INTEGRACJA OMIJA E-BIZNES

Kamil Kosiński
opublikowano: 17-07-2000, 00:00

INTEGRACJA OMIJA E-BIZNES

Niewiele umów obejmuje budowę systemu od podstaw

DOMINUJĄ POPRAWKI: W 70-80 proc. przypadków kontrakty integratorskie związane są z łączeniem systemów posiadanych już przez klienta. Zdecydowana mniejszość umów dotyczy budowania ich od podstaw — podkreśla Sławomir Chłoń, prezes zarządzający Computerlandu. fot. MP

Kontrakty integratorskie dotyczą głównie poprawiania efektywności wewnętrznej przedsiębiorstw, a więc infrastruktury czy aplikacji finansowo-księgowych. O relacjach z klientami, zarządzaniu łańcuchem dostaw oraz e-commerce dużo się mówi, ale kontraktów raczej nikt nie zawiera.

Na Zachodzie firmy integratorskie zajmują się informatyzacją przedsiębiorstw w sposób kompleksowy. Przeprowadzają analizę potrzeb klientów, projektują system, budują, a następnie serwisują. Jednak polskie przedsiębiorstwa rzadko decydują się na w pełni świadomą budowę od podstaw systemu informatycznego. Najczęściej z usług integratorów korzystają w celu połączenia systemów zakupionych wcześniej od różnych dostawców.

— Projekty typu green field zdarzają się rzadko. Najczęściej musimy integrować kilkanaście, a niekiedy kilkadziesiąt systemów będących wynikiem wieloletniej radosnej twórczości różnych informatyków, którzy przewijali się przez przedsiębiorstwa naszych klientów — twierdzi Andrzej Widerszpil, dyrektor generalny polskiego oddziału Compaq Computer.

Usługi integratorskie traktują więc jako swoiste koło ratunkowe.

Mylące pozory

— W skrajnych przypadkach oczekuje się od nas scalenia tzw. systemów wyspowych, czyli innych rozwiązań w każdym dziale przedsiębiorstwa. Zdarza się, że systemy te są różne nie tylko pod względem merytorycznym, a więc aplikacyjnym, ale również technologicznym. Poszczególne działy wykorzystują odmienne protokoły, systemy operacyjne, parametry sieci itp. — podkreśla Sławomir Chłoń, prezes zarządzający Computerlandu.

Dodaje, że u podstaw tak absurdalnych sytuacji leżą pozornie słuszne założenia.

— Przedsiębiorstwa obawiają się, że jeśli zdecydują się na jednego dostawcę systemów informatycznych, to się od niego uzależnią i z czasem będzie on narzucał im ceny. Popadają więc w drugą skrajność — same wdrażają różne rozwiązania i w konsekwencji nie są w stanie zapanować nad swoimi systemami — tłumaczy Sławomir Chłoń.

Przedstawiciele branży dodają, że nie jest to jedyna różnica w działaniu integratorów w Polsce i na Zachodzie. Firmy integratorskie na krajowym rynku koncentrują się na poprawianiu systemów odpowiedzialnych za efektywność wewnętrzną swoich klientów, np. infrastruktury sprzętowej czy aplikacji finansowo-księgowych. Umowy dotyczące problemów komunikacji zewnętrznej, np. aplikacji do zarządzania relacjami z klientami, zdarzają się stosunkowo rzadko. Najczęściej zawierają je banki i inne instytucje nastawione na masową obsługę klientów indywidualnych.

— Nasze doświadczenia z 20 największymi klientami wskazują, że 80 proc. wydatków informatycznych przeznaczane jest na infrastrukturę lub podtrzymywanie procesów wewnętrznych, a więc na sieci, terminale, systemy MRP II/ERP. Zaledwie 15-20 proc. wydatków informatycznych dotyczy relacji z otoczeniem zewnętrznym — informuje Andrzej Widerszpil.

Nadrabianie zaległości

Przedstawiciele branży twierdzą jednak, że taka struktura wydatków informatycznych wcale nie musi świadczyć źle o polskich przedsiębiorstwach. Na początku lat 90. dostawy nowoczesnych technologii do naszego kraju były jeszcze objęte restrykcjami COCOM. Spowodowało to, że informatyzacja rodzimych firm została zdominowana przez komputery PC. Brak było bardziej zaawansowanych technologii i odpowiednich szkoleń. Teraz zaś przychodzi czas nadrabiania zaległości. Poza tym, wielu przedstawicieli branży uważa, że sama natura obrotu gospodarczego sprawia, że rozwiązania związane z efektywnością wewnętrzną zawsze będą zajmować znaczącą pozycję w budżetach informatycznych.

— Zapotrzebowanie na rozwiązania do kontaktów z otoczeniem na pewno wzrośnie. Już teraz pojawiają się pierwsze zaproszenia do składania ofert lub prac studialnych związanych z e-commerce, CRM czy SCM. Zapotrzebowanie na usługi związane z tzw. backoffice, a więc np. z gospodarką magazynową lub kwestiami księgowymi, na pewno nie ulegnie marginalizacji. Tego typu rozwiązania związane są bowiem z samą naturą obrotu gospodarczego — twierdzi Jacek Duch, członek zarządu Prokom Software.

Nasi rozmówcy dodają, że choć w tym roku wiele się mówiło o CRM i e-commerce, nie zaowocowało to jednak podpisaniem nowych kontraktów. Niektórzy przypuszczają, że zmieni się to w 2001 roku. Gdy bowiem zaczęło się o tym mówić w 2000 roku, firmy miały już zaplanowane budżety informatyczne nie uwzględniające tego typu wydatków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / INTEGRACJA OMIJA E-BIZNES