Informatyk to nie małpa od kodów

opublikowano: 14-10-2018, 22:00

Dyrektor IT nie chce być traktowany jak ubogi krewny szefów marketingu, sprzedaży i członków zarządu

Parobek widywał pana z daleka. Nie miał wstępu na dworskie salony. Polecenia dostawał od karbowego. Gdyby zgłaszał jakieś postulaty, petycje i wnioski racjonalizatorskie, uznano by to za krnąbrność i ukarano batami.

Rola dyrektora IT zmienia się — od dostawcy usług do lidera zmian,
kogoś, kto wpływa na rozwój przedsiębiorstwa — mówi Jakub Garszyński, dyrektor,
lider usług cloud w Deloitte.
Wyświetl galerię [1/2]

ERA PARTNERA:

Rola dyrektora IT zmienia się — od dostawcy usług do lidera zmian, kogoś, kto wpływa na rozwój przedsiębiorstwa — mówi Jakub Garszyński, dyrektor, lider usług cloud w Deloitte. Fot. ARC

Kultura folwarku przetrwała w polskich firmach — głosi socjolog, prof. Janusz Hryniewicz. Ale bez przesady: żaden informatyk — a tym bardziej dyrektor IT — nie był nigdy uważany za parobka. To jednak nie znaczy, że prezes liczył się ze zdaniem takiego eksperta i włączał do ścisłego kierownictwa. Ale ostatnio słychać, że niejeden dyrektor IT rozmawia z prezesem jak równy z równym, ba — zasiada w zarządzie.

Od pomagiera do partnera

Prawie dwie trzecie dyrektorów IT widzi siebie w roli partnerów kadry zarządzającej. Sześciu na 10 uważa, że w najbliższych latach cyfryzacja będzie miała największy wpływ na biznes, co wzmocni ich pozycję — wynika z najnowszego badania firmy doradczej Deloitte „CIO Survey 2018. Patrząc w przyszłość: poza erę cyfrową”. Czy szefowie IT rzeczywiście mają rangę stosowną do ich odpowiedzialności?

Zawsze może być lepiej — ocenia Daniel Martyniuk, partner i lider doradztwa technologicznego w Deloitte. Pozytywne zmiany były widoczne już w dwóch poprzednich edycjach badania, a teraz stały się wyraźną tendencją — nikt w firmie nie lekceważy punktu widzenia IT, zaś stojący na jego czele menedżer jest dostawcą usług, ale przede wszystkim partnerem i inicjatorem zmian.

— Technologia zmienia modele biznesowe, tworzy przychody, daje przedsiębiorstwu przewagę konkurencyjną. Wraz z tym pojawia się świadomość, że IT nie wolno sprowadzać do funkcji służebnej — mówi Daniel Martyniuk.

36 proc. CIO (ang. chief information officer) definiuje swoją rolę jako partnera w biznesie, a 9 proc. — inicjatora zmian. Zapewne wskaźniki te poszybują w górę, bo odpowiednio 64 i 16 proc. ankietowanych zadeklarowało, że ich rola przesunie się w tych kierunkach.

— Jako dostawcę usług postrzega się 55 proc. CIO. Odsetek ten będzie malał. Zmiany roli IT będą zachodzić na poziomie strategicznym, operacyjnym i kompetencyjnym — przewiduje Daniel Martyniuk.

Szefów działów informatycznych czeka intensywne podnoszenie wiedzy i umiejętności, także społecznych i interpersonalnych. Bo kluczem do sukcesu jest komunikacja.

— Ekstrawertyczny Steve Jobs czy introwertyczny Steve Wozniak? Ludzie od IT bardziej kojarzeni są z tym drugim, o czym świadczą kawały o zamkniętych w sobie informatykach i programistach. Takie osoby w IT też są potrzebne. Ale coraz bardziej potrzeba jednostek komunikatywnych, inteligentnych społecznie, umiejących przełożyć technologie na język procesów biznesowych — argumentuje Jakub Garszyński, dyrektor, lider usług cloud w Deloitte.

Jego zdaniem, przedstawiciele cyfrowej awangardy nie myślą, jak sprawić, aby IT rozumiało biznes, czyli HR, marketing lub sprzedaż — ten etap mają już za sobą. Obecnie skupiają się na tym, by również biznes rozumiał IT. Nie chodzi o docenienie, ile wiedzy i pracy wymaga utrzymanie infrastruktury i systemów informatycznych. Celem jest uświadomienie liderom biznesowym możliwości, które oferują technologie.

— Firmowi decydenci powinni znać trendy, produkty i usługi IT. Bez tego trudno sobie wyobrazić współtworzenie strategii przedsiębiorstwa przez biznes i IT — podkreśla Jakub Garszyński.

Trzy wcielenia

Czy wewnętrzne zespoły IT — i ich menedżerowie — całkowicie odrzucą swoją usługową funkcję? Absolutnie nie. Rośnie znaczenie zewnętrznych partnerów technologicznych, czyli outsourcingu IT, ale jedno się nie zmieni: pracownik zawsze będzie mógł poprosić informatyka o zerknięcie na komputer, który się zawiesił.

— Rola szefa IT będzie wymagała łączenia trzech wzorców: zaufanego dostawcy usług, partnera w biznesie i prekursora zmian. W mojej instytucji już dziś się to dzieje — zaznacza Andrzej Miron, CIO i dyrektor zarządzający Raiffeisen Polbank.

Instalacja sprzętu i oprogramowania, usuwanie awarii, wsparcie pracowników w obsłudze komputerów, drukarek i aplikacji — w wielu firmach do tego sprowadzają się codzienne obowiązki IT.

— To ważne działania. Czy jednak wysokiej klasy informatycy nie powinni skupić się na tym, co przynosi firmie zyski? — pyta retorycznie Marek Kobielski, prezes Dimension Data.

IT i przywództwo — według niektórych specjalistów to niezbyt szczęśliwe połączenie. Jeden z mało poprawnych politycznie menedżerów spółki SI powiedział, że powierzanie zarządzania „wielkim małpom od kodów” nie jest szczególnie mądre, a one tego nie cierpią. W jego ocenie reprezentanci świata nowych technologii dysponują ograniczonymi kompetencjami menedżerskimi. Dlatego firmy odniosą większą korzyść, pozwalając im na wykonywanie ich ulubionej pracy. Jeszcze kilka lat temu działy IT funkcjonowały na zasadzie: przynieś, podaj, pozamiataj — i mało kogo to raziło. Dziś, choćby w świetle raportu Deloitte, traktowanie informatyków jak parobków, ubogich krewnych lub małp od kodowania nikomu nie ujdzie na sucho — bo szkodzi interesom i rozwojowi firmy.

Sprawdź program konferencji "Sztuczna inteligencja i robotyzacja w sektorze finansowym", 22-23 stycznia 2018 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Informatyk to nie małpa od kodów