Inflacja od maja będzie tylko spadać
Inflacja w Polsce w ciągu najbliższych trzech miesięcy będzie stopniowo spadać. Niestety, nie można tego powiedzieć o silnym złotym, który powoduje spadek dochodów eksporterów.
Inflacja w maju powinna być już niższa niż w kwietniu — twierdzą ekonomiści ankietowani przez „Puls Biznesu”. Jest to zgodne z wcześniejszymi prognozami. Mówiono już, że kwiecień, w którym inflacja roczna wzrosła po raz pierwszy od kilku miesięcy, nie był początkiem nowego trendu.
— Kwietniowe dane to jedyny wyłom z trendu spadkowego. Od maja inflacja będzie spadać — mówi Ewa Limańska, ekonomista Merrill Lynch w Londynie.
— W Polsce nie ma obecnie silnej presji inflacyjnej, więc trudno oczekiwać, by dynamika wzrostu cen była wyższa niż w kwietniu — dodaje Mariusz Jarmużek, ekonomista Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.
Teraz żywność
W kwietniu wzrost inflacji spowodowany był silnym skokiem cen żywności. Był to jednak typowy efekt sezonowy.
— To nowalijki pchały wzrost cen żywności. Jeśli się je odejmie, okaże się, że ceny pozostałych produktów żywnościowych rosną w bardzo niewielkim stopniu — twierdzi Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG.
Jego zdaniem, silny wzrost cen żywności w kwietniu wiązał się z wiosennym ograniczeniem podaży. Pojawił się też zwiększony popyt związany ze świętami, co jeszcze zwiększyło impuls inflacyjny.
— Presja ze strony żywności w maju nie wzrośnie, a już w czerwcu powinna zacząć spadać. Dobra pogoda wróży niezłe plony i spadek cen żywności — zapowiada Mariusz Jarmużek.
Oprócz żywności i paliw nic już nie powinno mieć negatywnego wpływu na inflację.
— Wiąże się to z jednej strony z recesją popytu krajowego, a z drugiej — z niezwykle korzystnymi cenami importu, które są wynikiem mocnego złotego. Realne dochody rosną wolniej, a to nie wróży wzrostu popytu — uważa Mirosław Gronicki.
Ekonomiści twierdzą, że jest tylko jeden czynnik, który mógłby negatywnie wpłynąć na inflację: niespodziewany wzrost popytu wewnętrznego. Wszyscy są jednak zgodni, że to mało prawdopodobne.
Eksport w opałach
Już prawie nikt nie wierzy w możliwość nagłego osłabienia polskiej waluty.
— Dopiero w drugiej połowie roku pojawią się informacje o spadku dynamiki PKB, a silny złoty przełoży się na wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących. To wszystko może mieć wpływ na inwestorów, którzy zdecydują się na zamknięcie pozycji w polskich papierach — twierdzi Maciej Reluga, ekonomista ING Barings.
Z teorią tą nie zgadzają się jednak Mirosław Gronicki i Mariusz Jarmużek.
— Import nie wzrośnie nagle ze względu na słaby popyt wewnętrzny. Z kolei eksport będzie miał cały czas niezłą dynamikę ze względu na niską bazę z 2000 r. — uważa ekonomista CASE.
Jedyną szansą na spadek wartości złotego jest obniżenie stóp procentowych. A to jest mało prawdopodobne.
— Dysparytet stóp procentowych między Polską i Europą czy Stanami Zjednoczonymi jest tak duży, że nawet obniżka o 200 punktów bazowych niewiele zmienia. Inwestorzy i tak nie porzucą polskich papierów, bo nigdzie tyle nie zarobią — mówi Mariusz Jarmużek.