Inteligentny protekcjonizm pomoże polskiej gospodarce

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-04-09 17:52

Polska zaczyna stosować narzędzia protekcjonizmu dla niepoznaki zwane local contentem. To narzędzie może przynieść nam korzyści i wyrządzić szkody.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Duże projekty inwestycyjne w przeszłości bardzo często tworzyły grunt, na którym rosły nowe technologie. Na boomie kolejowym w XIX wieku rozwinął się nowoczesny przemysł stalowy, na obu wojnach światowych motoryzacja, lotnictwo i elektronika. Na podboju kosmosu wyrosły układy scalone i komputery, na wyścigu zbrojeń internet.

Bylibyśmy skończonymi głupcami, gdybyśmy wielkich inwestycji we współczesnej Polsce nie wykorzystali do stworzenia rynku dla polskich innowacji. Niestety, w krytycznych obszarach transformacji gospodarczej Polski — w energetyce, obronie, cyfryzacji — własnych technologii na razie mamy bardzo mało i tworzymy rynek głównie dla zagranicznych innowacji. Ma to zmienić polityka local content, czyli komponentu krajowego w inwestycjach publicznych i spółek skarbu państwa. Będzie ona polegała na premiowaniu krajowych dostawców.

Kierunek jest słuszny, ale tylko jeżeli premiowanie będzie polegało na pobudzaniu konkurencji, a nie jej eliminowaniu.

W czwartek miało miejsce ważne wydarzenie. Po wielu miesiącach deliberowania Ministerstwo Aktywów Państwowych zaprezentowało definicję tego, czym jest komponent krajowy. Wbrew pozorom nie było to łatwe zadanie, bo określenie, czym jest polska firma, nastręcza trudności. Jest w Polsce wiele firm należących do kapitału zagranicznego, które mają u nas swój „mózg” — centrum zarządzania, innowacji itd. (na przykład Budimex, Solaris), a także wiele takich, które należą do polskich przedsiębiorców, a nowoczesne produkty wytwarzają w innych krajach (np. TeleFonika). Ministerstwo stworzyło więc listę cech, które składają się na to, czy firma w większym lub mniejszym stopniu kwalifikuje się jako producent krajowy. Jest to m.in. miejsce rzeczywistego właściciela, udział płatności podatków w Polsce, udział zatrudnienia w Polsce oraz to, czy u nas wytwarzane są istotne produkty i składane zamówienia. To podejście nie jest idealne, ale jest lepsze niż zero-jedynkowe traktowanie firm na zasadzie polska-zagraniczna. Więcej o szczegółach projektu przeczytacie państwo w artykule Katarzyny Kapczyńskiej.

Dla mnie istotne jest pytanie, gdzie leży granica między budowaniem rynku dla krajowych innowacji a protekcjonizmem zabijającym konkurencję i w efekcie także innowacje. Warto zauważyć, że wśród europejskich krajów możemy wyróżnić dwa skrajne i w obu przypadkach nieefektywne modele. Musimy szukać ścieżki między nimi.

Model pierwszy to nadmierne uzależnienie od inwestycji zagranicznych. Na Węgrzech ogromny udział firm zagranicznych w gospodarce budzi powszechne rozczarowanie, firmy zagraniczne są tam uznawane — nawet przez mainstreamowych komentatorów — za zaburzenie dla konkurencji i możliwości rozwoju krajowych podmiotów. Wywołało to wręcz efekt jo-jo, w ramach którego nacjonalistyczny rząd zaczął promować za wszelką cenę kapitał krajowy poprzez budowę systemu lokalnej oligarchii.

Model drugi to typowy dla największych krajów europejskich protekcjonizm, w ramach którego wszyscy aktorzy rozumieją, że należy promować głównie lokalnych dostawców i partnerów. We Francji, Niemczech, Włoszech czy Hiszpanii udział zagranicznych firm w zatrudnieniu jest mały, ale rozwoju też jest tam bardzo mało. Nie przesądzam tu o kierunku przyczynowości, ale generalnie więcej lekcji na temat rozwoju powinniśmy czerpać ze Skandynawii, gdzie otwartości i konkurencji jest więcej.

Optymalna ścieżka między tymi modelami to wąski korytarz. W jego ramach powinno nam zależeć, by mieć dostęp do najlepszych technologii, ale jednocześnie nie budować krytycznych zależności, w ramach których w istotnych elementach łańcuchów dostaw nie mamy kompetencji. Powinniśmy mieć zdolność definiowania naszych szans technologicznych i angażowania wsparcia państwa do budowy skali przez firmy w tych dziedzinach, ale też utrzymywać wysoką otwartość na inwestycje zagraniczne.

Gospodarowanie zawsze polega na szukaniu równowagi, w tym przypadku chodzi o równowagę między otwartością a niezależnością.