W 2003 r. Polsce nie grozi odbicie inflacji. Niewielka dynamika cen żywności i słaby popyt utrzymają ją na niskim poziomie. Podobnie jak w tym roku.
Rynek wciąż obstawia — czy w poniedziałek GUS poda, że inflacja w listopadzie spadła poniżej 1 proc., czy była nieco powyżej. „PB” postanowił pójść dalej, i sprawdzić prognozy na 2003 r.
Analitycy twierdzą, że przyszły rok — podobnie jak obecny — będzie przebiegał pod znakiem niskiej i stabilnej inflacji. Polityka banku centralnego zmierzająca najpierw do zduszenia, a obecnie ustabilizowania wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) na niskim poziomie przyniosła efekty. Można powiedzieć, że przekroczyła nawet zamierzenia Rady Polityki Pieniężnej — zarówno w bieżącym, jak i w przyszłym roku, cel inflacyjny może zostać „niedostrzelony”.
Działania władzy monetarnej zostały wzmocnione nieoczekiwaną globalną dekoniunkturą do tego stopnia, że pojawiły się nawet głosy o zagrożeniu deflacją. Obecnie tego problemu już nie ma, ale niski poziom inflacji stał się faktem.
Ekonomiści przewidują, że pierwsze półrocze 2003 będzie cechowało się bardzo niską dynamiką cen. Ich zdaniem, na przełomie I i II kwartału inflacja utrzyma się poniżej 1-proc. poziomu. Zdecydują o tym ceny żywności, które w wyniku słabego popytu, a dużej podaży będą nadal spadać.
Także z powodu słabego popytu oczekiwane ożywienie gospodarcze nie spowoduje presji inflacyjnej. Taką presję mogą natomiast wywołać szoki podażowe, szczególnie ze strony paliw — po rozpoczęciu działań wojennych w Zatoce Perskiej. Analitycy uspokajają jednak, że wahania cen ropy będą krótkotrwałe, a dodatkowo zostaną zrekompensowane aprecjacją złotego. Dużą niewiadomą są również koszty utrzymania mieszkań, które w wyniku możliwych podwyżek czynszów mogą znacząco wzrosnąć.
W ocenie analityków, wzrostu inflacji należy oczekiwać dopiero pod koniec przyszłego roku. Nie będzie to jednak gwałtowne odbicie, raczej powolny i stopniowy wzrost wskaźnika CPI. Swoje prognozy ekonomiści opierają na przekonaniu, że nareszcie nadejdzie trwałe ożywienie gospodarcze, poprawi się sytuacja materialna społeczeństwa i przedsiębiorstw.
W ślad za wzrostem popytu konsumpcyjnego powinny zwiększyć się nakłady inwestycyjne, które tak naprawdę decydują o kondycji gospodarczej kraju. Poprawa popytu oznacza także możliwość podnoszenia cen przez producentów, szczególnie żywności. Nie będą to jednak podwyżki znaczące, które zachwieją poziomem inflacji i wzbudzą niepokój banku centralnego.
Cel inflacyjny RPP na 2003 r., czyli 3 proc. +/- 1 proc., pozostaje więc niezagrożony.