INSTALACJI B2B JEST NIEWIELE

Kamil Kosiński
opublikowano: 2000-03-30 00:00

INSTALACJI B2B JEST NIEWIELE

Polska nie jest opóźniona we wdrażaniu aplikacji business to business

PRZEMILCZANY POCZĄTEK: Jednego z pierwszych wdrożeń systemu business to business w Polsce dokonano w firmie Howell. Było to w 1998 r., kiedy nie było jeszcze mody na Internet i inwestycja ta przeszła prawie nie zauważona — twierdzi Alicja Kusak, dyrektor marketingu w QAD Polska. fot. BS

Dostawcy oprogramowania prognozują, że popularność aplikacji dla handlu internetowego typu business to business będzie rosła szybciej niż oprogramowania e-commerce.

Jeszcze kilka lat temu oprogramowanie typu business to business, czyli umożliwiające wymianę danych między kooperantami, było rzadkością. Wymagało bowiem posiadania własnych rozległych sieci, a na to mogły sobie pozwolić tylko największe korporacje. Wraz z rozwojem technologii internetowych, coraz więcej producentów zaczęło dostosowywać aplikacje do działania w oparciu o globalną sieć. Zaowocowało to zwiększeniem zainteresowania klientów. Polski rynek nie odbiega pod tym względem od światowego. W stosunku do USA mamy co prawda dwuletnie opóźnienie, ale wobec Europy jesteśmy opóźnieni już tylko o 6-12 miesięcy.

— W Polsce mamy 4 instalacje EDI służące do wymiany danych między kooperantami. Na Zachodzie jest ich więcej, ale też są to jednostkowe przedsięwzięcia — mówi Alicja Kusak, dyrektor marketingu w firmie QAD Polska, produkującej systemy ERP.

Podobne liczby przytaczają również przedstawiciele innych producentów. Niektórzy twierdzą, że rozwój internetowych rozwiązań business to business będzie w Polsce szybszy niż na Zachodzie.

— Rozwój internetowych systemów EDI będzie łatwiejszy niż w innych krajach europejskich. Nasze firmy nie mają rozwiązań business to business opartych na starszych standardach — przypuszcza Michał Krzycki, konsultant w JBA Polska.

Nieznany komputer

Producenci systemów ERP, w skład których wchodzą moduły do internetowych kontaktów między kontrahentami, twierdzą zgodnie, że coraz częściej warunkiem ubiegania się o dostawę oprogramowania jest posiadanie w systemie modułu do e-commerce lub business to business. Przyznają, że często jest to wynik zwykłej mody na Internet, a rzeczywistych kontraktów na dostawę tego typu modułów się nie zawiera. Wielu potencjalnych klientów nie ma bowiem obycia z systemami komputerowymi, nie wspominając o Internecie.

— Jeszcze 4-5 lat temu całe działy w polskich firmach nie były skomputeryzowane. Obecnie sytuacja jest trochę lepsza. Z naszych obserwacji wynika, że co szósty szef nie ma komputera na biurku, a wszystkie działania związane z jego wykorzystaniem zleca sekretarce. Ostatnio byliśmy na prezentacji u jednego z klientów. Kiedy wszyscy wyjęliśmy notebooki, przedstawiciele klienta spojrzeli na nas, jakbyśmy byli z innego świata — relacjonuje Alicja Kusak.

Właściwa kolejność

Przedstawiciele producentów oprogramowania sugerują jednak, że część firm rzeczywiście zamierza wdrożyć moduły internetowe i tylko ze względu na koszty i problemy związane z tym procesem odkłada go na później. Chce mieć jednak system, do którego będzie można bez problemu dołączyć za 2-3 lata moduł do szeroko pojętego e-biznesu. Specjaliści sugerują, że sprzedaż modułów typu business to business będzie większa niż aplikacji do detalicznego e-commerce. Ma to być związane z niewielką popularnością Internetu w Polsce i światowymi tendencjami w handlu internetowym.

— Na świecie 80 proc. wdrożeń aplikacji do handlu internetowego dotyczy systemów business to business. Dzieje się tak, gdyż większe pieniądze przepływają w trakcie transakcji między firmami niż firmami a klientami detalicznymi. Poza tym internetowy handel detaliczny nie obejmuje pewnych produktów. Trudno sobie wyobrazić, aby ktoś przez Internet kupował buty. Tymczasem sklep lub hurtownia bez problemów mogą kupować tą drogą — tłumaczy Michał Krzycki.

Poza tym posiadanie właściwych aplikacji logistycznych i business to business warunkuje sukces detalicznego e-commerce.

— Przed ostatnimi walentynkami amerykańskie sklepy internetowe otrzymały masę zamówień na różne towary. Okazało sie jednak, że nie były w stanie ich zrealizować, gdyż nie mogły zakupić ich od producentów — przypomina Renata Szymańska z SAP Polska.

Kamil Kosiński