Inflacja prawa przytłacza firmy

W 2014 r. w Polsce powstało aż 25,6 tys. stron prawa. To rekord od 1918 r. Dziennie firma musiałaby poświęcać 3,5 h na czytanie nowych przepisów

Grant Thornton (GT), firma audytorsko-doradcza, zbadała skalę zmienności polskiego prawa oraz podliczyła ilość nowych aktów prawnych publikowanych w Dzienniku Ustaw (DzU).

Z raportu wynika, że rekord wszech czasów padł w ubiegłym roku, kiedy weszło w życie prawie 2 tys. aktów prawnych, które łącznie miały 25,6 tys. stron (11,5 proc. więcej niż w 2013 r.). Gdyby wszystkie strony ułożyć w stosik, to powstałaby wieżyczka dokumentów o wysokości 1,3 m. Licząc od 2004 r., czyli wejścia Polski do UE, stos miałby 10,3 m.

Regulacyjne ADHD

Legislacyjne stachanowstwo niestety ma bardzo negatywny wpływ na gospodarkę.

— Nic tak nie przeszkadza przedsiębiorcom jak chwiejne prawo, a jest ono bardziej rozedrgane, niż się spodziewaliśmy. Z naszych badań wynika, że nie brak zamówień czy finansowania, ale właśnie biurokracja jest najistotniejszą barierą rozwoju. Ciągłe zmiany prawa potrafią sparaliżować działania firm i odebrać zapał do rozwoju. Gdyby przedsiębiorcy nie musieli borykać się z tak wielkimi problemami biurokratycznymi, to ich roczne przychody byłyby wyższe o 10 proc. Biurokracja zmniejsza przychody firm o około 200 mld zł rocznie, co stanowi 1/7 polskiego PKB — mówi Tomasz Wróblewski, partner zarządzający GT.

Najwięcej nowych regulacji powstało w czasie dwóch kadencji premiera Donalda Tuska. W okresie 2007-14 średniorocznie publikowano 19,5 tys. stron nowych przepisów. Na drugim miejscu plasuje się premierostwo Leszka Millera (2001-04) — 16,6 tys. stron. Akurat intensywność legislacyjna w tamtym okresie w dużej mierze usprawiedliwiona była koniecznością implementacji do polskiego prawa przepisów unijnych (okres przed wejściem Polski do UE).

Trzecie miejsce w tym zestawieniu zajmują rządy Jarosława Kaczyńskiego (2006-07) — 15,5 tys. stron nowego prawa rocznie. Czasy wcześniejszych premierów były znacznie bardziej stabilne prawnie. Za Jerzego Buzka (1997-2001) publikowanorocznie 8 tys. stron przepisów, a za Tadeusza Mazowieckiego (1989-91) — tylko 1,5 tys., mimo że wtedy kraj przechodził intensywną transformację ustrojową, wymagającą gruntownego zmieniania prawa. Warto podkreślić, że gdy premierem był Józef Piłsudski (1926-28), tworzono tylko 1,8 tys. stron nowych regulacji prawnych.

Recepty na niestabilność

Pogłębiająca się niestabilność polskiego prawa ma kilka przyczyn.

— Nadproduktywność w tworzeniu prawa wynika przede wszystkim z niskiej jego jakości, więc źle skonstruowane przepisy wymagają późniejszych korekt. Problemem jest też niska świadomość realiów biznesowych osób odpowiedzialnych za tworzenie prawa. Często chcąc naprawiać kiepskie przepisy, legislatorzy wprowadzają nadmierną zmienność regulacji, czym utrudniają przedsiębiorcom i obywatelom ich stosowanie — mówi Grzegorz Maślanko, partner w GT. Inflacja prawa uderza głównie w mniejsze firmy, których nie stać na stałą pomoc prawną.

— O ile wielkie korporacje mogą sobie pozwolić na śledzenie zmian przepisów, o tyle mikro-, małe i średnie firmy nie są w stanie poruszać się w legislacyjnym gąszczu. Stale i systematycznie narażone są na ryzyko łamania prawa — podkreśla Grzegorz Maślanko.

W jaki sposób zahamować inflację prawa? Zdaniem ekspertów GT, należy przede wszystkim podnieść jakość prawa, co jest możliwe tylko dzięki prawdziwym konsultacjom projektów aktów prawnych z organizacjami przedsiębiorców, oraz zderegulować działalność gospodarczą rozumianą jako zmniejszanie liczby przepisów dotyczących gospodarki. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Inflacja prawa przytłacza firmy