Intensywny tydzień przedprzedświąteczny

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-12-12 00:00

Następny tydzień pachnie już świętami, dlatego w tym obecnym życie polityczne toczy się nadzwyczaj intensywnie. Uwaga ta nie dotyczy dominującej nad życiem społecznym seksafery, sięgającej coraz to nowych rozporków Samoobrony metodą prób i błędów — może ten?

Z rzeczy bardziej przyziemnych — dzisiaj zaczyna się posiedzenie Sejmu poświęcone m.in. budżetowi 2007, a dokładnie w tym samym czasie w Strasburgu nad tym samym tematem będzie debatował Parlament Europejski. Oba budżety są pierwszymi objętymi wieloletnią perspektywą finansową Unii Europejskiej 2007-13. Europejski uchwalony zostanie planowo w czwartek, a nasz w piątek. Notabene w Sejmie powtórzy się ten sam cyrk co zawsze — trzecie czytanie ustawy budżetowej formalnie odbywa się na następnym posiedzeniu, co ma podnieść jej rangę, a posłom dać czas na analizę poprawek. Tymczasem od wielu lat owo dodatkowe posiedzenie zaczyna się — i tak samo będzie w piątek — zaledwie kilkanaście minut po zamknięciu poprzedniego!

Parlamentarna zbitka to jeszcze nie wszystko. W czwartek po południu zaczyna się w Brukseli dwudniowe posiedzenie Rady Europejskiej, czyli szczyt głów państw i szefów rządów. Tym razem posiedzenie zapowiada się standardowo, by nie rzec nudnawo, żadnej sensacji nie będzie, prezydencja fińska zda relację z kończącego się półrocza, ale wszyscy już będą myślami przy niemieckiej. Dla nas najciekawszym wątkiem szczytu jawi się przewodniczenie delegacji przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a nie premiera. W gmachu Justus Lipsus głowa państwa usiądzie podczas konferencji prasowej na tym samym krześle, na którym rok temu Kazimierz Marcinkiewicz wygłaszał w środku gorącej nocy słynne „yes, yes, yes”. Premier Jarosław Kaczyński w piątek też zaistnieje, ale gdzie indziej — ma zamiar potowarzyszyć aktowi nabycia litewskiej rafinerii Możejki przez Orlen.

W sumie można by powiedzieć — ale się dzieje, no nie? Statystycznego obywatela Unii Europejskiej te wszystkie igrzyska kompletnie nie obchodzą, ale trafiają się osobnicy wymykający się krzywej Gaussa… Wtrącę tu wątek osobisty — najpierw w czwartek będę asystował w Strasburgu uchwalaniu eurobudżetu, potem co koń (mechaniczny) wyskoczy do Brukseli na Radę Europejską, a w piątek już na prezydenckich skrzydłach z powrotem i jak co roku posiedzimy do późnej nocy na Wiejskiej nad budżetem krajowym. Najgorsze tylko, że nad głębszym sensem takiej gonitwy nie ma czasu się zastanowić…