Euler Hermes wziął pod lupę sytuację dotyczącą terminów płatności w dwóch województwach uchodzących za najbardziej innowacyjne w naszym kraju. Mowa o Śląsku i Małopolsce. Z analizy ubezpieczyciela wynika, że są to jednocześnie rejony, które charakteryzuje słaba dyscyplina, jeżeli chodzi o terminowe regulowanie zobowiązań. W Małopolsce na zapłatę trzeba czekać 82 dni, a na Śląsku — aż 83. To odpowiednio o trzy i pięć dni więcej niż rok temu. Tym samym terminy płatności we wspomnianych regionach są dłuższe niż, w sąsiednich województwach o średnio od czterech do dziewięciu dni.
Większy problem z zatorami płatniczymi może być związany z przeszkodami, z jakimi zmagają się ostatnio branże budowlana i usługowa, które notują teraz dwucyfrowe wzrosty, jeśli chodzi o liczbę niewypłacalności. Generalnie, od kilku kwartałów w województwie małopolskim bankrutują głównie firmy handlowe, a na Śląsku — budownictwo.
Jednocześnie jednak, w porównaniu do stosunkowo wielu niewypłacalności w ubiegłym roku (124 firmy z województwa śląskiego i 62 z małopolskiego), obecnie w obu tych regionach mamy do czynienia z wyhamowaniem trendu zwiększania się ich liczby. Na Śląsku liczba bankrutów wzrosła tylko o jeden — do 37 przypadków, a w Małopolsce spadła o 10 — do 12 przypadków.
Zdaniem analityków Euler Hermes, na dłuższy okres obiegu należności wpływ ma nie tylko bagaż bankructw z przeszłości czy bieżących problemów wiodących sektorów, ale także specyfika obydwu regionów — ich duży potencjał innowacyjny i przede wszystkim gospodarczy. To wszystko, w połączeniu ze świetnym skomunikowaniem, sprawia, że wymiana handlowa firm z tych regionów ma zdecydowanie bardziej otwarty charakter niż w ościennych województwach. Siłą rzeczy wiąże się to z mniej restrykcyjną polityką handlową i większą akceptacją dłuższych terminów płatności. © Ⓟ