowe ekstradochody na przykład poprzez wcześniejszy wykup jakichś obligacji — zastanawia się Iwona Pugacewicz-Kowalska, główna ekonomistka CA IB.

Niższy poziom inflacji może natomiast skutkować mniejszymi dochodami przyszłorocznego budżetu, zwłaszcza z tytułu podatków pośrednich. Nie ma więc co liczyć na radykalne obniżenie deficytu.

— Rząd nie zmienia zasady, że w przyszłym roku wydatki wzrosną realnie o 1 proc. Co oznacza, że w związku z obniżeniem prognozy inflacji wzrost nominalny nie będzie większy niż 3,3 proc. — twierdzi Jerzy Hausner.

Minister nie wyjaśnił jednak, na czym budżet zamierza oszczędzić, by znaleźć dodatkowe pieniądze, przy niższym założeniu wydatków i prawdopodobnie niższych dochodach. Oraz ile ostatecznie wyniesie deficyt. Wcześniej Grzegorz Kołodko, minister finansów, zapewniał, że dziura w przyszłorocznym budżecie nie powinna być większa niż 40 mld zł.

— Najważniejsze wydaje się, że rząd utrzymał zasadę inflacja plus 1 proc. Za wcześnie jednak na dokładniejsze analizy, gdyż nadal nie wiemy, jak będzie kształtować się struktura wydatków i dochodów w przyszłorocznym budżecie — dodaje Marcin Mróz.